Zbigniew Herbert o Polsce [1981]

Psychicznie nigdy z Polski nie wyjeżdżałem. Nie chciałem być emigrantem, bo wiem, jaką cenę płaci się za emigrację. Ale potrafię zrozumieć tych, którzy zostali na emigracji. Moja konstytucja psychiczna, moja biografia przywiązała mnie tak bardzo do kraju, że muszę tutaj zostać. Nie mam innego wyjścia. Trudno mi powiedzieć, czy potrafię coś dać, współdziałać, ale sama obecność jest przyznaniem się. Narodu nie można dzielić na intelektualistów, robotników, chłopów, Żydów, Polaków, Rusinów, ale każdy, kto żyje w tym narodzie, jeśli ma powołanie uczestnictwa, powinien się zgłosić i zameldować. Nigdy nie chciałem wyjechać na zawsze, a także wracać dlatego, że zmienił się jakiś minister. Właściwie nic mnie nie obchodzi ta troszkę śmieszna władza i różne jej przemiany i zakręty. Prowadzę własne życie, które jest w moim ręku. Zawsze uważałem, że historia jest dziełem człowieka, a nie sił przyrody, nieubłaganej dialektyki, ducha dziejów czy czegoś podobnego. Swoją małą, osobistą historię, która na pewno będzie zapomniana i nieważna, chciałbym załatwić, najlepiej jak potrafię.

Dlaczego więc wyjeżdżałem na Zachód? Czy muszę się wciąż z tego usprawiedliwiać? Uważam, że Polska należy, mimo wszystko, mimo tego, co się stało, do kultury śródziemnomorskiej. Jestem do tej kultury przywiązany i chciałbym z moich podróży przywieźć nie tylko relacje o obrazach, rzeźbach, katedrach, ale także zadokumentować moją, Polaków, więź ze źródłami naszej cywilizacji. Tak było od stuleci, od Kochanowskiego czy jeszcze dawniej. To jest moja świadoma opcja? Polityczna czy niepolityczna? Dla mnie nieważne. Tradycja judejsko-grecko-rzymska naprawdę mnie interesuje. Nie mogę zająć się kulturą perską czy indyjską, która jest na pewno wspaniała. Wychowałem się, wyrosłem w tej kulturze i chciałbym podtrzymać – tak jak mi na to pozwalają moje małe możliwości, siły i talent – tę więź, która łączyła kiedyś Polskę z Ferrarą, Pragą, Bolonią, Heidelbergiem czy Oksfordem. Robię to na własną rękę, bez instrukcji, instynktownie. Naiwnie sądzę, że jeśli piszę szczerze, z entuzjazmem, to może tym entuzjazmem zarażę czytelnika.

Nigdy nie napisałem powieści socrealistycznej, po prostu nie potrafiłem. Kiedyś usiedliśmy z Janem Józefem Szczepańskim i rozważaliśmy problem: czy byliśmy tacy niezdolni w porównaniu z tymi zdolnymi, którzy pisali o traktorach zdobywających wiosnę i szczęśliwych górnikach? To jest sprawa smaku, stylu, a także moralności. Mogę pisać tylko o rzeczach, które znam i widziałem. Jeżeli nie jestem pisarzem, którego czyta chłop czy robotnik polski, w niczym nie zmienia to mojego stosunku do tych ludzi. Nie mówiłem nigdy: „Wydobywajcie dla mnie więcej węgla, a ja będę siedział w ciepłym pokoju i pisał wam o jakiejś utopii społecznej”. To jest cała moja moralność. Mam wrodzony szacunek do ludzi, którzy robią coś innego niż ja. W mojej pracy muszę być tak samo uczciwy jak oni. Tylko w ten sposób możemy się z sobą spotkać i na tym zasadza się moje poczucie solidarności. Wiem, to jest nadużywane słowo, ale piękne. Solidarności opartej na tym, że ja będę się starał – w swojej dziedzinie – nie kłamać, mówić, co jest moją miłością, bronić honoru, godności człowieka. I nic poza tym. Od czasu, kiedy miałem osiemnaście lat, bardzo mało się zmieniło. Nauczyłem się innych języków, przeczytałem sporo książek, zwiedziłem wiele miast i muzeów, natomiast parę kardynalnych, starych prawd ludzkiego serca pozostało bez zmian.

Po powrocie zastałem Polskę taką, jaką chciałem zawsze widzieć. Polskę ludzi godnych, z podniesionym czołem, sympatycznych, uśmiechających się, niepodejrzliwych, niedonoszących, niewmanipulowanych w urojone walki klasowe. Zastałem Polskę ludzi uczłowieczonych. Przeżyłem tu okupację i nie miałem wielkich szans przeżycia, gdyby nie świadomość wspólnoty. Konkretnie: że mogłem się gdzieś przechować, gdy byłem prześladowany. A za tę gościnność ktoś mógł zapłacić najwyższą cenę. Miałem to poczucie również w czasie stalinizmu, lecz teraz mam je mocniejsze i bardziej realne. Historia jest w ręku człowieka, który jest wyprostowany, odzyskał swój honor i swoją godność i nie da się poniżyć. Tego człowieka trudno zapędzić do klatki. Ale by być wolnym, trzeba się godzić na niewygody wolności. A zdarza się, że wolność musi być okupiona ofiarami.

Uderzyło mnie szczególnie jedno – cierpliwość. Ale czy cierpliwość może być bezgraniczna? Chciałbym w to wierzyć. Jednak stanie w kolejkach i niedobory, i niedostatki straszliwie męczą. Jest to upokarzanie człowieka systematycznie, na co dzień, w zaspokajaniu jego najprymitywniejszych potrzeb materialnych. Żaden system nie powinien tego ryzykować. Żadne hasła nie mogą tego usprawiedliwić.

Chciałbym moim współplemieńcom życzyć cierpliwości, wiary w rozsądek, poniechania różnych urazów. A także wytrwałości w domaganiu się o sprawiedliwość i nieustępliwości wobec zła. Może mamy obecnie jedyną, naprawdę jedyną w historii od 1939 roku, szansę stworzenia ludzkich warunków życia dla nas na tej ziemi. Przy wszystkich ograniczeniach, geopolitycznych uwarunkowaniach czy jak to inaczej nazwać. Jesteśmy przecież wykonawcami testamentu ludzi, którzy byli przed nami, i jeśli go nie zrealizujemy, to będzie prawdziwa, bo moralna klęska. Pragnę wierzyć, że ludzie dobrej woli, którzy mają do siebie zaufanie, którzy wybaczają krzywdy, którzy są chrześcijanami lub uczciwymi agnostykami – ja jestem takim wierzącym, odchodzącym i znów wierzącym – otóż wierzę, że ci ludzie mogą połączyć się i odpowiedzieć na wyzwanie historii. Nie wydrą władzy komuś innemu, ale zaczną wreszcie od własnego podwórka, własnego uniwersytetu, redakcji, fabryki, gospodarstwa i zrobią porządek. Wysprzątają z brudu, zła i kłamstwa. Dzięki temu ten naród stać będzie, cokolwiek stanie się potem.

Wierzę w zespolenie rozumu i woli. Nasz naród nie miał szans przetrwania od wielu dziesiątków lat albo nawet więcej. A jednak przetrwał. U nas ludzie szybko i dobrze komunikują się z sobą, to znaczy przepływ informacji odbywa się nawet bez pomocy telewizji i prasy. Poza tym wiemy o sobie bardzo wiele. I rozpoznajemy się, i potrafimy odróżnić to, co jest naleciałością, okupacją, gwałtem, nienawiścią, od tego, co jest dobrem. To jest nasza szansa demokratyczna.

Chciałbym być racjonalistą, ale takim, który ma świadomość, że na bieg dziejów wpływają również czynniki irracjonalne, imponderabilia, które wymykają się kontroli rozumu. Trudno racjonalnie objaśnić (zwłaszcza cudzoziemcowi) historię Polski dwu ostatnich wieków. A także to, że może istnieć naród bez państwa, który jednak nie wyrzekł się magicznego i scalającego go pojęcia ojczyzny.

Wróćmy do zbudowania domu, który będzie własny, niewielki, ale czysty. Chciałbym, żeby był bardzo czysty, bardzo prawy, z takimi wartościami, jak na przykład poczucie honoru i poczucie poświęcenia. Ostatnio próbowano „przyłączyć” Polskę do Zachodu za pomocą zapożyczonej technologii, najgłupszego pragmatyzmu i cynicznego materializmu. Zapomniano o wartościach ludzkich. Bagatela.

Musimy się odnaleźć w tradycji, w naszej historii. Nie brak tam przykładów rozsądku, odpowiedzialności i wyrzeczenia. Moim bohaterem jest Romuald Traugutt, który nie wierzył już w zwycięstwo powstania, ale do końca – dla potomnych chyba – porządkował sprawy, nadawał beznadziejnej walce sens, cel i kształt.

Każde pokolenie ma kogoś „na sumieniu”, ja mam moich kolegów z AK, których nie chcę oddać za darmo, a także ofiar z Katynia. To nie są wcale porachunki z mocarstwami czy siłami historii. Chcę także, żeby wszyscy ci, którzy zginęli w II korpusie generała Andersa czy u Maczka – byli w małym sanktuarium polskich serc. Bo oni też szli do Krakowa, Warszawy, Torunia, Gdańska, a także do innych miast. To wszystko.

Po dziejowej burzy, pakcie Ribbentrop-Mołotow, zmianach granic, ustroju politycznego musimy odnaleźć się w niefałszowanej historii. Nie można zrezygnować z tego, że ten naród jest inny od innych narodów, że ma prawo do istnienia, własnej suwerenności, własnego języka, tradycji i kultury. One trwają tysiąc lat. Może niedługo w porównaniu z innymi kulturami, ale przynajmniej dla mnie zasługują na szacunek i miłość.

Źródło: „Herbert nieznany. Rozmowy”



Kategorie:Artykuły, Źródła

Tagi:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: