Pocztówki z Wiednia [grudzień 2014]

bruehel_st_rzez_niewiniatek_1565-66

I. Obrazy Pietera Bruegla w Kunsthistorisches Museum. Na pierwszy rzut oka, wiejski tłum w zimowej scenerii. Dopiero po bliższym przyjrzeniu się odkrywamy, że obserwujemy alegorię biblijnej rzezi niewiniątek. Kobiety błagające uzbrojonych żołdaków, by oszczędzili życie ich pierworodnych synów. Krew pomordowanych dzieci powoli wsiąkająca w krystaliczną biel śniegu. Boże Narodzenie.

II. Gmach austriackiego parlamentu. Jedno ze szczytowych osiągnięć architektury imperium, dowód jego potęgi. A jednocześnie bardzo widoczny, namacalny – poprzez charakterystyczne kolumny, rzeźby, ornamentykę – symbol ciągłości pomiędzy imperium Cesarza a wcześniejszym o dwa tysiąclecia imperium Cezara. Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, z którego w 1804 narodziło się następnie Cesarstwo Austriackie, było prawowitym kontynuatorem Cesarstwa Rzymskiego. Częścią tego imperium – do 1918 roku – był Kraków.

III. Czy poddanie się kulturze większej i silniejszej musi być zniewoleniem, z którego zawsze musimy się wyzwalać, wybierając – często za cenę krwawych ofiar – izolację? A może współczesnym ideałem powinna być jednak ta osobliwa mieszanka Polaka i Europejczyka, świadomego naszej narodowej tradycji i historii, dumnego z osiągnięć polskiej kultury, ale jednocześnie – bez kompleksów i obaw czerpiącego z tego, co najlepsze, w tym przepastnym tyglu, który nazywamy Europą?

IV. Mieszkanie na przedmieściach Europy ma tę niewątpliwą zaletę, że w każdej z jej wielkich stolic mogę w równym stopniu czuć się jak u siebie. Rzymianin w Paryżu będzie się czuł równie obco jak Paryżanin w Rzymie, obaj wyrastający z jednej z tych wielkich kultur, przez stulecia ścierających się w nieustających walkach o europejski prymat. Dla mnie, przybysza z peryferii, jednakowy dystans dzieli do Wiednia i Amsterdamu, Paryża i Rzymu, Berlina i Londynu, w każdym z tych miast spędziłem kiedyś przynajmniej kilka dni, w każdym znam przynajmniej jedno muzeum, które mnie zachwyciło, i przynajmniej jedną katedrę, w której mogłem poczuć się jak w domu. Muzea i katedry, dwa najmocniejsze symbole naszej europejskiej wspólnoty, ostatnie dwa bastiony, których opanowanie przez barbarzyńców ze Wschodu lub z Południa sprawi, że Europa ostatecznie przestanie istnieć.

V. Wystawy arcydzieł impresjonistów (przede wszystkim Moneta) i secesjonistów (przede wszystkim Klimta) w wiedeńskim Belvedere. Obaj tworzący swoje największe dzieła na przełomie XIX i XX wieku, w czasie, który dla nas oznaczał jeszcze kolejne dekady niewoli, a dla Europy, wielką epokę, nieporównywalną ze wszystkim, co wydarzyło się wcześniej – i co nie powtórzy się już nigdy później. A potem wybuchły dwie wojny i obróciły nas kontynent w perzynę, i sprawiły, że to co przedtem było codzienną rzeczywistością, dziś jest tylko obiektem westchnień w muzeach, przypominając nam, kim byliśmy, zanim człowiek zamienił się w bestię.

VI. Ocaleliśmy, aby ocalać. Niezdolni do tego, aby na gruzach tamtego świata stworzyć cokolwiek, co byłoby chociaż bladym odbiciem tamtego bezpowrotnie utraconego piękna, możemy jedynie z czułością pielęgnować zakurzone pamiątki po naszych przodkach. Świadomi tego, że po dwóch wojnach światowych, nasza upadła cywilizacja nie jest już w stanie wytworzyć żadnego nowego arcydzieła, możemy jedynie – i aż – zadbać o to, aby okruchy jej dawnej kultury przekazać następnym pokoleniom, obrazy Moneta i Klimta stawiając w tym samym szeregu, co etruskie wazy, greckie kolumny i rzymskie popiersia. Jako coś nieprawdopodobnie pięknego, co niegdyś potrafił stworzyć człowiek, zanim – na własne życzenie pozbawiony duszy – bezpowrotnie utracił tę dawną umiejętność. Jedyne, co jeszcze musimy, to – za wszelką cenę – ochronić nasze muzea i katedry przed barbarzyńcami. Jeżeli nie pozostaną po nas Van Gogh i Monet, Mozart i Bach, Notre Dame i Bazylika św. Piotra – nie zasługujemy na to, aby przetrwać.

VII. Tak, jestem europejskim nacjonalistą. Naszą kulturę, naszą cywilizację uważa, za szczytowe osiągnięcie ludzkości. A właściwie, mówiąc precyzyjniej, nasza europejska kultura była szczytowym osiągnięciem ludzkości, dopóki zamieszkujący ją ludzie znali i rozumieli swoje miejsce we wszechświecie oraz wynikające z niego przywileje i ograniczenia. Przywileje wynikające z umiejętności przekraczania w sztuce tego, co uważamy za ludzkie, dzięki współpracy z tym, co nazywamy łaską. Ograniczenia, polegające na ciągłej konieczności uświadamiania sobie, że bez owej łaski nie jesteśmy w stanie stworzyć i ogarnąć niczego. Samotność, gdy ową łaskę odrzucamy, lub – co gorsza – poddajemy w wątpliwość jej istnienie, oto europejska rzeczywistość początku XXI wieku. Pustka, w której żadna prawdziwa sztuka nie jest już możliwa, a co najwyżej jakieś marne jej odpryski.

VIII. Niedzielna msza w polskim kościele przy Rennwegu. Nasze kolędy, które pod każdą szerokością geograficzną brzmią tak samo. Czytałem niedawno polski śpiewnik wydany przed stu laty, w 1913 roku. Oprócz dawnej pisowni niektórych słów (Betleem), w słowach i brzmieniu tych kolęd, do naszych czasów nie zmieniło się literalnie nic. Kolędy, opłatek, smak wigilijnych potraw – najlepsze, co możemy przekazać naszym dzieciom.

Pisane w Wiedniu, 28 grudnia 2014



Kategorie:Farrago rerum, Teksty

Tagi:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: