Julian Kornhauser – „Życie to sprzeciw” (fragment wywiadu)

  

Zanik mówienia i zaniechanie szukania własnych korzeni uważa pan za rzecz tragiczną. Proszę opowiedzieć o swoim domu, szkole, nauczycielach, lekturach młodzieńczych, fascynacjach literackich, a może nawet o pierwszej miłości?

Nareszcie jakieś pytanie żywe. Ale jak odpowiedzieć w słowach? I kogo to może zainteresować? Dom, szkoła, lektury, to przeszłość, kolorowe obrazy, film puszczony w zwolnionym tempie.

Moje dzieciństwo związane jest z Gliwicami, miastem nad Kłodnicą. Początkowo mieszkałem na peryferiach miasta, w dzielnicy robotniczej, blisko lotniska sportowego i rozległych łąk. Moimi kolegami byli Ślązacy, wielu z nich wyjechało później do Niemiec. Pochodzę z kulturowo niejednolitego domu. Ojciec był spolonizowanym Żydem z Krakowa, a matka Ślązaczką. Dwa największe przeżycia z dzieciństwa: pierwszy raz z ojcem w bóżnicy i z matką w kościele. Wróciłem stamtąd z płaczem. Walczyli o mnie zaciekle, ale poszedłem własną drogą. W domu rodzice obchodzili święta katolickie i żydowskie, mnie było wszystko jedno. Innym obrazem z tego okresu są worki z mąką i puszki z marmoladą na zapleczu sklepu kolonialnego, w którym pracowała moja matka. Chętnie tam przebywałem, był to dla mnie świat zupełnie egzotyczny. Dziwne zapachy, ślazowe cukierki w kolorowych słojach, amerykańskie papierosy. Wyprawy do ręcznego magla z koszem czystej bielizny, do znajomego piekarza z blachą drożdzowego ciasta; wycieczki rowerowe na lotnisko – to był świat tajemnic. Potem, kiedy przeprowadziłem się z rodzicami do śródmieścia, wszystko się zmieniło. Inni koledzy, inny język, szkoła średnia.

Pierwsze własne lektury w dwóch ostatnich klasach gimnazjalnych: Hemingway, Sartre, Konwicki, Brandys, Różewicz. Zainteresowanie egzystencjalizmem i malarstwem awangardowym. Namiętnie studiowałem reprodukcje, uwielbiałem Picassa, Legera, Kandinskiego, pisałem wiersze na temat tych obrazów. Jeden z pierwszych był o van Goghu, pamIętam nawet tytuł: „Kościółek w Arles”. Czułem, że będę poetą. W Gliwicach mieszkał Różewicz. Nasz nauczyciel często o nim mówił, choć sam nie interesował się współczesną literaturą. Kiedy do naszego gimnazjum przyjechał na spotkanie Herbert, nasz nauczyciel nie wiedział, czy to będzie Zbigniew czy Edwin. To spotkanie zresztą utkwiło mi mocno w pamięci, byłem zachwycony prelekcją Herberta, który przedstawił esej z „Barbarzyńcy w ogrodzie”.

Będąc jeszcze w szkole, wysłałem kilka wierszy do redagowanego przez Artura Międzyrzeckiego ,,Almanachu Młodych”, wydawanego przez „Iskry”. Jeden z nich został wybrany do druku i ukazał się w 1966 r. Był to mój debiut (potem się okazało, że w tym właśnie almanachu z 1966 roku debiutowali także: Barańczak, Karasek, kilku innych znanych dziś autorów).

Z klasyków nie cierpiałem Sienkiewicza, wielbiłem natomiast Żeromskiego. Sienkiewicz był dla mnie autorem bryków z historii, Zeromski zaś imponował mi śmiałymi syntezami, a po przeczytaniu jego „Dzienników”, chyba gdzieś w okolicach matury, stał mi się jeszcze bliższy. Potem oczywiście wszystko się zmieniło. Dużym przeżyciem była dla mnie lektura „Polski Piastów” Jasienicy. Natomiast dzięki nauczycielowi systematycznie czytałem „Przegląd Kulturalny” i „Współczesność” – moje ulubione pisma, które na pewno jakoś mnie ukształtowały. W moim domu czytało się raczej niewiele, ojca interesowały pamiętniki, matka uwielbiała romanse. Wybierałem sam.
Źródło: Wojciech Wiśniewski – „Lekcja polskiego”, 1993 



Kategorie:Poezja, Poezja, Poezja, Poezja, Poezja, Źródła

Tagi:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: