Aleksander Bocheński – „Interes państwa” [1933]

bochenski

Wiele teraz bardzo słyszymy o interesie, o interesach państwa. W szkołach, gdy idzie o kształcenie zasadniczego światopoglądu generacji: interes Państwa – w prasie, gdy w dyskusji trzeba się jąć największych już argumentów – interes Państwa. W sejmie, gdy uzasadniamy rzeczy trudne do uzasadnienia, jeszcze ten sam interes przyzywamy na pomoc.

Ponad sumieniem, kościołem, uczciwością, honorem, interes państwa. I już tyle zewsząd tego interesu, że trącić zaczyna mocno kantorem, geszefciarskim kantorem całe życie Polski współczesnej. Cóż to też jest ten interes? Czy to rozumowanie ujęte w klamry norm i zasad wrodzonych, instynktownych i bezpardonowych jak sumienie? Nie! Interes to rozpasane, niczym nie ograniczone rozumowanie i kalkulacja.

Tam gdzie jest tylko kalkulacja, może i musi być omyłka. Czy dlatego mamy wyrzec się racjonalizmu? Bynajmniej. Racjonalizm i logika muszą interweniować tam, gdzie założenia są ustalone, ale sylogizm sam jest bezsilny, gdzie idzie o naczelne, zasadnicze kryteria życia. Z chwilą, gdy najwyższym trybunałem, od którego nie ma już apelacji, będzie interes, z tą chwilą rzec możemy, że nie ma już ani trybunału, ani kryterium, że jest tylko las najróżnorodniejszych najdziwniejszych, najbardziej przerażających oportunizmów.

I co powiemy, jak jutro ktoś nam zechce wyłożyć, iż interes państwa wymaga wytracenia dwóch milionów obywateli, a ktoś inny zakrzyknie, że tenże, zasadniczy, naczelny interes państwa wymaga, byśmy oddali bez wystrzału prowincje?!… Zapewne, będziemy mogli dyskutować w obrębie „interesu”, ale na każdy argument, spotkamy się z kontrargumentem, i dzierżąc mocno w ręku drogowskaz z napisem „interes państwa”, – ujrzymy się na pustyni bez dróg, bez ścieżek, bez śladów…

Interes państwa, to worek wygodny i rozciągliwy, w który każdy może pakować co mu się podoba.

Odrzucając wszystko co nie jest racjonalizmem, czy nie ujrzymy się zaraz blisko, zanadto blisko tego miejsca, gdzie tchórzliwy pacyfizm Słonimskich i Hulków podaje ręce pornografii p. Krzywickiej. I niech nam kto teraz udowodoni, że interesem najlepszym nie jest pacyfizm najskrajniejszy, że interesem najpewniejszym nie jest maksimum przyjemności życia. Aż chyba jak Skiwski, którego tak dziwnie obniża towarzystwo – nie udowodnimy (o nędzo poety w jarzmie spekulacji!!!), że jeszcze większa przyjemność w wojnie, aby móc ocenić pokój,- jeszcze większa przyjemność w ascezie, aby urozmaicić sobie życie… To wszystko tylko na to, aby ani krok nie wyjść za szkiełko racjonalisty.

To nie jest droga dla nowej Polski ten interes. Z tej drogi nawracamy. To nie żaden interes państwowy dał nam do ręki karabiny, gdyśmy na gruzach Rosji rzeźbili granice Rzeczypospolitej, nie żaden interes podniósł masy górników na Śląsku, by odłączyć ich od rynku niemieckiego. Nie ma więc takiego geszeftu, takiego interesu, dla którego wartoby broń wydobyć, i ze silniejszym – bo jeśli walczyć będziemy, to tylko ze silniejszym – przeciwnikiem skrzyżować. I nie ma takiego interesu, któryby dał tej broni, nawet dobytej – zwyciężyć. Ale są regiony, w których żaden wróg nie jest dość silny, żadne zwycięstwo niemożliwe.

Pisząc o państwie, ktoś zawadził o Hegla i o Mickiewicza. W jakiś sposób zabłąkała się nagle ta postać w nasze interesowe rozumowania?! Jakże daleko jesteśmy nagle, wraz z jego zjawą, od tych literackich wiadomości, od tej opozycji obłudy, od tych posłów od posłuszeństwa, od senatorów od interwencji, kalumniatorów od polityki… Jakże blisko od tego wszystkiego, co nie jest blichtrem, ale istotą naszych dusz, co wre w niej polskością, co nie da się wypowiedzieć ani logiką, ani sylogizmem, ale co zawsze zadecyduje i wyda wyrok ponad wszystkie mędrkowania jeden i nieodwołalny. Jakże blisko nas jakieś słowa ciągną do Wiary, do Honoru, do wielkości, do Sumienia. Sięgaj, gdzie wzrok nie sięga… (… jakże to jeszcze idzie?), „Łam, czego rozum nie złamie…”. Małpując bezmyślnie Europe sprzed pół wieku, stoimy ciągle – muzealne kościotrupy racjonalizmu – wśród nowego świat wiary i entuzjazmu.

A może uśmiechniemy się do tych wywodów – które są ledwie wywodami – może powiemy sobie: – „niech tam sobie… piękne słówka, ale życie to, panie, interes, to trzeba mieć kalkulację, ten wygra, co na zimno, nie ryzykuje…”. Cóż odpowiedzieć? Bezsilny byłbym z bronią historii, bo tak daleko naszego życie odbiega od historii. Ale potężny, gdy jedno imię rzucimy na szalę, tak że nic jej nie przeważy. – Jest-że czy nie, między nami człowiek, który zawsze deptał mędrkowanie i sylogizmy, który zawsze trzymał się wielkiej drogi obowiązku, który był nie rozumowaniem, ale wyrokiem, tego co w nas jest, sumieniem?!

On powiedział: Imponderabilia. Oni powiedzieli: Interes. Odbiegła szosa betonowa od tamtych szlaków podniebnych. Trzeba dopiero, by przekonano się, że ta szosa jest zwykłą, coraz bardziej wyboistą drogą. Między nią, a szlakiem-granitem wahania nigdy nie będzie. Młoda Polska idzie za Państwem-obowiązkiem, za Państwem-wielkością, nie za Państwem-interesem, ani za Państwem-oportunizmem.

Źródło: „Bunt Młodych”, marzec 1933



Kategorie:Artykuły, Źródła

Tagi: , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: