K.I. Gałczyński – „Do Przyjaciół z „Prostu z Mostu”” – Część II [1936]

Mówię te słowa ze szpalt pisma “Prosto z Mostu”.

Szukam epitetu zdobiącego, epitheon ornans, któryby wyróżnił je spośród innych. Mam: gorący, pismo gorące.

Tutaj się bijemy, nie intrygujemy. Na drzwiach redakcji mógłby wisieć taki napis:

„Czytelniku znudzony, wyjdź. Nic tutaj dla ciebie nie ma. Redakcja nie układa ani reubusów, ani zagadek”.

Nie wiem, jak inni, ale ja mymi oczami widzę światło jakieś, padające na łamy „Prosto z Mostu”. Coś mi to światło przypomina. Tak, już wiem; i niech tu wrzasną całe tuziny „przyjaciół psa”, ale zawołam, że to jest światło Ewangelii. Bo czyż to nie tutaj wołano o potrzebie nowej Epifanii (Wasiutyński), za którą wszak idzie Adoracja, matka poezji? Czyż to nie tutaj Jerzy Andrzejewski ogłosił artykuł-homilię pt. „Jeśli jednak umrze…”?

Przypominam wszelakim Choromańskim, wydętym przez organ straganiarzy, że artykuł Andrzejewskiego pt. „Jeśli jednak umrze…” ukazał się w „Prosto z Mostu” Nr 12(66) pod datą 22 marca b.r. Artykuł to, moim zdaniem, ze wszechmiar dla „Prosto z Mostu” reprezentatywny. Nie do pomyślenia jest ukazanie się takiego artykułu na szpaltach literackiego kiercelaka. Tu trzeba było narodzenia się „Prosto z Mostu”, dla światła – lampy, zapalonej czystymi rękoma.

Z tego artykułu krytyczno-literackiego (tak!) pozwalam sobie wyjąć jeden cytat:

„Publiczność była, jest i zawsze pozostanie dziewczyną, która ma temperament, ale czeka, aby ją zdobyć. I jeśli może mieć wielu „pochroniowatych” kochanków, jeśli z godną lepszej sprawy namiętnością poszukuje wrażeń naskórkowych, to jeszcze nie znaczy, aby nie czekała i nie tęskniła za prawdziwą miłością. Ale trzeba mieć z czym do niej pójść, ofiarować jej nie namiastki, jakimi są łechtania i podskubywania erotyczne, czy blaga intelektualna, lecz istotne wartości, któreby budziły dreszcz zachwytu, potrzebę wierności i oczyszczenia”.

Prawdziwa miłość… Grydzuchno moja, czy słyszysz? Wątpię – bo tam, gdzie jest prawda, tam jest i niebezpieczeństwo. Hodowcy myszy, myszy rodzące myszy mogą być tylko wyrazicielami światopoglądu mysiego.

„Prosto z Mostu” natomiast w artykule Andrzejewskiego głosi nadto potrzebę solidarności z ludźmi, mówi o przyjęciu łączności z ludźmi, o wewnętrznej sile, jaką daje wiara, o tym, że nie ma godnego życia bez klęsk, o czystości wewnętrznej, o odpowiedzialności za każdy czyn. Czy słyszanoż gdzie i kiedy takie ewangelizujące słowa w krytyczno-literackich rozważaniach? A werset artykułu ostatni?

„Niech wasza samotność (twórcy!) wybawia ludzi od samotności. Umrzyjcie, aby dawać życie”. Artykuł Andrzejewskiego to wademekum artysty (nie gnojka!). Przecie z takich to trudnych niebios, gdzie płoną słowa – gwiazdy, jak miłość, wierność, oczyszczenie, wynurzali się Conradowie i Dostojewscy.

A jakieś to poza tym sympatyczne, że o wierności, miłości i oczyszczeniu mówi się nie w jakimś piśmidle religianckiej kafarderii, ale właśnie w tygodniku świeckim, laickim, w tym gorącym tygodniku „Prosto z Mostu”.

Bo w walce o podstawy moralne twórczości „Prosto z Mostu” stanęło w samym środku trąby powietrznej, której na imię horribile saeculum istud.

Dzięki „Prosto z Mostu” nowe, czyste kolumny, na których wesprze się nowa, przedezynfekowana sztuka w Polsce, już jaśnieją. Jasność owa jaskrawi się jednako we wspomnianym artykule, jak i w słowach, błogosławionych słowach Jaracza wypowiedzianych w Zaspie, jaki wszędzie tam, gdzie w sercu twórcy nie figliki i machlojki, ale ogień! Ignis. Cujusque opus quale sit, ignis probabit.

Ja nie przeczę, o peiperogudłaje i lokaje peiperogudłajów, że od czasu do czasu „… warto zwrócić uwagę na ostatnie badania znakomitych estetyków i teoretyków sztuki: Ducassa, Pizonna (szczegól. „Essaui sur le beau”) Geigera (szczegól. „Zur Psychologie des asthetischen Genusses”), Ingardena („Das litherarische Kunstwerk”), przede wszystkim zaś Fr. Kainza („Personalithische Aesthetik”), których badania nad wyraz szczęśliwie i pozytywnie legitymują rzekomy chaos zjawisk estetycznych, tłumaczą zmienność prądów artystycznych i ustalają pewne kryteria dla zorientowania się w zawiłości przeżyć estetycznych…”

Wszelako ośmielam się jednocześnie sądzić, iż twórca, jeśli pewnego dnia powie sobie: „Tym razem wchodzę już na serio do artystycznej rzeźni” – wtedy powinien mieć te dociekania, te abstrakcje, tę całą trucomanię raz na zawsze za sobą.

Budowniczowie bowiem gotyku znali, rzecz jasna, niejedną regułkę architektoniczną, ale to przecie, co stanowi o nieśmiertelnym obliczu ich stylu, to wzięli z niebios. Bo w światłach niebios i w czystości nieustraszonego serca, artysto, tylko tam dla twojego dzieła jest waga, miara i lot.

Nie lękaj się: ani ogromu cierpienia, ani ogromu radości: ani owych, co prawdę ukrywają podle. Qui veritatem injuste detineant.

Nie lękaj się.

Ciebie nie oblepi ślimacza ślina pochlebców.

Ty zostaniesz: słoneczny, grecki, chrześcijański. Bo ty, jak mówił święty Apostoł, nie na cieleś obrzezany, ale na sercu.

Nie lękaj się.

Kłamliwych koniec śmierć jest. Finis illorum mors est.

Słuchaj: cały świat westchnął jednym westchnieniem. To w oczekiwaniu na ciebie, poeto, zwiastunie światła.

Nie lękaj się.

Si Deus pro nobis, quis contra nos?

Wiek ten murszeje, horribile saeculum istud evanescit, a w narodzinach nowego wieku ty, poeto, rollę odegrasz niepoślednią. I wiedz, że światopogląd poety nie może być inny niż chrześcijański: Powołanie poety i chrześcijanina to jak dwa koła o promieniu jednakim.

Radujmy się, iż narodziło się i rośnie nam pismo, gdzie można mówić o promieniach! W dzwon złoty na narodzinach poetów – olbrzymów dzwonię:

Gidi. Dogi. Oranges.

A poeta jakimż ma być?

ŻEBY GO KOCHAŁY DZIECI I BALI SIĘ MONARCHOWIE.

 

P.S. W ciemne błoto warszawskie rzucam tę lampę idealisty, bo wiem, że się i tak potłucze: ale wiem również, że jej odłamki poranią, w co trzeba, łajdaków.

 

Skończyłem nareszcie… Wartoby szerzej otworzyć drzwi od ogrodu… Andriuszkę w nos ugryzła pszczoła…

Jak się u licha właściwie te błękitne kwiatuszki nazywają?…



Kategorie:Artykuły, Źródła

Tagi: , , ,

2 replies

  1. „A poeta jakimż ma być?
    ŻEBY GO KOCHAŁY DZIECI I BALI SIĘ MONARCHOWIE.”

    Ach ci pisarzowe i poetowie.

    http://tinyurl.com/galczynskipisze
    i
    http://tinyurl.com/galczynskiczyta

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: