„Ponury stary endecki pierdziel” – Miłosz o Herbercie w listach do Międzyrzeckiego

Opublikowany niedawno przez Wydawnictwo Literackie tom korespondencji pomiędzy Czesławem Miłoszem a Arturem Międzyrzeckim i Julią Hartwig jest niezwykle interesującą lekturą, między innymi dlatego że Miłosz, z Międzyrzeckim i jego żoną blisko zaprzyjaźniony, pozwalał sobie w listach na szczerość i otwartość o wiele większą, niż w publikacjach przeznaczonych dla powszechnych odbiorców. Szczególnie interesujący w tym zbiorze listów jest opis skomplikowanych relacji Miłosza ze Zbigniewem Herbertem, a także stosunek przyszłego (listy pochodzą głównie z lat 1970-1974) noblisty do młodszego poety.

Berkeley, 28 października 1970:

„P.S. Nic nie rozumiem z peregrynacji Herberta. Czy jest w Los Angeles? Jakie decyzje i na jakim szczeblu pozwalają mu mieszkać prawie stale za granicą? Co znaczy taka polityka i czy np. nie należy do niej wywiad, jakiego parę lat temu Herbert udzielił w New Yorku, mówiąc m.in., że w Polsce jest swoboda słowa? Może mnie oświecisz?”

Berkeley, bez daty, 1970:

„Od całej nieskończonej dwuznaczności ludzkich stosunków odchodzi się w Ameryce i, niestety, muszę Ci powiedzieć, że wszyscy prawie ludzie ze wschodniej Europy są dla mnie jakoś zbezczeszczeni. I, szczerze mówiąc, co do Herberta, to wolałbym albo-albo – albo żeby siedział tam jak taki patriota, albo jak chce mieszkać za granicą, żeby był kimś. Nie chodzi o deklaracje, ale Kołakowski nie boi się drukować i mówić, co myśli. To ja zrobiłem Herberta w Ameryce i po co? Żeby migał się całe życie i przemigał tak swoją poezję, jeszcze jedno cudowne dziecko „na fali wydarzeń”, a bez tej fali ponury stary endecki pierdziel?”

Berkeley, 22 marca 1971:

„Najder bardzo mi się nie podoba. W ciągu paru lat zrobił znaczne postępy gładkiej adaptacji, najzupełniej oportunistycznej, i choć nie uważam go za donosiciela, to, co mówi, kierując się niezrównanym wysilonym taktem, tak mnie rozwścieczyło, że prawie wyrzuciłem go za drzwi. Tak samo skończyły się już moje kontakty z Herbertem. Jest to wynikiem pewnego zajścia w Berkeley parę lat temu, kiedy upił się i różne rzeczy z niego wylazły, ale nie tylko. Krótko mówiąc, nie jest to człowiek prawdomówny, przeciwnie, ze skłonnością do mitomanii, a poza tym ekwilibrystyka mieszkania latami za granicą na paszporcie PRL nie może nie działać demoralizująco. To nie jest przecie Leszek Kołakowski, który zachowuje się jak człowiek wolny, mówiąc i pisząc, co myśli. Herbert według mnie to anima naturaliter endeciana i mam dane, żeby sądzić, że recenzja z „Rodzinnej Europy”, jaką napisał w „Slavic Review” jego przyjaciel Gella, przedstawia jego poglądy. Stoi w tej recenzji, że ja piszę po polsku z przypadku, że nie lubię narodu polskiego i że oskarżam Polaków o nacjonalizm, bo nie rozumiem różnicy między patriotyzmem i nacjonalizmem. Wiersz Herberta „Prolog”, drukowany w „Tygodniku Powszechnym” jest polemiką ze mną, bezrodnym kosmopolitą, i jest właściwie zbowidową deklaracją. Czyżbym oddawał się urojeniom? Ale nie, wszystko to są symptomy bezhołowia i zdrobnienia, „ideologia” Brylla stanowi tylko grubsze ogniwo tego samego łańcucha.”

Berkeley, 4 maja 1971:

„Prof. Thomas Eeckman [sic!] z Wydz. Słowiańskiego (Holender z pochodzenia, mówi dobrze po polsku) zaproponował rodzaj polskiego sympozjum, w którym wzięlibyście udział Ty i Herbert, chciał, żebym ja też przyjechał, ale powiedziałem, że chyba będę zanadto tu zajęty, a właściwą przyczyną jest to, że Herbert zranił mnie i nie chodzi o przebaczenie, ale o moją psychiczną niemożność, co bywa, kiedy przestaje się wierzyć czyimś słowom, czyli na nieuniknione nocne rodaków rozmowy nie jestem przygotowany.”

Berkeley, 26 stycznia 1973:

„Podobno Herbert przyjeżdża do Iowa. Nie rozumiem, miał być chyba Karpowicz. Widocznie nazwiska eksportowe bardziej Engle’owi w jego fazie gry ze Wschodem odpowiadają. Nb. 400 stron tomu Karpowicza w PRL to dla mnie dziw nad dziwy. Bo to wejście jest absolutnie bezużyteczne i ten luksus w kraju, gdzie brak chleba najprostszej prawdy, ça fait rêver. No i zajadają się lingwistycznymi i strukturalistycznymi ciastkami do tego stopnia, że jak ktoś powie: „stół ma cztery nogi”, będą od niego uciekać, jakby pierdnął publicznie.”

Berkeley, 10 stycznia 1974:

„Cóż ja mam z tą literaturą zrobić, jako profesor chociażby? Polska jako eksporter nihilistycznych dowcipasów, jakby ten Zachód miał ich mało? Różewicz […], a kiedy taki robi się nihilistą, patrz Smierdiakow. Herbert, który znacznie lepiej, ale dotknięty jakąś chudością substancji. Poezja spod znaku Przybosia, chłopka, który wiek techniczny XX uwielbił, akurat w porę. Tylko Witkacego i Gombrowicza mogę chyba wykładać, ale jedynie jako pretekst.”



Kategorie:Listy, Źródła

Tagi:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: