Stefan Napierski zjadliwie o Antonim Słonimskim [20 lipca 1935]

buntmlodych

Podstarzałemu kronikarzowi „Wiadomości Literackich” winienem kilka słów odpowiedzi. Styl, metody, chwyty dialektyczne wypadów Słonimskiego znane są od lat. Nie tracę nadziei, iż nadarzy się sposobność, by zająć się nimi dokładniej, gdy niesmaczne i często nieskładne te artykuły, którymi autor nie przestaje się chełpić, jak uczynił to w świeżo ogłoszonym, wielce nonszalanckim wywiadzie, ukażą się ku ponawianej uciesze pospólstwa – na jesieni, jak słychać – roku bieżącego. Należy chwilowo wyrazić po prostu ubolewanie, iż pisarz tak skądinąd inteligentny, ponoszony pyszałkowatym, do śmieszności rozkochanym  w sobie i wielce prymitywnym pseudo-myśleniem, którego nigdy nie sprawdził u podstaw, a coraz rzadziej konfrontuje ze złożoną rzeczywistością współczesnego świata, że poeta wyborny, lecz bezkrytyczny (liryce jego w czasie najbliższym poświęcam dłuższe studium), usiłuje w sposób tak prostacki, kompromitujący siebie, a obniżający poziom pisma, którego jest jednym z naczelnych filarów, zanalizować, a raczej „zjeść” ku gaudium hołoty intelektualnej, do której oklasków przywykł, jak sędziwa aktorzyca, prądy umysłowe i społeczne, których najwidoczniej nie pojmuje, osoby, które są mu w danym momencie niewygodne. Tupet walczy tu o lepsze z ignorancją; co do mnie – gdyż muszę, niestety, pisać pro domo sua, sprowokowany przez nielojalnego i pełnego meskinerii napastnika – oświadczam raz na zawsze i publicznie, iż nigdy i przed nikim nie ukrywałem mego stuprocentowego pochodzenia semickiego, a najmniej wobec redakcji „Buntu Młodych”.

Pragnę jedno tylko zaznaczyć, zmuszony zejść z konieczności na poziom „argumentów” Słonimskiego, iż grubą jest nieostrożnością przezywanie „bełkotem” artykułu kogoś, kto długie lat drukował w tym samym piśmie, którego Słonimski jest obecnie mocno przez czas oraz konsekwentne zaniedbanie umysłowe nadszarpniętą i kruchą kolumną. Słaby ten w gruncie rzeczy człowiek, wstydliwy i nieśmiały semita, który nie na darmo stworzył nieśmiertelną postać Perlmana, pragnie bezprzedmiotową arogancją załatać kardynalne braki intelektualne i moralne, których wyrazem i wynikiem jest w jego położeniu niezależnego publicysty jawne szkodnictwo kulturalne i narodowe; ale to się udać może tylko do czasu.

Źródło: „Bunt Młodych”, nr 14-15/1935



Kategorie:Źródła

Tagi: , , , ,

1 reply

  1. Zawsze jak widzę jakiś internetowy hejt to właśnie przypominam sobie studenckie lektury czasopism z 20-lecia i takie polemiki. Tam było znacznie mocniej i jednocześnie inteligentniej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: