Uroczystości pogrzebowe marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie

PIC_1-A-206-44

Józef Piłsudski przestał żyć w niedzielę 12 maja, o godzinie 8 m. 45 wieczór. Stało się to w Belwederze, skąd hiobowa wieść wybiegła na miasto znacznie później, w jakąś godzinę później, a po Polsce rozeszła się dopiero po północy. Prowincjonalne wydania gazet stołecznych zastawały swoich czytelników nieprzygotowanych już do spokojnego czytania tekstów, z których wszystkie, od wstępnego artykułu do ostatniego wiersza kroniki straciły swój wszelki sens i nic nikogo nie mogły obchodzić. Za pośrednictwem radia i telefonu cały kraj i cały naród wiedział i czuł tylko jedno: Józef Piłsudski nie żyje!

Pod Belwederem było w tę upiorną noc cicho, bo wszystkie władze ludzi stojących przed bramą białego pałacu skupiły się w oczach, w patrzeniu przed siebie, w rozwarciu zdumionych źrenic. Dlatego nikt nie słyszał rozpędzonych samochodów, zajeżdżających co chwila pod Belweder, natomiast każdy widział wysiadających ministrów i ich sylwety powtarzające się między kolumnami pałacu w jaskrawym świetle parterowych pokojów, gdy górne pokoje tonęły w mroku.

Tylko stosunkowo nieliczni mieli w tę noc dostęp do Belwederu. Pan Prezydent Rzeczypospolitej, rząd, generalicja, przede wszystkim więc ci, którzy wraz z Marszałkiem Piłsudskim stanowili o państwie i jego sile obronnej, złożyli Zmarłemu pierwszy hołd, i byli obecni przy pierwszych smutnych obrzędach. Obok nich .byli jeszcze lekarze, balsamujący ciało, artyści, zdejmujący maskę pośmiertną.

Rankiem 13 maja stały już w pobliżu Belwederu olbrzymie tłumy a w ciągu tego dnia i dwóch dni następnych przenikały już do pałacu delegacje, grupy publiczności i powtarzający się korowód dygnitarzy państwowych oraz przedstawiciele korpusu dyplomatycznego. O tym, by wielotysięczne masy mogły w tym czasie przedefilować koło trumny nie było mowy. Zbyt szczupły okazał się na to pałac belwederski, w którym tyle lat spędził jego gospodarz, tylko fizycznie obecny w swoim domu, myślą zaś i sercem tkwiący bez chwili wypoczynku w ogniu walki o silną Polskę, bronioną przez potężną armię, o państwo szerzące na cały świat swoją powagę i swoje wpływy polityczne.

Stolicą owładnęła żałoba, zniosła z twarzy mieszkańców uśmiech, zasępiła oczy i czoła.

Lud Warszawy snuł się bezradny, ogłuszony długimi godzinami wystawał w oczekiwaniu chwili, kiedy danym mu będzie po raz ostatni, a dla wielu tysięcy i po raz pierwszy, popatrzeć w oblicze zbawcy Ojczyzny i z zagasłych, zamkniętych oczu wyczytać tajemnicę Jego władzy nad duszami ludzkimi, Jego siły tak przecież przemożnej w schorowanym organizmie, że dzięki niej „zagarnął całą Polskę”.

W najgłębszej ciszy skupiła się więc Warszawa na pierwszym szlaku pośmiertnej wędrówki Józefa Piłsudskiego, rozpoczętej w środę, 15 maja, o godzinie 8 m. 30 wieczór. O tej godzinie zaczęło się wyprowadzenie zwłok do Katedry św. Jana. Najbliżsi, dopuszczeni do udziału w tej żałobnej uroczystości, stanowili orszak tak wielki, że mieliśmy od razu sprawdzian, czym będzie pogrzeb właściwy, gdy u trumny Wodza stanie cała Jego armia i wszystkie organizacje społeczne, oraz gdy za trumną pójdzie lud warszawski.

Nie sposób i rzecz zbyteczna mnożyć tyle szczegółowych opisów, utrwalających w prasie codziennej te przejmujące chwile posuwania się konduktu. Za to można zauważyć, że poza wszelkim opisem sprawozdawców pozostanie niewyczerpana skala przeżyć, które w pamięci każdego świadka środowej uroczystości pozostały jako jego własne, niezatarte wspomnienia.

Kto zdoła zgubić w pamięci obraz oddziałów piechoty, idących – wydawało się to tak właśnie – z opuszczonymi głowami, osieroconych i bezsilnych, choć uzbrojonych polowo i w pełnej gotowości bojowej? Magia żałobnego werbla szerzyła grozę i lęk, osłonięte kirem latarnie cofnęły swój blask, by posiać niepokój w sercach, zatrwożyć tysiące ludzi i powiedzieć im: oto czym jesteście bez Niego.

Jego zaś trumna, pokryta bielą i szkarłatem, rosła w krwawym blasku .pochodni, sama była światłem i płomieniem, gorejącym pomroce nocnej, szła na świadectwo Jego niegasnącej obecności, wiodła za sobą Jego Żonę i Jego dzieci, Jego generałów i nas wszystkich, urzeczonych, zahipnotyzowanych.

W gotyckiej katedrze, spod baldachimu sztandarów widoczna stała się jeszcze raz twarz Marszałka Polski, już znieruchomiała na zawsze, .niewrażliwa na stłumione szepty modlitwy i na płacz klęczącego tłumu.

Źródło: „Tygodnik Illustrowany”, 21/1935

Ilustracja: Kondukt pogrzebowy marszałka Józefa Piłsudskiego na Krakowskim Przedmieściu. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.



Kategorie:Historia, Źródła

Tagi: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: