„Podróż do Rzymu odbyta w roku 1861 przez Feliksa Borunia, Włościanina wsi Kaszowa pod Krakowem” [część III]

VII.

Spocząwszy u naszych księży polskich, prosiłem, aby mnie jeszcze tego samego dnia zaprowadzono do kościoła świętego Piotra, do którego jest od naszych księży tak jak pół mili. Zobaczywszy ów ogromny gmach, zadziwiłem się i aż – mnie jakaś trwoga zdjęła, ale więcej się jeszcze zastanawiałem nad tem, co znaczy posąg świętego Piotra wyrobiony z żelaza czy z bronzu, i który w środku kościoła się znajduje a siedząco trzyma w ręku dwa klucze. Przypatrzywszy się dobrze, pomyślałem sobie, iż przyszedłszy do stolicy apostolskiej, przyszedłem tak jakby do nieba, a zbliżam się do świętego Piotra jak do furtyana otwierającego bramę do niebios, ale też dochodziłem, co znaczą te dwa klucze co je trzyma w ręku? Otóż zdawało mi się, iż te dwa klucze, któremi niebo jest zamknięte, wyobrażają miłość Boga i miłość bliźniego, a kto jej nie ma w sercu, to mu święty Piotr bram niebieskich nie otworzy. – W żadnej książce tego nie czytałem tylko mi ta myśl sama przyszła, a księża mi jej nie poganili, ale ją przyznali. Roztrząsałem zaś sobie w sumieniu, że miłość Boga na tem zależy, aby zachowywać przykazania Boskie i kochać Boga nie przez samą bojaźń piekła lub kar doczesnych, ale Go kochać dla Niego samego i dla Jego miłości, bo godzien tego, jako Stwórca nieba i ziemi a nasz Zbawiciel. Bliźniego zaś kochać należy, nie tylko tak, aby mu krzywdy żadnej nie wyrządzić, ale owszem, aby mu nieba przybliżać przez dobrą radę i pomoc. – Otóż taka to miłość zdawała mi się być owemi dwoma kluczami świętego Piotra, które się do drzwi nieba nadają. – Poszedłszy w głąbsz kościoła, stanąłem. nad grobem świętego Piotra, oświeconego w dzień i w noc studwudziestu lampami. Ukląkłem i modliłem się najprzód za cały naród chrześcijański, a potem i za heretyków, aby ich Pan Bóg upamiętał i do wiary świętej . a jedynej nawrócił, iżby żadna dusza nie zginęła, bo je wszystkie Bóg stworzył. Modliłem się też i na podziękowanie Panu Bogu, że mnie tu do tego świętego miejsca szczęśliwie doprowadził, a szczególniej ofiarowałem przy grobie świętego Piotra nasz kraj i moją wieś, a wreszcie modliłem się za wszystkie dusze zmarłych, aby wiecznego w Bogu spoczynku użyły, i światłość wiekuistą oglądały. Gdy się modliłem za podwyższenie kościoła Bożego i wykorzenienie herezyi, przypomniałem sobie, że starsi nawet ludzie, z którymi gadałem, nie rozumieli, co to  jest wykorzenienie herezyi i zdawało im się, że to na tem zależy, aby heretyków wydusić, albo im jaką krzywdę czynić. A mój Boże, to byłoby grzechem, aby któremukolwiek z nich najmniejszą krzywdę wyrządzić, lecz o to się modlić należy, aby w nich Bóg upór przy fałszu i niewierze wykorzenił, a do jedności w jednej świętej wierze doprowadził. Od grobu świętego Piotra odszedłszy. obchodziłem cały kościół, a zastanawiałem się nad wielkością gmach, do którego jak powiadali księża, wejść i pomieścić się może sześćdziesiąt tysięcy wojska. Uważałem też w ółtarzach ukrzyżowanie świętego Piotra, i obrazy nie malowane, ale z różnobarwnych kamyczków ułożone. Spotkałem znowu Polaka w kościele świętego Piotra, który mnie pięknie powitał i w parę dni później po kościele i po zakrystyach oraz grobach oprowadzał, a zdziwiłem się nad temi niesłychanemi bogactwami, jakie tam widziałem, i cieszyłem się, iż naród chrześcijański taki majestat posiada, i że ludzie nie żałowali łożyć funduszów na chwałę Pańską i na ozdobę domów Bożych. – To mnie tylko zastanawiało, iż tam ani ławki ani chorągwi niema; lecz pomyślałem sobie, że i dobrze, bo więcej jest miejsca, podczas kiedy ojciec święty obrzędy na uroczyste święta odprawia i więcej się ludu i wojska pomieścić może. – Wyszedłszy z kościoła, przypatrywałem się tym ogromnym filarom i tym „wysikom” (fontannom), dziwiąc się, jak to mogli ludzie zfundować, iż takie wysokie krzaki wody, z dołu do góry wysikają. – Także mnie zastanowiła ta figura w środku placu z jednego kamienia wyciosana, pod którą słup robiono w Egipcie i okręt umyślnie pod nią zbudowano, a do Rzymu na chwałę Bożą sprowadzono. – Ztamtąd wróciwszy do księży polskich, prosiłem braciszka zakonu polskiego Zmartwychwstańców, aby mi list do parafii, a także drugi do córki napisał, donosząc, iż mnie Pan Bóg szczęśliwie na miejsce zaprowadził. Po odebraniu dopiero tego listu z Rzymu uwierzyli ludzie, że przecież dokonałem, com sobie zamierzył i żem się w drodze nie zatracił. Poszedłem nazajutrz do świętej spowiedzi, i u księdza Franciszkana penitencyarza od świętego Piotra się wyspowiadałem, bo tam w kościele świętego Piotra są konfesyonały dla wszystkich narodów, jakie się na świecie znajdują, a do każdego jest osobny ksiądz, co mowę każdego narodu rozumie, zkąd sobie też zaraz pomyślałem, iż to jest prawdziwy kościół powszechny, dla całego świata dogodny i dla różnych języków. Resztę dnia strawiłem na modlitwie w kościele Wniebowzięcia Matki Boskiej, który należy do naszych księży polskich, a tam dziękowałem Bogu za doznane od nich przyjęcie, i za Opatrzność Boską, z której sami nasi księża żyją, nie mając innego majątku, tylko to, co im kto da na jałmużnę. Modliłem się aby w nich Bóg Ducha świętego pomnażał, bo to jest pierwsza rzecz dla każdego człowieka, a potem aby im swoją opatrznością wynagrodził tę miłość i wydatek, jaki na mnie łożyli.

Powiadali mi księża nasi, ze w Rzymie tyle jest kościołów ile dni w roku, a każdego dnia w innym kościele odprawia się czterdziesto-godzinne nabożeństwo z odpustem. Bardzo się nad tem zastanawiałem, i postanowiłem sobie chodzić codzień do tego kościoła, gdzie się to nabożeństwo odpustowe odprawia, lub też gdzie się odprawia uroczystość Świętych, którzy mają swoje osobne kościoły. – Tamto dopiero na chwałę Bożą funduszu nie żałują, i gorliwość dobrych kapłanów się pokazuje, bo na inne próżne rzeczy pieniędzy nie wydają, ale na chwałę Bożą wszystko kładą. Ani się wyjść nie chce z tamtych kościołów, bo się zdaje człowiekowi, że jest w niebie. – Przez parę tygodni obchodziłem kościoły za kartkami, które mi księża polscy udzielali i zabawiałem się nabożeństwem, bo po to do Rzymu przybyłem. A że księża nasi mają za Rzymem własną winnicę, przeto mnie do niej zawiedli i tam przenocowałem. – Widziałem drzewinę i wino, które posadzili i tam przenocowawszy, na drugi dzień Mszy świętej wysłuchałem i ztamtąd w dzień świętego Jana poszedłem do kościoła świętego Jana Laterańskiego, gdzie się w tym dniu wielkie nabożeństwo odprawia. Tamto w kościele jakiś pan polski mnie spotkał, a zapytawszy się, czy jestem Polakiem dał mi zasiłek pieniężny, nie pozwalając mi nawet za niego podziękować. Już go też potem nigdy nie spotkałem. Spodziewałem się, że będę miał to szczęście widzieć Ojca świętego na nabożeństwie, bo zwykle w ten dzień sam Ojciec święty celebruje, ale go nie było, tylko sami Kardynałowie, bo Ojciec święty wyjechał w tym czasie do swego pałacu za Rzymem (Castel Gandolfo). – Kościół mi się świętego Jana bardzo podobał i są tam ogromne filary którego podpierają. – Kardynałowie siedzieli wszyscy razem na przygotowanym podwyższeniu, a przed kommunią świętą i podczas mszy świętej, wszyscy się witali na pamiątkę spotkania się świętego Piotra z Pawłem, i na pamiątkę rozejścia się Apostołów w celu głoszenia po całym świecie słowa Boskiego. Niedaleko od kościoła świętego Jana, znajdują się schody święte, po których szedł nasz Zbawiciel, gdy Go przed sąd Piłata prowadzono; otóż tam zaraz poszedłem, aby uczcić pamiątkę Męki Pańskiej. Tam idzie się na klęczkach, bo każdy czuje swoją niegodność stąpać po tych schodach, po których Zbawiciel nasz był prowadzony, a które z domu Piłatowego w Jerozolimie do Rzymu sprowadzonemi zostały. – Te schody mają 28 stopni, są z kamienia białego ale przykryte deskami. – Kiedym po tych schodach, które Chrystus Pan oblał krwią i łzami swojemi, szedł na klęczkach, jakąż boleścią i czcią serce moje było przejęte, iż znajduję się na tem miejscu, gdzie Bóg Zbawiciel nasz poddał się sądowi ludzkiemu, na znak pokory i posłuszeństwa. Pomyślałem sobie, iż my grzeszni tak się nieraz przy naszem zdaniu upieramy, a tu Bóg sam dla naszego przykładu na takie poniżenie siebie zezwolił. – Ztamtąd wróciwszy do naszych księży, u których zwykle obiadowałem, poszedłem znowu do kościoła świętego Jana Laterańskiego na nieszpór.

Na drugi dzień poszedłem do kościoła świętego Pawła, który mi się zdawał ogromnym. Przy bramie stoi słup, który nazwali piramidą. Nie mógłem sobie wytłumaczyć co znaczy i do czego służyć może taki ogromny kamień bez krzyża i bez żadnej figury świętego, ale mi powiedziano, że to tylko ku ozdobie miasta z dawnych czasów pozostało. – Chodząc sam bez przewodnika po kościele, mało się o osobliwościach dowiedzieć mógłem, a wreszcie naprawiano ołtarze i wszystko na dzień uroczystości świętego Pawła przygotowywano; więc tylko zastanowiła mnie bardzo wielkość tego kościoła, który będzie blisko tyli co kościół świętego Piotra. – W inny dzień poszedłem do kościoła świętego Krzyża, gdzie są najważniejsze święte relikwije, a szczególniej chusta, którą święta Weronika twarz Pana Jezusa obcierała; i gwóźdź, którym Chrystus Pan był do krzyża przybity; i lanca, którą żołnierz przenajświętszy bok Chrystusa Pana przebił, ale tych relikwij świętych nie widziałem, bo je tylko dwa razy w roku pokazują, to jest: w wielki piątek i na święty Krzyż. Potem poszedłem do kościoła Matki Boskiej Snieżnej (Santa Maria Maggiore). Ten kościół mi się podobał, najprzód dla tego, iż tam jest Matka Boska cudowna, która zupełnie jest do naszej Matki Boskiej Częstochowskiej podobna, tylko tyle że jest mniejsza. – Była o to sprzeczka, który z tych dwóch obrazów święty Łukasz malował, ale pokazało się, iż obadwa święty Łukasz malował, ale nie jeden z drugiego przerabiał, tylko obadwa z osobna są jego roboty, i do obudwóch Pan Bóg przywiązał szczególne łaski. – Bogactwa tego kościoła trudno opisać, bo sama powała w złote ramy wyżłobiona, tak jest bogatą, iż się warto nad nią zastanowić; i słupy marmurowe z jednej sztuki, których jest moc, każdego zadziwią. – Baldachim nad wielkim ołtarzem zawieszony na słupach z drogich kamieni poskładany, zastanawia każdego; bo trudno obliczyć tych ogromnych kosztów, jakie na ten dom Pański wyłożono. – W tym kościele znajduje się żłóbek, w którym Pan Jezus po urodzeniu był złożony, ale z wielkim moim żalem pokazują tylko tę relikwię w Boże narodzenie. Zapomniałem powiedzieć, iż byłem tego samego dnia. jeszcze w kościele świętego Jana, bo wielkie odpusty są przywiązane dla zwiedzających ten kościół.

We dwa dni później braciszek od naszych księży zaprowadził mnie na górę ukrzyżowania świętego Piotra, jest tam kościół pod tytułem świętego Piotra; a w kapliczce osobnej blisko kościoła jest dodziśdnia zachowany dołek oprawiany marmurem, gdzie krzyż świętego Piotra był zakopany. – Święty Piotr przez pokorę prosił sędziów swoich, aby go nie tak krzyżować jak Chrystusa Pana, gdyż on się czuje być niegodnym, ale aby go do góry nogami a nie głową ukrzyżowali. Obraz tej męki widziałem w kościele świętego Piotra. – Przy tym dołku, gdzie krzyż dla świętego Piotra przygotowano i gdzie męczeństwo poniósł, gorącą uczułem wdzięczność dla Pana Boga, iż mi pozwolił być, gdzie apostołowie święci za wiarę życiem przypieczętowali. – Dostałem też tam obrazek, który przedstawiał mękę świętego Piotra, a razem piasek z dołka gdzie był krzyż wkopany i gdzie się teraz lampa pali. Ztamtąd najpiękniejszy jest widok na całe miasto, i długo się przypatrywałem tej mnogości kościołów, które swoją wielkością i pięknością wszystkich w podziwienie wprawiają. Kto tego nie widział, nie uwierzy; i dla tego gdy do mojej córki opisywałem, to zaprzeczali twierdząc, że tylko są trzy kościoły, a tyle ich nie ma jak ja piszę.



Kategorie:Pamiętniki, Źródła

Tagi:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: