Karol Stefan Frycz – „Ukraina – Ze Wschodem czy z Zachodem?” [1938]

Omawiając nie tak dawno na łamach „Prosto z mostu” zagadnienie ukraińskie ze strony istotnych potrzeb naszej ekspansji, chciałbym obecnie jeszcze raz do niego powrócić. Uważam bowiem, że obowiązkiem każdego Polaka, a już w każdym razie każdego z polskich, narodowych publicystów jest to zagadnienie gruntownie przemyśleć i w miarę sił swoich do skonsolidowania się tu opinii przyczynić. Jest to tym ważniejsze, że w tej dziedzinie panuje u nas niesłychany wprost chaos i sprzeczności zdań są tu największe, gdy tymczasem zdanie powinno być i to jak najszybciej jedno, a polityka wyraźna i zdecydowana.

Narodowy punkt widzenia jest tu bez wątpienia jeden -zagadnienie to, jak każde inne winno stać się elementem wielkości Polski. I każdy narodowiec, czy po prostu nawet patriota, niewątpliwie tak rozumuje; ale różnice w pojmowaniu i realizowaniu tego problemu są jeszcze niestety tak duże, że zaledwie mała garstka osób może się tu zawsze ze sobą dogadać, pomimo owej zasadniczej, wspólnej podstawy rozumowania.

Chodziłoby więc o to, czy w ogniu dyskusji i rzetelnego przejęcia się tą podstawową sprawą naszego mocarstwowego na przyszłość bytu, – te wszystkie przeciwieństwa pousuwać. Starać się jak najusilniej o to, by w kołach narodowych tę kwestię już ponad wszelką wątpliwość rozstrzygnięto i by bezprogramowym poczynaniom rządu – opinia nasza przeciwstawiała zawsze nie tylko odruchy instynktu jak dotychczas, ale jasno sformułowany, domagający się realizacji program.

Programy jednak nie powstają z niczego i nie powstają nigdy z samej oderwanej spekulacji. Istotą ich musi być zawsze pewna rzeczywistość, a więc gdy chodzi o programy polityczne jakiegoś narodu -przede wszystkim pojmowanie siebie i swej roli w historii, a dalej te rzeczywistości geograficzne i wszelkie imponderabilia jakie się w praktyce realizacyjnej napotyka.

Gdy więc chodzi już konkretnie o sprawę ukraińską, to podstawą jej rozwiązania, jak zresztą każdej, która stanowi nasz własny problem jest najpierw zagadnienie osobowości Polski i naszej misji w historii. Jest to problem zasadniczy i dotyczący wszystkiego co polskie i z polską polityką związane. Gdy chodzi specjalnie o Ukrainę to jego zastosowanie tutaj starałem się pokrótce ująć w owym pierwszym artykule, na który na wstępie się powołałem.

Ale samo zrozumienie swojej misji historycznej jeszcze nie wystarcza. To jest zaledwie połowa rzeczywistości, chociaż bardzo ważna, bo w nas samych tkwiąca. Ale gdy chodzi o sprawy bądź co bądź zewnętrzne, zawsze jest jeszcze ten drugi partner i jego osobowość. I oczywiście, że ta druga w grę wchodząca rzeczywistość jest tej samej absolutnie co pierwsza wagi i dopiero obie razem mogą działać nad urobieniem czy przerobieniem pozostałych mniej już ważnych imponderabiliów.

Wszelkie więc rozstrzyganie tego co się nazywa -zagadnieniem ukraińskim, jak już sama zresztą nazwa wskazuje, nie może się dokonać bez Ukraińców. I tu się kryje najważniejsza przyczyna całej naszej bezplanowości i wszystkich naszych niepowodzeń.

Chodzi bowiem o to, że tylko Bóg potrafi coś stworzyć z niczego, ale nawet największy naród nie zdoła sam na dobre uporządkować spraw, których jedynie połowa od niego zależy. Nie może też nigdy sama Polska rozwiązać sprawy ukraińskiej, o ile jej do tego rozwiązania nie pomogą też Ukraińcy. Każda celowo zmierzająca do rozstrzygnięcia tych spraw polityka polska musi tu znaleźć pomoc polityki ukraińskiej.

To jest kanon zasadniczy, i póki to się nie spełni, nic trwałego i nic istotnego nad Dnieprem się nie zbuduje i owa wschodnia rana wciąż krwawić będzie. A z logiki samych wydarzeń wynika, że -niedorośnięcie partnera do poziomu prowadzonej gry obniża automatycznie poziom drugiego partnera.

Postawiliśmy więc tezę, że misją dzisiejszą Polski, jako „przedmurza chrześcijaństwa”, bo termin ten nic a nic nie stracił na swoim znaczeniu, – jest poszerzenie granic Europy i Zachodu. Winna je ona swoim wysiłkiem posunąć starym szlakiem na wschód i odzyskać dla swojego zasięgu kulturalnego i swoich wpływów to wszystko, co już dawniej kiedyś do niej należało. Chodzi więc o jakiś nowy Hadziacz i podobną do tamtej konstelację całego szeregu gwiazd obracających się koło polskiego słońca.

Jednak właśnie z Hadziacza płynie wielki morał. Ta wspaniała unia, owoc wielkiego rozumu politycznego z obu stron, -pozostała niestety tylko symbolem i drogowskazem. Kozaczyzna nie dorosła do Wyhoskiego i zdezawuowała jego dzieło. Polska w Cudnowie zniechęcona także je porzuciła – i skutek tego – tragedia Mazepy, półiluzoryczne już hetmaństwo Razumowskiego i ostateczny po latach koniec Rusi.

I odtąd już stale w ten sposób historia się układała. Każde szersze poczynanie ze strony polskiej, każda akcja o  szerszym oddechu rozbijały się zawsze o brak zrozumienia ze strony ruskiej. Niepoczytalne siły niszczyły te próby jeszcze w zarodku. I nic dziwnego, że przychodziło za tym zniechęcenie, bo trudno kogoś zbawiać wbrew jego oczywistej woli.

A z drugiej strony trudno też wymagać tego apostolstwa, gdy misjonarzy się morduje. Hajdamackie ideologie Ukrainy musiały z kolei degenerować i polską myśl państwową; układać w jakieś paradoksy i pchać w labirynty bez wyjścia. Czytaliśmy różne tu publikacje i obserwujemy rozmaite poczynania, a przykładów moc znajdziemy. Pacyfikacja i wojewoda Józewski to dwie strony tego samego medalu. Dwie zbrodnie z punktu widzenia polskiej racji stanu i polskiej państwowości na kresach.

To co do nas należy zrobić możemy i niewątpliwie zrobimy. A więc: – przywrócimy walor naszej myśli państwowej i poniesiemy znowu Zachód na Wschód. Staniemy się znowu pionierskim narodem Zachodu i Krzyża i polskość pojmować będziemy na wielką miarę „Ksiąg Pielgrzymstwa”. Przyjdzie w w końcu czas na wielką narodową politykę na kresach, przez którą rość będzie i Polska i Zachód. Ale do tego, by z pomocą tej polityki wyrosła także Ukraina trzeba i ukraińskiego wysiłku i ukraińskiego myślenia.

Weźmy pewną analogię z historii. Polska straciła niepodległość. Krwawiła w tylu powstaniach i kołatała do bram tylu ministerstw i gabinetów – ale to wszystko nic nie dało. I tak bez planu można się było szarpać wieki. Wielka wojna stworzyła wprawdzie wyjątkową koniunkturę – ale zastała też w narodzie potężny ruch, będący na wysokości zadania. Ideologia wszechpolska zwyciężyła i nakazała wybór między Niemcami a Rosją. Obroniono później w Wersalu zachodnie granice, zdobyto morze, Lwów i Wilno… Z położeniem Ukrainy są niewątpliwe analogie. Mordować ministrów, ginąć setkami nad Amurem zawsze można, ale to do celu nie prowadzi. Nie wystarczy też sam ruch organiczny bez nadbudowy i wykoleić się łatwo dający i grożący zawsze pewnym oportunizmem. Trzeba istotnej narodowej myśli — a na to muszą się zdobyć sami Ukraińcy i tego za nich nikt nie zrobi.

Więc tak jak dla nas warunkiem każdej wielkiej i narodowej polityki jest uświadomienie sobie – czym jest Polska – tak samo i dla Ukrainy, najpierwszym warunkiem bytu, jest sprecyzowanie – czymże jest ta Ukraina, czy jest? Bo, doprawdy mają rację ci co mówią, że jej nie ma, gdy nie ma jej celowego, politycznego myślenia.

Ale myśleć i planować trzeba zawsze według jakiejś metody, według jakiejś logiki. I tu klucz zagadnienia – jak myśleć, jak rozumować? – Wschód czy Zachód? Bo cywilizacja jak słusznie mówi Koneczny to „metoda życia zbiorowego”, a „cywilizowanym równocześnie na dwa sposoby być nie można”.

Musi więc Ukraina tę kwestię swoich dziejów rozstrzygnąć i wybrać Zachód. Prawdziwie i bez żadnych zastrzeżeń, bo tylko jako Zachód żyć może. I jest objawem wiele nadziei rokującym na przyszłość, że takie właśnie idee idą w świat z „Wistnyka”, że dramatem Wschodu i Zachodu tłumaczy Małaniuk tragedię Hohola i, że wielką powieść o Mazepie pisze Lepki i tego właśnie hetmana gloryfikuje.

Bo odnalezienie swojej istoty to droga do odnalezienia i linii politycznej. Różne być mogą polityki, ale tylko jedna dobra. I tak jak dla Polski dobrą była tylko polityka dająca jej zachód i morze, tak dla Ukrainy dająca jej Kijów i ten kraj za Dnieprem, który stanowi jej rdzeń.

Każda polityka wymaga kompromisu i zawsze są różni nieprzyjaciele i różne z nimi porozumienia. Zawsze trzeba wybierać i mniejsze zło i sojusze. Między Niemcami a Rosją – swego czasu wybraliśmy Rosję, choć to był wróg i niebezpieczny i przede wszystkim rozkładający, ale tego wymagał wyższy cel i logika. Dziś między Rosją a Polską — Ukraina o ile tylko istnieć ma i istnieć chce, – musi wybrać Polskę. Z Kanibalem rozmów być nie może. Samobójstwa Skrypnika i innych, sztuczny głód postyszewowski chyba o tym już uczą.

I to będzie egzamin ukraińskiego rozumu politycznego. Dziś czasy są takie, że wiersz Szewczenki odwróciłbym: – Niech Ukraina poda nam rękę. Czekamy na wyciągniętą dłoń kozaka!

Źródło: „Prosto Z Mostu”, 11/1938



Kategorie:Artykuły, Źródła

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: