Jan Emil Skiwski – „Piłsudski a Polska wieczna”

pilsudski_sulejowek

Zawładnął garstką ludzi w Nim zakochanych, gotowych na wszystko. Z nimi rozpoczął swe dzieło. Jak strumyk przybierający w miarę oddalania się od źródła, tak dzieło ,Piłsudskiego rosło – aż wreszcie stało się podobne rzece, przyjmującej w siebie niezliczone dopływy, potoki i strumyki. Z partyzanta, który dojrzał w jasnowidzeniu przyszłość, stał się Piłsudski wyrazem najgłębszym i najpełniejszym rzeczywistości polskiej.

Szedł wciąż dalej, wciąż głębiej. Z pierwszego żołnierza Polski – stał się jej wodzem politycznym. Władanie swoje nad narodem zdobywał mozolnie. Ujarzmiał serca powoli, ale pewnie. Nie zawładnął narodem bez walki. Naród mu się opierał: bojaźliwością, gnuśnością, lękiem przed wielkością, której bliskość zawsze jest groźna, bo już siłę swego istnienia narzuca ideał trudny i niebezpieczny.

Ogrom wpływu Piłsudskiego na naród nie da się zmierzyć entuzjazmem tych, którzy od pierwszej chwili stanęli u Jego boku. Raczej oszałamiającą wielością nawróceń. Co dnia, niemal z godziny na godzinę, zdobywał konwertytów. Aż oto w dzień Jego śmierci okazało się, że zdobył wszystkich.

Aby miłość taką w narodzie zyskać, trzeba być więcej niż doskonałym wodzem, genialnym strategiem i człowiekiem wielkich cnót żołnierskich. Trzeba być wielkim autorytetem moralnym.

Wypowiedziałem zdanie, na które w tej ogólnikowej postaci zgodzą się – z wyjątkiem żałosnej garstki ślepców, budzących raczej politowanie niż gniew- wszyscy. Ale skoro, porzucając ogólnik, spróbuję precyzować, okaże się, że jestem w tym co napisałem, raczej odosobniony.

Wyobraźnia narodu nie lubi zbyt wiele pytać o to, kim był Ten, kto odszedł, a którego otacza się czcią. Miłość jest arbitralna, zwłaszcza wobec zmarłych. Lepi posąg, który jej ulepić najłatwiej, który układa się bez trudności w wyobraźni mas. I kiedy już dziś słyszy się raz po raz o jakowejś „poczciwości polskiej”, której On miał być właśnie uosobieniem, to nasuwa się konieczność wyraźnie powiedzieć: Nie!

Jedno trzeba sobie uprzytomnić przede- wszystkim: że wygrana Polski na polu politycznym jako silnej jednostki w życiu międzynarodowym i jej wygrana na polu cywilizacyjnym – to nie są dwie sprawy, lecz jedna i ta sama. Wygrana tylko na jednym z tych pól przy zastoju na drugim, otwiera drogę do klęski. Stosunek nasz do tego junctim jest zazwyczaj powierzchowny. Kiedy Polskę porównywamy z innymi narodami i spostrzegamy, że w przeciwieństwie do naszych sąsiadów z zachodu i wschodu, nie mamy własnej doktryny, że nie odbywa się w Polsce wielki proces klarowania naszego oblicza, że grzęźniemy po uszy w eklektyzmie kulturalnym – to mówimy o tym tonem człowieka, który się wstydzi, że znalazł się na balu w szarym garniturze, gdy inni błyszczą wykrochmalonymi gorsami i wspaniale skrojonymi frakami. Kwestię naszej pracy cywilizacyjnej wciąż traktuje się prestiżowo; myśl o „dorównaniu innym” jest tu motywem zasadniczym, odsłaniającym niepokojące perspektywy dyletantyzmu kulturalnego. Tak zupełnie, .jak gdyby cała sprawa sprowadzała się do jakiegoś towarzyskiego niemal „podciągnięcia” na poziom, który ktoś inny ustanowił jako obowiązujący. Nie rozumie się głębokich związków, zachodzących pomiędzy procesami cywilizacji duchowej i biologicznymi podstawami bytu narodowego. Nie rozumie się, że parcie na nas, które wyobrażamy sobie zazwyczaj w postaci nacierających kolumn zbrojnych, samolotów bombowych i czołgów, może być też parciem wielkich prądów ducha i że groza takiego ataku może mieć ten sam efekt biologiczny, co najazd zbrojny. Ale mechanika ducha jest taka, że chcąc zabezpieczyć się przeciw temu napadowi, musimy przekreślić wszelki utylitaryzm i organizować się wewnętrznie nie „gwoli obrony narodowej”, lecz z głębi potrzeby i przekonania. Dopiero tak wewnętrznie uzbrojony naród ma potrzebne siły do odporu. Podobnie jak w miłości, żeby dobrze ją zagrać, trzeba być naprawdę zakochanym, tak i tu, aby się obronić, trzeba myśleć nie o obronie, lecz chcieć stać się innym dla samej miłości ideału, który nas ożywia.

Nie sądzę, aby to co tu powiedziałem, było stanowiskiem popularnym. Przypuśćmy jednak, że ktoś zgodzi się ze mną. Otóż istnieje dużo szans, że gdy taką osobę zapytamy, jak wyobraża sobie tę swoistość kultury polskiej, odpowie, iż widzi ją w owej „poczciwości”, brzydzącej się przemocy, z tradycji tolerancyjnej, przygarniającej wszystkich, nie odtrącającej nikogo. A jako przykład tej poczciwości zacytuje – Marszałka.

Jest to mit podwójnie fałszywy i podwójnie szkodliwy. Mit, który trzeba rozproszyć. Nie jest bowiem prawdą ani to, aby owa sławetna poczciwość polska mogła stać się kiedykolwiek osią naszej cywilizacji i by w ogóle mogła być elementem konstrukcyjnym; ani to również, aby właśnie wielki Zmarły miał być jej wcieleniem.

Trzeba tu spojrzeć w oczy jednej prawdzie, która nie jest ani „budująca” ani „piękna”; prawdzie, która ma w sobie gorycz i tragizm rzeczy wielkich. Oto, że na dnie każdej wielkiej formacji cywilizacyjnej tkwi bezwzględność, jednostronność i cierpienie. Nijakie stanowisko Polski w wielkim wyścigu myśli europejskiej tłumaczy się tym właśnie, że u nas procesy myślowe nie dochodziły do końca, że brak nam było tej zawziętości, uporu i fanatycznej wiary, które wyciągają ostateczne konsekwencje z powziętych założeń. – Katolicyzm w swoim pochodzie zapłonął stosami inkwizycji. Ale czy tenże katolicyzm wybudowałby wspaniałe katedry, gdyby nie miał tego nadmiaru sił, który wylewał się w zbrodni? Czyż największe zdobycze cywilizacyjne: myślowe, artystyczne, a nawet moralne nie wloką za sobą widma strasznych i krwawych nieraz dziejów? I czy ludzkość kiedykolwiek zdoła wyłamać się spod tego prawa, które głosi, że na to, aby ustaliła się i rozwinęła w pełni jakaś wielka myśl, jakaś wielka i słuszna zasada, ludzkości trzeba tysiącznych błędów i tragicznych doświadczeń?- że inną, tańszą, ceną kupić tego się nie da; że takie są po prostu koszty produkcji cywilizacyjnej? Czy spod praw tej tragicznej ekonomii uda się ludzkości kiedykolwiek uwolnić i czy odwrócenie się od tych praw nie jest zarazem rezygnacją z tworzenia wielkiej cywilizacji?

Na darmo mówić będą, że można brać tylko plusy, a odrzucać minusy. Nie mamy przykładów z historii, które by nam wskazywały taką możliwość, natomiast mamy wiele przykładów, które przekonywają nas o czymś innym. Czy to było wprowadzenie chrześcijaństwa, czy zdobycze wojującego Islamu, czy Reformacja, czy rewolucja francuska, czy wreszcie wielkie ruchy społeczne naszych czasów – ludzkość zawsze opłacała swe zdobycze ceną wielkich cierpień. Aby jakaś myśl zaważyła na dziejach ludzkości, musi stać się w gronie, z którego wyszła, czymś, co niewiele różni się od obłędu.

I gdzież w tym strasznym kołowrocie podziejemy się ze sławetną naszą „poczciwością”? Z tą poczciwością, której hasłem jest: „tie, niech sobie żyje… niech i tak będzie… i tacy są potrzebni”. – Stało się tak, że historia wytrąciła nam ten argument z ręki. Tak już dziś mówić nie można, a kto tak mówi, ten idzie do zguby. Tolerancja nie może być naszym hasłem cywilizacyjnym, bo tolerancja nic w ogóle nie wyraża; jest pojęciem pustym; oznacza wieczną gotowość przyjęcia każdej poddanej z zewnątrz treści. Nie możemy być galaretą ściśniętą w żelazne kleszcze. Los takiej galarety jest z góry wiadomy; nie trzeba jasnowidztwa dziejowego, aby go przewidzieć.

Nasi adwokaci poczciwości narodowej przytoczą nam jako przykład „wielkie demokracje Zachodu” z ich szerokim liberalizmem. Zapominają jednak, że do kierowania życiem narodu bez katastrof i z zamkniętymi niejako oczami doszły owe wielkie demokracje nie przez wieki uprawianą poczciwością, lecz przez wieki tragicznej i okrutnej historii. U nas tymczasem były rokosze, zdobywanie wolności i… tolerancja.

Nie chcę ani o jotę umniejszać wagi i piękna tego faktu, że Polak istotnie brzydzi się przemocą, gwałtem, wpajaniem ludziom siłą tego, do czego powinni dojść nieprzymuszoną wolą i własnym rozumem. Kto wie, może istotnie uda nam się to, co nie udało się innym: zbudować naszą wielką cywilizację tańszym niż inni kosztem cierpień i mąk ludzkich? Taki ideał jest zdrowy – ale do czasu. Nie trzeba się go wyrzekać, ale też powiedzieć sobie trzeba, że tam, gdzie stajemy wobec wyboru między poczciwością, radą wszystkim i wszystkiemu a wielką pracą cywilizacyjną z jej nakazem odrzucania tego, co zawadza – tam pierwszeństwo musi być dane myśli przed uczuciem, natężonej woli twórczej przed gestem tolerancji. A raczej może po prostu uczuciowości głębszej i trudniejszej przed płytszą i łatwą? Ważną jest rzeczą pamiętać, że Tym, który nadchodzącym pokoleniom przekazał te właśnie zasady, który konieczność podjęcia wielkiej pracy cywilizacyjnej rozumiał nieporównanie szerzej, niż ci wszyscy, którzy wpatrzeni są tylko w moc zewnętrzną Polski – był właśnie Józef Piłsudski.

Obok geniuszu wojskowego, obok mądrości politycznej i niebywale natężonej intuicji, miał zmarły Wódz jedno jeszcze: niepospolity zdrowy rozsądek.

Ten to zdrowy rozsądek nakazywał Mu sprawę Polski wygrać w tej kolejności, w jakiej On ją wygrywał: od podstaw materialnych, od obrony, od wojska, od zabezpieczenia naszej pozycji wśród narodów europejskich. Nie starczyło Mu życia, by spełnić to, co było Jego dalszym planem, a co zdążył naszkicować w ogólnych tylko rzutach: wielkiego programu pracy i kultury. Kultury i pracy, pojętej nie w znaczeniu szablonowym, .jako budowanie fabryk, szkół i „szerzenie oświaty”, lecz w znaczeniu głębszym, budowania cywilizacji polskiej.

Cześć dla wielkiego człowieka – to spełnienie Jego testamentu. A spełnić testament Piłsudskiego – to nie znaczy utrwalać to tylko, co w ciągu swego, o jakie dwa wieki za krótkiego dla Polski, żywota zbudować zdołał – lecz iść dalej, rozrywać głębiej, formułować zagadnienie rzeczywistości polskiej ze śmiałością i bezkompromisowością, godną tego orła, któremu też winniśmy kult orła, a nie kult gołębicy.

 

Źródło tekstu i ilustracji: „Tygodnik Ilustrowany”, 22/1935

 



Kategorie:Historia, Źródła

Tagi: ,

1 reply

Trackbacks

  1. W rocznicę śmierci: Jan Emil Skiwski – „Piłsudski a Polska wieczna”. Cywilizacja a tolerancja. | Łódź Odysa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: