„Podróż do Rzymu odbyta w roku 1861 przez Feliksa Borunia, Włościanina wsi Kaszowa pod Krakowem” [część V]

XII.

Po odwiedzinach Ojca świętego, jeszcze przez pięć dni przebywałem w Rzymie u naszych księży, zwiedzając różne kościoły według uroczystości tak rano jak i wieczór; w dni zaś dziesięć po świętym Piotrze jakoś w dzień poniedziałkowy, pojechałem z księdzem Kajsiewiczem (szanownym przełożonym zakonu polskiego Zmartwychwstańców) do klasztoru w górach zwanego Monte Rolia przez Ojca świętego księżom Polskim darowanego. – W tym kościele jest Matka Boska · cudowna, a przy kościele jest skała z dziurą (grota), gdzie się święty Eustachiusz modlił, i gdzie mu się krzyż Pański. na rogach jelenia ukazał. Jak się wejdzie do tej dziury ciasnej, to się ukazuje szeroka izba w skale, a w niej jest ółtarz, gdzie się w swoim czasie msza święta odprawia. – Na tej skale stoi kapliczka świętego Estachiusza, gdzie wysłuchawszy się przed szanownym księdzem przełożonym i do kommunii świętej przystąpiwszy, także mszy świętej wysłuchałem. – Klasztor ten na tak wysokiej górze jest postawiony, iż do niego nie dojedzie tylko drapać się piechotą trzeba. Do kapliczki zaś świętego Eustachinsza jest schodów ośmdziesiąt, które świętemi nazywają, i po których na klęczkach się chodzi. Ja też na kolanach modląc się na każdym schodzie, doszedłem do kapliczki świętego Eustachiusza. – W klasztorze tym jest ośmiu zakonników, tak księży jak i braciszków, kleryków i posługaczy, ale wszyscy Włochy. –– Serdecznie mnie oni przyjęli i ukochali, chociażeśmy się rozmówić nie mogli. Niech im Bóg płaci za tę dla mnie życzliwość, a pomnaża w nich łaskę Ducha świętego. W tym klasztorze cały tydzień z szanownym przełożonym Kajsiewiczem zabawiłem, a chodząc po górach poznawałem Boga. Bo któż jak nie sam Bóg Stworzyciel takie ogromne góry i takie gmachy mógł stworzyć? Wyszedłszy na górę, zdawało mi się, że z niej cały świat ujrzę, a tylko widziałem jeszcze większe góry przedemną i nad sobą. Dopiero się to człowiek nauczy uważać w każdej rzeczy rękę Boską, kiedy się widzi, że jest jak lichy robaczek w tym ogromnym gmachu świata. Nie jeden stawia się i sierdzi, a nie widzi, iż gdyby się tylko mały kamyczek z tych gór oderwał, toby go zgniótł na miazgę i nie byłoby śladu jego żywota.

Zanim poszedłem do Rzymu, czytałem sobie w domu książkę, gdzie jest opisana cudowna Matka Boska w Genesano, pod tytułem: „Dobrej rady” – Otóż pytałem się o ten obraz szanownego przełożonego księdza Kajsiewicza, gdzieby się ten obraz znajdował, mając wielkie pragnienie uczcić to miejsce święte, a gdy się pokazało, że tylko Genesano leży o trzy mile od Monte Rolia, przeto ksiądz Kajsiewicz wyspowiadawszy mnie, wysłał mnie z księdzem wikarym, który na osiołku jechał, a ja za nim szedłem piechotą. Tam przystąpiwszy do kommunii świętej, gorąco się do Matki Boskiej modliłem, ucieszonym będąc, iż z miłosierdzia Boskiego pragnienie moje od wielu lat zaspokojonem zostało. Zabawiwszy tam przez cały dzień, wróciłem do Rzymu pocztą zapłaconą mi przez szanownego przełożonego księdza Kajsiewicza.

XIII.

Powróciwszy do Rzymu, gdzie jeszcze przez sześć tygodni bawiłem, zwiedzałem ciągle kościoły podług rozłożonych na każdy dzień nabożeństw, i tak: zwiedziłem kościół świętego Wawrzyńca, gdzie rozmaite są obrazy męczenników i ogromny cmentarz, po którym chodząc modliłem się. – Byłem też w kościele świętego Ludwika na uroczystość tego Świętego, gdzie Ojciec święty przyjechał osobiście na nabożeństwo i dla pobłogosławienia wojska francuzkiego. Ciekawa to rzecz była widzieć taką ogromną armią a z samych Francuzów, którzy tam stoją dla obrony Ojca świętego, gdy przyszli uszykowani w wielkiej paradzie. Jak uderzyli w bębny wszyscy razem, to aż się ziemia zatrzęsła, a rozgłos w kościele był tak wielki, iż się zdawało, że ściany popękają. Dopiero wszystkie kapele naraz zagrzmiały, a Ojciec święty błogosławił wojsko. Otóż sobie pomyślałem, jak tu nie uznać mocy Boskiej w zachowaniu papieża i stolicy apostolskiej, gdy wszelki naród jest obowiązanym bronić kościoła i nie oddawać go w pohańbienie nieprzyjaciołom jego.

W dzień wniebowzięcia Matki Najświętszej byłem w kościele Najświętszej Panny Śnieżnej, (Santa Maria Maggiore), który to kościół już wyżej opisałem. Nabożeństwo odbywało się wspaniale, a Ojciec święty, który do kościoła przybył, wyniesionym został na ganek zewnątrz kościoła, i ztamtąd dawał całemu ludowi i całemu światu błogosławieństwo. – Byłem też przez ciekawość w więzieniu świętego Piotra, które jest blisko Kapitolu. – Więzienie to za kratami, ciemne i małe, cudem się szczególnym wsławiło, iż gdy święty Piotr był tam zamkniętym, wielu z współwięźniów jego a nawet z jego dozorców chrztu pragnęli, będąc jeszcze poganami. Gdy zaś wody do chrztu nie było na tak wysokiej i suchej skale, Bóg dopuścił osobliwego cudu, iż na prośbę świętego Piotra w więzieniu źródło żywej wody trysnęło i chrzest święty pragnącym go ułatwiło. – Niechże się teraz ludzie zastanowią, którym dzisiaj tak łatwo przychodzi chrzest święty odebrać, iż ten Sakrament sobie lekceważą, a czasem się więcej na chrzciny jak na sam chrzest cieszą, jaki oni grzech popełniają, gdy tylu pogan ze strasznem pragnieniem owego Sakramentu łaknie, a otrzymać go nie może; jako i tu w więzieniu świętego Piotra Pan Bóg aż cud uczynił, iżby dusze łaknące od grzechu pierworodnego oczyścić. To też pomyślałem sobie w więzieniu świętego Piotra, iż szczęśliwi my jesteśmy chrześcijanie, że już możemy bez strachu Boga wyznawać, i że nam za to włos z głowy nie spada, gdy w kościele Zbawiciela naszego chwalimy. – Dawniej zaś każdy wiarę swoją męczeństwem i śmiercią przypieczętować musiał; tak święty Piotr jako i inni wyznawcy. Lecz my sobie lekceważymy co nam łatwo przychodzi, i nie umiemy uszanować ani zawdzięczać łaski Pana Boga w świętych Sakramentach. I gdy to dziecko do chrztu zaniesiemy, i kiedy go w kościele ksiądz wodą święconą obmyje, to nam spieszno wracać do domu, aby go znowu skąpać w gorzałce.

Potem poszedłem do więzienia świętego Pawła, zkąd go zaprowadzono na ścięcie. Głowa jego trzy razy odbiła się od ziemi, a na każdem miejscu trysnęło źródło, które podziśdzień obficie się sączy, a lud czerpie wodę na wszelkie niemocy, Byłem też w kościele świętego Ignacego Loyoli, założyciela Ojców Jezuitów i pokazywano mi jego mieszkanie a nawet siennik, na którym sypiał, i drzwi, któremi izdebkę swoją zawierał Wielki ten Swięty jest w ciągłej czci u narodu rzymskiego, a co trzeba przyznać, to, że największy jest porządek w nabożeństwach tam, gdzie OO. Jezuici obsługują.

Co mnie najbardziej zastanawiało, wczasie gdy obchodziłem kościoły rzymskie, to klasztór Augustyanów z wielkim i wspaniałym kościołem, gdzie jest cudowny obraz Matki Boskiej z kamienia wykuty i przy drzwiach wchodowych stojący. Matka Boska siedzi trzymając stojącego Pana Jezusa, nogę ma naprzód wysuniętą, a nogę tę wszyscy wierni całują, wielkich łask, cudów i odpustów dostępując. – To wyobrażenie Matki Boskiej ulubiło sobie miejsce przy drzwiach kościoła, jakoby na znak, że Matka Boska jest „bramą niebieską” i że, kto chce wejść do nieba, za jej pośrednictwem tylko wnijść może. – Gdy się to wyobrażenie cudowne po całym Rzymie, Włoszech i świecie nawet całym rozsławiło, życzyli sobie księża Augustyanie statuę tę przenieść aby ją w wielkim ołtarzu umieścić. Jakoż gdy tego z wielkiem uszanowaniem i w przytomności wielkiej liczby ludu dopełnili, a które to przeniesienie nie bez trudów przyszło, gdyż statua ta jest bardzo wielka i z jednego kamienia, taki się cud stał: że w nocy, kiedy wszyscy zakonnicy znużeni spali, wszystkie dzwony w kościele dzwonić poczęły i statua Matki Boskiej sama, to jest własną mocą na dawne miejsce powróciła. – Na ścianie około tej Matki Boskiej i na filarach, oraz po całym kościele, porozwieszane są wota od ludzi, którzy cudów doznali, i te cuda są też malowane. Mnie o wielu opowiadano, aleby trzeba o tem osobną książkę napisać. – Dość na tem, że jak jest słynna i łaskawa cudowna Matka Boska Częstochowska w naszym kraju, tak tam znowu w Rzymie i we Włoszech słynie wizerunek Matki Najświętszej w kościele Augustyanów.

Byłem też u zakonnic polskich z księdzem Tomaszem, właśnie wtenczas, kiedy je okradziono, bo złodziej wlazłszy oknem, świętokradztwo popełnił, gdyż Hostyje święte wyrzuciła kielich i ornaty zabrał. Zafrasowane zakonnice pocieszałem w ten sposób, iżby się modliły, aby ta dusza, która się takiej zbrodni dopuściła, nie poszła w zatracenie, ale iżby ją Pan Bóg oświecił i do pokuty nakłonił. Mówiłem też, iż Pan Bóg dał, Pan Bóg wziął i stokrotnie wynadgrodzić może, jeżeli nie zwrotem tego, co zły człowiek zabrał, to innemi drogami swojej Opatrzności. – Poszedłem do kościoła świętego Dominika i widziałem izbę, gdzie mieszkał i tę gdzie miał obłóczyny, i drzewo, które własnemi rękami sadził i które jeszcze rośnie, i kamień wmurowany w kościele, na którym się klęcząco modlił. – Przyniósłem dwa paciorki z drzewa świętego Dominika, z których córce dałem jeden a sam sobie drugi zachowałem. – Byłem w kościele XX. Kapucynów gdzie jest Polak zakonnikiem, który mnie wszędzie oprowadzał. Pokazywał mi pod ołtarzem jednego nowicyusza, który przed stoma laty Przeszło pomarłszy, dodziśdnia cały i nie zepsuty leży, ale jakby był dzisiaj żywot swój kończył. – Potem zaprowadził mnie na wielki cmentarz, gdzie trzy kaplice w trzech framugach ułożone są z samych kości to jest z nóg i rąk ludzkich a w jednej kaplicy ołtarz jest ułożony z trupich główek, a w środku nich jest obraz. – We wszystkich trzech kaplicach msza święta się odprawia, po bokach zaś ołtarza stoją zmarli Kapucyni w habitach bez ciała i tylko się kościami trzymają Potrzeba być bez duszy i serca, aby się na ten straszny widok nie poruszyć i nie wspomnieć na godzinę śmierci i sąd ostateczny. Pomyśliłem sobie, iżby najlepiej było sprowadzić tu takich, co się w świecie kochają, a na piękne osoby radzi oczami zygają, toby tu dopiero poznali, co się z pięknością robi po śmierci i czy się warto dla grzechu za tem uganiać– Co mnie zastanowiło w zakonie Kapucynów, iż tam w klasztorze dwóchset księży i braciszków z opatrzności tylko żyje, a przecież nie narzekają i Bóg o nich nie zapomina a wesoło i z dobrej woli Panu Bogu służą. Nietylko zaś sami z tej jałmużny wyżyją, ale jeszcze i ubogim dają, którzy się przy furcie klasztornej cisną. – Bo tak też widywałem często na świecie, iż biedny najprędzej biednemu świadczy, a i we wsi to proszalny dziadek prędzej się pożywi u chudaka jak u bogacza. – Nie powinno tak być, bo piękniej jest dać temu, któremu opatrzność Boska więcej przysporzyła, jak ubogiemu, który sam się zaledwie obżywi, ale kiedy owo łakomstwo, to jest jak pijaństwo, że im więcej pije, tem bardziej mu się pić zachciewa – I bogacz im więcej ma, tem więcej radby zbierał – A cóż mu też mój Boże z tego zbioru przyjdzie, kiedy do świętej ziemi nic ze sobą nie zabierze, a choćby i dzieciom zostawił, to się tak przytrafia, że po skąpym ojcu, będą dzieci rozpustne, co prędko wszystko utracą. Nieraz się widziało, że syn poczciwego kómornika wyszedł na tamtnego gospodarza, a synowie kmieci bezbożnych, zeszli na nędzarzy.

Byłem w kościele świętego Sylwestra, gdzie jest złożona głowa św. Jana Chrzciciela. Wielkie tam było nabożeńswo, gdzie byli i kardynałowie. Wiele innych kościołów zwiedzałem, które trudno wszystkie opisać, a wreszcie, są na to książki; kto ciekawy, niech przeczyta albo zrobi tak jak ja i idzie do Rzymu. – Dość na tem, iż to święte miasto dla każdego wiernego jest tak chwytliwe za serce, iżby się tam żyć i umierać chciało. Opowiadali mi znowu nasi księża i braciszek, iż tam w Rzymie takie są odwieczne zakłady dla ubóstwa, dla podrzutków, dla pielgrzymów, jakich na całym świecie niema, i dziwiłem się, zkąd taki mały kraj na tyle wydatków znajduje pieniędzy?

Także się zastanowiłem nad tą wodą czystą, jakby prosto ze źródła, która rzyga wszystkiemi wysikami po mieście i wszystkie domy zaopatruje, a sprowadzona jest o mil ośm od Rzymu.

Zaszedłem też odwiedzić jenerała polskiego, pana Szymanowskiego, który się gniewał, że dotąd u niego nie byłem i mówił szanownemu przełożonemu księdzu Kajsiewiczowi: „dlaczego mnie zaś ów Polak nie odwiedzi? – Poczciwe to panisko, bardzo to pobożne, przyjęło mnie pięknie, ale chore tak, że już o swojej mocy nie chodził, tylko go prowadzili.

Poznałem też w Rzymie jednę panią Włoszkę, która poszła za szlachcica ze Lwowa, ale jej nazwiska nie pomnę i ksiądz przełożony mnie jej polecił. – Otóż ona była dla mnie bardzo dobrą, wyrobiła mi statek bezpłatny z Ankony do Wenecyi, ale z tego nie korzystałem, i obdarzyła mnie na drogę, za co niech jej Bóg stokrotnie płaci.

Po dziesięciu tygodniach pobytu mojego w Rzymie już mi się wypadało nazad do domu wybierać, a, miałem intencyą tą samą drogą wracać piechotą do kraju, aby przez to utrudzenie ciała zawdzięczyć Panu Bogu wszystkie doznane łaski, wreszcie chciałem jeszcze wstąpić do Loretu i do Asyżu, ale przyszedł pan Kulczycki i oświadczył, że Ojciec święty nie życzy sobie, abym tą samą drogą wracał, bojąc się, iżbym w podróży nie doznał jakiéj zaczepki i że mi przykazuje jechać na Francyą. – Z posłuszeństwa więc zaraz na to przystałem, a tylko zanosiłem się od płaczu, że téż Ojciec święty o biednego nawet polskiego chłopa tak jest troskliwym, i jako dobry pastérz o żadnéj swéj owieczce nie zapomina, ale jak Zbawiciel każdą bierze na swoje barki. – Powiedziałem więc panu Kulczyckiemu, że rozkaz Ojca świętego uważam za wolę Boską, i że wszystko wypełnię, co mi tylko i kiedykolwiek rozkaże. Więc się wybierałem w podróż a najprzód odbywszy spowiedź świętą u księdza Kajsiewicza i opatrzywszy duszę świętym Sakramentem, upadłem do nóg szanownemu przełożonemu dziękując za wszystkie dobrodziejstwa dla duszy i dla ciała mego wyświadczone. Pożegnałem pięknie księży i braci zakonnych i pana Kulczyckiego, i z płaczem żegnałem Rzym, gdzie tyle szczęścia i tyle łask Boskich doznałem. – Ojciec Tomasz z zakonu naszych księży zawiózł mnie aż do morza i aż na statek zaprowadził, opatrzywszy mnie na drogę pieniądzem i listami, które mi dalszą podróż utorowały.



Kategorie:Pamiętniki, Źródła

Tagi:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: