„Są ludzie i są prace ludzkie tak silne i potężne…”

pilsudski2

Prosty człowiek Warszawy, który w nocy 12 maja stał wpatrzony w pałac belwederski, miął bezradnie kapelusz i szeptał: „Boże, Boże…”- uosabiał cały lud stolicy i cały naród rozległej Rzeczypospolitej. I ani wówczas ani dziś, gdy tak ciężko wloką się godziny, nic więcej powiedzieć nie umieliśmy i nie umiemy. To są słowa najwłaściwsze, poza ich treść nie potrafimy wyjść, choćbyśmy w jednem cudownem olśnieniu zobaczyli Jego cały trud życia, i choćby nas ogarnął zachwyt tak wielki, że w jego blasku zobaczylibyśmy wszystko: czem był i jak się stało, że był wszystkiem.

Choćby nam składano przed oczami stosy zadrukowanych gazet, a w nich uprzytomniono każdy Jego ruch i każdy krok, znaczony przecież twardą wola, wiarą, odpowiedzialnością, zwycięstwem – stoimy zasłuchani w śmiertelną ciszę Jego milczenia, osamotnieni i bezradni, zagubieni we własnym tłumie milczących ludzi.

Łatwo powiedzieć: zjednoczeni w bólu i żałobie; o ileż jednak trudniej przebyć długą drogę od odrętwienia i tępoty do odczuwania bólu i rozpoczęcia żałoby. Po czem jeszcze trzeba wszystko zrozumieć, aby zrozumieć przede wszystkiem, że ta śmierć jest wieczyście związana z życiem narodu i zbudowanej przez Niego Polski.

Ale nawet tę prawdę, ze wszystkich najoczywistszą, musiał nam wytłumaczyć On sam, podać ją do wierzenia, jak podawał nam po kolei wszystko, zaczynając od garści żołnierza polskiego bez Polski i kończąc na Polsce, w której może zabraknąć Jego samego. Tak, to także przewidział i o tem mówił w natchnieniu:

„Nie płaczmy też po Słowackim. Gdy idzie trumna jego przez Polskę, witają go ludzie, nie zaś żegnają, tak. jak gdyby był żywym człowiekiem, i żałobne dzwony nie żałobnie biją, lecz biją radością i triumfem. Nikt z nas nie potrafiłby zapłakać nad zmarłym. Twierdzę raz jeszcze, że bramy przepastne śmierci dla niektórych ludzi nie istnieją”.

Nie umieliśmy, nie śmieliśmy posądzać Go o pomyłki. Wiemy także, że nie zwykł był czekać na naszą aprobatę. Więc i teraz jest chyba nieomylny. Za Jego sprawą jesteśmy coraz bliżsi zrozumienia wielkiej prawdy, która nas wydźwignie z mroków żalu i na zawsze zostawi Go nam i wszystkim pokoleniom, które po nas przyjdą.

Tylko że jeszcze nas nie stać na to, by od razu wszystko zrozumieć i by oderwać oczy o prostego człowieka, który w noc wiosenną błąka się pod Belwederem i monotonnie powtarza dwa słowa modlitwy: „Boże, Boże…”

Źródło: „Tygodnik Illustrowany”, 20/1935



Kategorie:Historia, Źródła

Tagi: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: