Kajetan Gendek – „Dywan”

Siedzę na dywanie, na którym dawno nikt nie siedział. Nade mną wisi zegar. Zegar zatrzymał się na godzinie ósmej. Od momentu, w którym się zatrzymał, czas zdążył mnie dopaść już kilka razy.

Położyłem się na dywanie i ułożyłem ręce za głową. Patrzę na tarczę zegara, na której miota się sekundnik. Sekundnik podskakuje i opada. Sekundnik próbuje ruszyć pozostałe wskazówki, ale jego trud jest zbędny. Nie ma już czasu na taki zastój. Leżę więc dalej na tym brudnym dywanie i czekam na jakiś koniec. Zegar nie chce na mnie spaść, czas nie chce ruszyć z miejsca. Cisza i napięcie wynikające z tej doskonałej stagnacji stają się nieznośne. Wyciągam ręce zza głowy i kładę je wzdłuż tułowia. Jestem teraz larwą i zawijam się w kokon.

Leżę na plecach zawinięty w dywan. Wewnątrz kokonu, który sam stworzyłem jest ciemno. Roztocza chodzą po mojej twarzy. Roztocza przeskakują na moją skórę i przechodzą w głąb bruzd, które mam na czole, nosie i policzkach.

Odkąd leżę wewnątrz kokonu nie widzę już zegara. Słyszę wewnątrz głowy słowa listu Emmy Hauck, kochanie, przyjdź, kochanie, przyjdź. Niczym się nie różnimy Emmo Hauck. Bardzo powoli słowa przechodzą z głowy do ust. Mówię teraz szeptem słowa listu Emmy Hauck kochanie, przyjdź, kochanie, przyjdź. Do pokoju, w którym leżę zwinięty w kokonie z dywanu, nikt przecież nie przyjdzie. Sekundnik na tarczy zegara nadal będzie toczył walkę z pozostałymi wskazówkami. Dzień przejdzie w noc. Mam wrażenie, że w tej iluzji upływającego czasu i następujących po sobie dni i nocy, tylko mój szept jest prawdziwy. Na zewnątrz toczy się spektakl z aktorami ze spalonego teatru, którzy pełni pychy wierzą, że grają nowe role. Pełni energii czekają na próbę generalną, na premierę, na widzów, których na próżno szukają wśród samych siebie.

Zegar zawieszony na suficie upada na dywan. Zegar uderza mnie w okolicę skroni, ale dywan amortyzuje jego upadek. Ciągle szepczę słowa listu Emmy Hauck kochanie, przyjdź, kochanie, przyjdź. Nie ma już czasu na taki zastój.

Kajetan Gendek – rocznik 1990. Urodzony w Sosnowcu. Miłośnik poetów wyklętych, prozy współczesnej, czechofil od dziecka. Publikował w SOSNArcie, Twoim Przekroju, Ricie Baum, Neurokulturze i na Wywrocie. Mieszka we Wrocławiu.  Miniatura pochodzi z przygotowywanego zbioru pt. „Wycinanki”.



Kategorie:Proza, Teksty

Tagi:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: