Aleksander Świętochowski – „Genealogia teraźniejszości (Część 2)” [1936]

matejko_3maj

Jeżeli Poniatowski od wstąpienia na tron posuwał się wolno i ostrożnie ku pręgierzowi hańby, do którego przybiła go historia, to po zjeździe kaniowskim biegł w skokach. I jak gdyby chciał sobie dodać rozpędu w tym biegu, cofnął się wstecz od punktu, na którym stanął uradowany po powrocie z chybionej schadzki. Wiadomo, że konstytucja 3 maja była dziełem spisku, uknutego przez szczupłe grono posłów sejmowych, które naradzało się tajemnie bądź u króla, bądź w jego obecności. Gdy tę ustawę odczytano sejmowi i podnieceniem uczuć patriotycznych uzyskano zgodę większości, Stanisław.August, spodziewając się, że ona zapewni mu wszystkie korzyści i rozkosze panowania, zaprzysiągł ją z deklamacyjnym entuzjazmem, którym się zwykle posługiwał. Na przedstawieniu w teatrze pośpiesznie przez Niemcewicza napisanej sztuki, gdy autor wypowiedział słowa Kazimierza Wielkiego: „W potrzebie stanę na czele mego narodu”, król wychylił się z loży i zawołał: „Stanę i wystawię się!” Okrzyk: „Król z narodem – naród z królem”, powtarzany często przy rozmaitych zebraniach, wypadał również z ust Stanisława Augusta, który na jednem z posiedzeń sejmowych oświadczył: „A jakeśmy całość tego dzieła Bogu poprzysięgli, tak z życiem samem go nie odstąpimy”. Na innym, gdy mu sejm powierzył komendę nad wojskiem, zakończył posiedzenie okrzykiem: „Ufajcie mi! Gdy trzeba będzie ofiary z życia, nie będę go szczędził!” Gdyby twórcy konstytucji mieli więcej zmyślności spostrzegawczej, dojrzeliby właściwe oblicze komedianta w chwili po ogłoszeniu ustawy. kiedy otoczywszy w sejmie tron i zapytawszy króla, co mają czynić, usłyszeli od niego odpowiedź: „Przymuszajcie mnie do przysięgi”

Upłynął rok, już kameleon zmienił barwę, zapomniał o „stawaniu i wystawianiu się”, o ofierze z życia i wszystkich przysięgach. Zaczął się „oszczędzać”. Już podczas ogłoszenia konstytucji 3 majowej czuł on dreszcze tajemnego lęku. Powodem były pogłoski o zamachu, ale niezawodnie również obawa burzy i gromów z Petersburga. Przed uroczystością w kościele św. Krzyża spowiadał się i napisał testament. Strach udzielił się dworakom, którzy radzili nieść przed królem Najświętszy Sakrament. Tymczasem obrzęd odbył się w zupełnym spokoju. Ale Stanisław August, który od 27 lat przywykł jak lalka woskowa poruszać się sprężynami rozkazów Katarzyny, który jeszcze więcej jej się bał, niż ją miłował, czekał z tak wielką trwogą na jakiś znak gniewu lub miłosierdzia „wielkodusznej monarchini”, że nie śmiał jej uwiadomić o „rewolucji”. Czekał cały rok i doczekał się, pioruna z Targowicy. Wielką armią na papierze, a małą w rzeczywistości postanowiono się bronić. Wtórował temu postanowieniu Stanisław August. „Rzeczy za daleko zaszły – pisał – trzeba się bronić do śmierci. A kiedy obaczę potrzebę, to i sam pójdę”.

Gdy zdrajcy z Targowicy w połączeniu z wojskami rosyjskimi rozpoczęli napad, „obaczył potrzebę”, wyjechał do obozu na Pragę i… wrócił na śniadanie do p. Grabowskiej. Była to jedyna jego wyprawa wojenna i jedyna „ofiara życia” dla ratowania ojczyzny. Oczywiście Katarzyna skarciła go listownie za pogwałcenie „praw i swobód narodu”, żądając przystąpienia do Targowicy. Stanisław August zebrał rodzinę, która, przerażona obawą niedostatku, błagała go, żeby poddał się woli carowej,a on „do późna w noc czytał Plutarcha, ażeby natchnąć się bohaterstwem” i nazajutrz przejęty „wielkim duchem mężów starożytności”, oświadczył swoim doradcom: „Wziąłem silną rezolucję pisać się konfederacji targowickiej i tej rezolucji już nie zmienię”. Rzeczywiście już tej nie zmienił, bo ona była prawdziwym wyrazem jego nikczemności.

Ale i tu przydeptano go mocniej, niż przypuszczał. Pierwsza krótka forma akcesu nie podobała się carowej, kazano mu napisać drugą, obszerniejszą, w której jako „Polak” uznał „błąd tych, co się unieśli w swych robotach” i zakończył: „Od konfederacji i sejmu rewolucyjnego warszawskiego odstępując, z serca się łączę i wcielam do konfederacji wolnych”.

Spodlony pisze do Katarzyny: „Po tem wszystkiem, co zrobiłem, sądzę, że mogę się spodziewać, iż w. imp. mość przestanie wątpić o mojej szczerości i uzna, jak dalece pragnę ją zadowolić… Uczyniwszy zadość wszelkim żądaniom w. imp. mości i złożywszy mój los w jej ręce, oczekuję w milczeniu dowodów jej wspaniałomyślności”. A jakie to miały być dowody? „Nie pragnę obecnie niczego więcej, tylko żeby moje długi były spłacone i zabezpieczona moja rodzina I służba”. Trudno byłoby uwierzyć w taką nikczemność, gdyby jej nie stwierdzały własnoręczne listy ukoronowanego płaza. Ale on zanurzył się jeszcze głębiej w swoje cuchnące błoto, Targowica wyczerpała swoje usługi, była niepotrzebna, owoce jej zdrady już dojrzały, carowa mogła je zerwać w drugim rozbiorze. Kazała Poniatowskiemu jechać do Grodna, chociaż on „nie wiedział po co”. Trochę się opierał, ale jak zwykle, uległ. Otrzymawszy dostateczne pieniądze na podróż, wyruszył dla odegrania ostatniego aktu swej hańby. Tu znużony, zasypiał w sejmie na tronie, bo ze zgniłą doszczętnie duszą, zmiażdżony pogardą, nie miał już siły wywabiać ze swego sumienia haniebnych plam słodką, rzewną i wykrętną deklamacją. Chociaż ten sejm „jednogłośnie”, to znaczy ogólnym milczeniem, ogłoszonym „za zgodę”, był ostatnim ciosem morderczym dla niepodległej Polski, Stanisław August przy podpisaniu traktatu uściskał ambasadora dwukrotnie, tulił go do piersi, wylewał łzy radości i „zmusił do przyjęcia wstęgi Orła Białego, bogato wyszywanej”.

Miał powód do rozczulenia – Rosja zabezpieczyła mu wygody królewskie, nawet coś więcej. W jednej ze swych odezw wyraził się dawniej: „Gdyby mi tyle pozostało ziemi, ile ją kapeluszem nakryję, panować będę”. Miało to znaczyć, że wytrwa patriotycznie na stanowisku, a właściwie znaczyło, że za nic nie zrzeknie się korony. Po drugim rozbiorze pozostało mu jeszcze więcej ziemi, niż obwód kapelusza. Było za co dziękować ambasadorowi rosyjskiemu, chociaż to panowanie trwało zaledwie dwa lata, po czym pozostał już tylko kapelusz bez ziemi.

Stanisław August kilka razy groził złożeniem korony. Była to groźba wymierzona nie przeciw rodakom, którzyby jej spełnienie w znacznej większości przyjęli z zadowoleniem, ale przeciw Rosji, która wtedy straciłaby najczynniejszego, najwierniejszego, chociaż najkosztowniejszego pomocnika w ujarzmianiu Polski. Ale Katarzyna znała swego służalca, wiedziała, że on się nie zrzeknie korony i raczej drży przed możliwością jej utraty. Toteż drwiła z tych postrachów i łatwo uspakajała je pieniędzmi. Nie ulega wątpliwości, że wczesna abdykacja Poniatowskiego sprawiłaby carowej wiele kłopotu, a nawet może udaremniłaby jej plany rozbiorowe. Kalinka, który usiłuje nieco obmyć króla z brudów politycznych i zmniejszyć brzemię jego, win, przesunąwszy je na społeczeństwo szlacheckie, wyrzuca mu jednak uparte trzymanie się tronu. „Zrezygnowawszy z tronu Stanisław August zajaśniałby w Polsce szerokim blaskiem; gdziekolwiek zaniósłby swe kroki, wszędzie spotykałaby go cześć, wszędzie jego krzywda byłaby głośnem przypomnieniem niesprawiedliwości spełnionej w Polsce… Widok króla, który za swą miłość ojczyzny został przez obcych z kraju wypędzony, zmieniłby w narodzie usposobienie i możeby wywołał dla niego entuzjazm, któryby na korzyść państwa mógł się dać obrócić”.

Niewątpliwie wszystko to stać by się mogło, gdyby Stanisław Ciołek Poniatowski nie był Stanisławem Ciołkiem Poniatowskim, którego natury znakomity historyk wcale nie rozumie. Wraz z koroną utraciłby dochody, łapówki, salony, zbytki, kobiety, co dla niego więcej znaczyło, niż cała ojczyzna. Osiem milionów złotych rocznej pensji miało dla niego większą wartość, niż osiem milionów Polaków. On wtedy dopiero złożył koronę, kiedy mu ją zdjęto. Odczuł tę stratę, ale się pocieszył, skoro mu pokryto długi, zapewniono wysoką pensję, mieszkanie w pałacu petersburskim, orszak pasożytów i tytuł królewski. Lekceważono go, w obecności ks. Pawła kazano mu wstawać, ale pozwalano dymisjonowanemu rozdawać ordery, opasać się i pisać pamiętniki. Nade wszystko zaś nie brakło mu pieniędzy, które cuchnęły, ale on ich odurzającej woni nie czuł, bo mu przez 30 lat pachniała nawet najbrudniejsza korona.

C.d.n.

Ilustracja: Jan Matejko, „Ogłoszenie Konstytucji 3 Maja 1791 r.”, 1892



Kategorie:Historia, Źródła

Tagi: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: