Adolf Bocheński – „Aktualność idei jagiellońskiej” [1937]

ukraina

Moda na idee

Bardzo modne jest obecnie poszukiwanie rozmaitych idei dla naszej polityki zagranicznej. Zapomina się przy tym niekiedy, że takie idee nie zawsze były zbyt pożyteczne dla państw, które je głosiły. Pomijając już nieszczęśliwe skutki idei samostanowienia narodów dla Francji Napoleona III, twierdzę stanowczo, że ZSRR więcej traci, jak zyskuje przez łączenie się z komunizmem. Nic niewątpliwie nie zraża tak całego szeregu państw do Rosji sowieckiej jak jej marnota komunistyczna. Również – wbrew pozorom – „idee” hitleryzmu są dla Niemiec na zewnątrz bardziej szkodliwe jak pożyteczne. Jeżeli pozycja ideologiczna Niemiec na terenie Europy jest dziś niewątpliwie silna, to nie dzieje się tak bynajmniej z powodu pozytywnego programu rasistowskiego, ale z powodu jeszcze większej niechęci powszechnie odczuwanej do idei komunistycznej. Ostrożnie więc z wprzęganiem polskiej racji stanu w usługę idei uniwersalnych.

Nie będę się tu zajmować pomysłami szerzonymi przez prasę młodoendecką, a poświęconymi tworzeniu przez Polskę „bloku idei katolickiej”. Pomysły te uważam za wiatrologię. Ostatecznie nic mi one nie przeszkadzają – podobnie jak pomysł, aby blok państw „od Kłajpedy do Aten” bronił nas przed Niemcami i Rosją. Powtarzam jednak, że nie sądzę, aby warto było się nimi zajmować. Co to jest „polityczna idea katolicka”? Doskonałym katolikiem może być zwolennik parlamentaryzmu, monarchii absolutnej, dyktatury wojskowej i faszyzmu. Jezuici w Paragwaju zaprowadzili nawet ustrój… kolektywistyczny. Gdy mówimy, że będziemy organizowali „blok katolicki”, musimy najpierw postanowić, którą z tych odmian katolickiego programu politycznego weźmiemy za podstawę. Nie możemy również zapominać, że wśród państw, które mają należeć do tego „imperium środka”, jedne tylko Węgry są katolickie i to jakoś dziwnie dobrze na wewnątrz sobie dają radę bez tego imperium i bez bloku od Aten do Kłajpedy.

Idea jagiellońska to oczywiście zupełnie co innego. Wyznają ją i przyznają się do niej tak wybitni publicyści, jak St. Mackiewicz i Wł. Bączkowski. 2) Wyznają ją, choć się do niej nie przyznają, St. Piasecki, nawet p. Gluziński, nawet J. Giertych częściowo 3). Nazwiska te stanowią same już tak pokaźny poczet, tradycja jagiellońska jest tak piękna i duża, że warto znaczenie tej idei dla polskiej racji stanu wszechstronnie zbadać.

Każda idea odnosząca się do polityki zagranicznej ma dwa pola działania. Jednym jest oddziaływanie na zewnątrz kraju, [drugim] galwanizowanie mas narodowych, uświadamianie im pewnych zasadniczych prawd politycznych w estetycznej formie. Otóż poniżej postaramy się kolejno omówić te dwa rodzaje oddziaływania idei jagiellońskiej.

Nożyce idei jagiellońskiej

Ideę jagiellońską przeciwstawia się zwykle idei piastowskiej – jak gdyby Piastowie kiedykolwiek zajmowali się mniejszościami narodowymi. Niemniej oznacza to liberalizm w przeciwstawieniu do „polityki silnej ręki”. Zwolennicy idei jagiellońskiej uważają się raczej za przyjaciół naszych mniejszości narodowych i w ogóle mniejszych narodów Europy Wschodniej. Pragnęliby oni drogą tych samych metod liberalnych co niegdyś dojść do spolszczenia nowych mas ludności na naszej wschodniej granicy.

I tu właśnie otwierają się te nożyce polityczne, charakterystyczne dla całej idei jagiellońskiej. Polacy, którzy ją wysuwają, uważają się za przyjaciół mniejszych narodów Europy Wschodniej i sądzą, że zrobią im przyjemność przebąkując o Jagiellonach. Jednocześnie jednak ta sama idea jagiellońska jest dla tych małych narodów największym straszakiem i symbolem najbardziej agresywnego imperializmu polskiego. Kto nie wierzy, niech zapozna się wśród Ukraińców z twórczością tak reprezentatywnych pisarzy, jak Wiaczesław Lipiński, Dymitr Doncow czy Wasyl Kuczabski. 4) Niech stwierdzi, jak do polskiej koncepcji jagiellońskiej odnoszą się sami Litwini; tworzą się w ten sposób nożyce między rozumieniem przez nas naszej idei a przyjmowaniem jej przez tych, do których się ona kieruje. Wyjaśnienie tego trudnego na pozór do zrozumienia fenomenu może nam przynieść tylko badanie wspomnień, jakie okres jagielloński pozostawił u zainteresowanych. Pojęcie idei jagiellońskiej łączy się bowiem nieodwołalnie z dziejami Rzeczypospolitej Polskiej w okresie jagiellońskim. W przeciwnym razie traci bowiem w ogóle wszelki sens. Oczywiście nie może tu chodzić o szczegóły, lecz o rzeczy najistotniejsze. Musimy też uczynić pewien wysiłek, aby zapoznać się z tymi cechami najistotniejszymi, jeżeli nawet nie takimi, jakie naprawdę były – to w każdym razie takimi, jakie pozostały we wspomnieniach Polaków, Litwinów i Ukraińców.

Jeżeli chodzi o Polskę, to przede wszystkim stwierdzić trzeba, że idea jagiellońska dała nam wyniki nadzwyczajne, wbrew woli ówczesnych generacji naszego narodu. Jeżeli bowiem jako istotę okresu jagiellońskiego określimy spolszczenie wyższych warstw ludności kresowej, dzięki liberalnej polityce narodowościowej Polski, to zrozumiemy, że liberalizm ten nie zawsze był zgodny z wolą kierowniczej warstwy polskiej w owym czasie. Wręcz odwrotnie, był on właściwie narzucony przez dynastię jagiellońską, po bardzo ciężkich walkach staczanych z najbardziej kwalifikowanymi reprezentantami opinii polskiej. Chodzi nam tu oczywiście o liberalizm w sensie czysto narodowościowym. Inna rzecz, że i Jagiellonami kierował wtedy nie tyle patriotyzm, ile interes dynastyczny, który wymagał odrębności dziedzicznej Litwy, w przeciwieństwie do elekcyjnej Korony. Niemniej jednak oni byli głównymi promotorami tego prawie bezbolesnego zasymilowania szlachty litewskiej, które nastąpiło może właśnie głównie dla- tego, że miała ona swą nienaruszoną niepodległość państwową. Możnowładcy polscy – przy całym swym niewątpliwym patriotyzmie – nie zdawali sobie sprawy z trudno dostrzegalnego, ale niemniej ciągle postępującego naprzód procesu asymilacji szlachty litewskiej. Korzyści dla Polski poszukiwali też nie tyle w asymilacji narodowej, ile w ścisłym związaniu prawno-państwowym obu krajów. Gdyby możnowładztwo polskie zrealizowało istotnie swój inkorporacyjny program w stosunku do Litwy, wywołałoby to prawdopodobnie tak silną reakcję, iż asymilacja w ogóle nie byłaby nastąpiła, tak natomiast nastąpił proces niespodziewany przez samych jego autorów. Profesor Dąbrowski podkreśla, iż unia horodelska, która wedle jego koncepcji była wielkim ustępstwem na rzecz autonomii państwowej Litwy ze strony polskiej, była jednocześnie ogromnym krokiem naprzód, o ile chodzi o asymilację narodu litewskiego.

Tak więc kierowcy stosunków polsko-litewskich w epoce jagiellońskiej sami nie wiedzieli, dokąd zdążają. Naprawdę ścisłe zespolenie psychiczne Litwy i Polski zostało umożliwione szeregiem ustępstw prawno-politycznych, które rzekomo miały prowadzić w kierunku wręcz odwrotnym. Litwini i Rusini nie zdawali sobie wtedy także sprawy, dokąd zmierzają, nie zdawali sobie sprawy, że idą w kierunku zupełnej zatraty swej świadomości narodowej. Dziś jednak już tak nie jest.

Dziś już nie tylko co wybitniejsi publicyści polscy zda- ją sobie sprawę, że właśnie liberalna polityka okresu jagiellońskiego prowadziła do asymilacji narodowej. Zdają sobie z tego sprawę i ci, którzy byli tej polityki niegdyś obiektem, tzn. Litwini i Rusini. I ta właśnie okoliczność niesłychanie osłabia możliwość wysuwania wspomnień jagiellońskich i możliwość powtórzenia tego okresu jako czynnika mającego wiązać ze sobą te trzy narody.

Miraż historii jest tu tak silny, że daje natchnienie myśli, która według zdrowego sensu wydaje się zupełnie bezsensowna. To, co teraz napiszemy, może posłużyć jako argument dla szowinistów ukraińskich. Nie sądzimy jednak, aby należało naśladować Mikołaja Radziwiłła Rudego, który doradzał brać z sobą w podróż dwie sakwy: jedną sakwę z prawdą i drugą sakwę z kłamstwem… W stosunku do narodów wchodzących niegdyś w skład imperium jagiellońskiego mamy dziś w Polsce dwie szkoły i obie są asymilacyjne. Różnią się tym, że jedna chce asymilować a la Henryk Lew i Albrecht Niedźwiedź, druga raczej metodami Zygmunta Augusta.

To „piastowsko-asymilacyjne” i „jagiellońsko-asymilacyjne” źródło natchnień całej prawie naszej publicystyki wywiera niewątpliwy wpływ na nastawienia litewskie i mniejszościowe. Nasuwa się tu analogia z nieprzytomną gloryfikacją „działalności niepodległościowej”, która powoduje niewątpliwie ogromną radykalizację mniejszości ukraińskiej. Zaprowadzenie sprawiedliwej oceny dorobku różnych stronnictw polskich w XIX wieku byłoby ważnym przyczynkiem do działania uspokajająco na młodą generację mniejszościową. Partyjne cele, które każą denigrować działalność naszych stronnictw prawicowych w XIX wieku, działają też zgubnie na walkę czynników umiarkowanych i skrajnie separatystycznych w łonie naszych mniejszości. Podobnie ujemny wpływ wywiera hipertrofia asymilacjonizmu i jagiellonizmu. Doprowadza ona narody już dziś zupełnie solidne i nie potrzebujące obawiać się jakiejkolwiek asymilacji do maniackiego wprost zainteresowania tym zagadnieniem. W ten sposób powstaje poczucie jakiegoś zupełnie urojonego niebezpieczeństwa zagrażającego tym narodom ze strony ekspansji polskości asymilacyjnej. Trudno dość silnie podkreślić, do jakiego stopnia to urojenie ujemnie wpływa na możność zgodnego współżycia tych narodów. Ale przejdźmy do wspomnień historycznych, które epoka jagiellońska pozostawiła u Litwinów.

Jagiellonowie i Litwini

W wielkim sporze, który przeciwstawia dziś Ludwika Kolankowskiego i uczonych krakowskich odnośnie do interpretacji wczesnego okresu jagiellońskiego, krakowski profesor Jan Dąbrowski 5) zdaje się zdradzać więcej zrozumienia dla litewskich interesów narodowych. Chodzi tu o pytanie, czy istniała jakaś litewska polityka separatystyczno-narodowa Witolda, czy też była ona tylko wyrazem dążenia Jagiełły do zapewnienia swej dynastii tronu dziedzicznego. L. Kolankowski przyjmuje, że skutki unii z Polską były dla Litwy bez reszty dodatnie, ze względu na zabezpieczenie jej przed ekspansją kultury ruskiej, przed Krzyżakami itd. Przypomina to pogląd prawicowego historyka czeskiego Pekarza, 6) że bitwa pod Białą Górą była korzystna… dla Czech, gdyż ochroniła je przed wpływem niemieckiej kultury protestanckiej, a dała przewagę katolickim czynnikom włosko-hiszpańskim. Nie możemy zapominać jednak, że jeżeli związek z Polską rzeczywiście przyczynił się do obrony całości terytorialnej wielkiego księstwa – to jednak ugodził Litwinów w punkt najczulszy każdego narodu. Zagroził on bowiem istnieniu w ogóle jakiejkolwiek litewskiej odrębności narodowej. Oczywiście nie należy przesadzać – jak to się u nas często robi – szybkości procesu asymilacji narodowej szlachty litewskiej. Jest pewne, że prądy separatystyczne nie ustały właściwie prawie że ani na chwilę aż do upadku Rzeczypospolitej. Takie powiedzenie Janusza Radziwiłła – ojca Sienkiewiczowskiego Bogusława: „Przyjdzie dzień, gdy Polacy drzwiami nie wejdą, a oknem ich wyrzucać będziemy”, taka akcja synowca jego, także Janusza, w czasie Potopu, stosunek Wiśniowieckiego i Ogińskiego do Piotra Wielkiego i wreszcie chociażby konfederacja litewska z 1792 r. to tylko kilka na chybił trafił wybranych przykładów ciągle tlejącego separatyzmu litewskiego. Niemniej z początkiem XIX wieku naród litewski był pozbawiony przez Polskę całej swej elity społecznej, wprost zagrożony w swym istnieniu.

Zastanówmy się teraz na chwilę, czy może być dla narodu wspomnienie bardziej bolesne, jak właśnie wspomnienie tej powolnej utraty świadomości narodowej u Litwinów w ciągu okresu jagiellońskiego i pojagiellońskiego. Częstując ich Jagiellonami popełniamy nietakt, uderzamy w punkt, który jest dla nich najboleśniejszy, najbardziej drażliwy. Właśnie wspomnienie jagiellońskie jest głównym powodem niemożliwości uregulowania stosunków polsko-litewskich. Ten nierealny wobec małego, ale dzielnego narodu majak asymilacyjny nabiera tu cech nawet wprost koszmarnych i ciąży nad teraźniejszością przez siłę i wyrazistość swego kształtu dziejowego. Usuńmy Jagiellonów w niepowrotną przeszłość. Uznajmy tamten eksperyment za skończony, a niewątpliwie ułatwimy sobie porozumienie z Litwinami.

Jagiellonowie i Ruś

Jeszcze gorzej przedstawia się sprawa z Ukraińcami. Jeżeli Litwini zostali zasymilowani, to stało się to prawie bez zgrzytów. Odebrawszy im świadomość narodową, pozostawiliśmy im przynajmniej tradycję państwową. Rusi idea jagiellońska nie pozostawiła ani cienia odrębności państwowej. L. Kolankowski twierdzi nawet, iż głównym dziełem Jagiellonów było scentralizowanie wielkiego księstwa litewskiego w rękach wielkiego księcia. Oznaczało to w praktyce likwidację autonomii ruskiej istniejącej poprzez niezliczone księstewka, ostateczną likwidację „stariny”. Metoda liberalna, zastosowana w stosunku do Rusi w całej pełni dopiero w ugodzie hadziackiej, tragiczny swój epilog znalazła kilka lat później w rozstrzelaniu przez wojsko polskie partnera naszego w tej umowie – hetmana Jana Wyhowskiego. Ekspansja polskości na Ukrainę nie była tak pokojowa jak na Litwę. Pomijając już sprawę unii i walk, które dookoła niej się zrodziły, sam proces szlacheckiego osadnictwa polskiego na Podolu połączony był z całą litanią gwałtów, które głęboko zapadły w dusze Ukraińców. Wiaczesław Lipiński 7) w swej mistrzowskiej biografii Stanisława Krzyczewskiego uwydatnił tę stronę stosunków polsko-ukraińskich. O ile „idea jagiellońska” w oczach Litwinów posiada przede wszystkim charakter przyjaźni, która kończy się pochłonięciem narodu, o tyle w oczach ukraińskich nabiera ona wprost cech rozboju. Takie też ujęcie idei jagiellońskiej jest dominujące we współczesnej publicystyce ukraińskiej. Pomijam tu drażliwą sprawę, czy twierdzenia Ukraińców są słuszne, czy też kłamliwe. Chodzi tylko o zapoznanie czytelnika polskiego z reakcjami ościennych narodów na hasło idei jagiellońskiej. Z reakcjami, jakie są – nie zaś, jakie powinny być.

Jeżeliby ktoś chciał krótko i dobitnie odmalować stosunek Ukraińców do naszej idei jagiellońskiej, to najlepiej do tego nadawałaby się następująca anegdota francuska. Ludwik Filip, przemawiając na zebraniu chłopów w Normandii, zakończył swą mowę gromkim okrzykiem: „Je veux votre bien.” Na to jeden z włościan odmruknął półgłosem: „Tu ne l`auras pas.” 8) Mówiąc o idei jagiellońskiej, chcemy okazać Ukraińcom – życzliwość, chcemy ich dobra. Ale oni to dobro rozumieją bardziej przyziemnie, jako własną substancję narodową, którą znowu chcemy im zabrać.

Zupełnie natomiast odmiennie znów przedstawia się oddziaływanie słowa „epoka jagiellońska” i „idea jagiellońska” na Węgrzech i w Czechach. Tam bowiem Władysław i Ludwik Jagiellończycy pozostawili po sobie dobrze zasłużoną reputację najniedołężniejszych monarchów, jacy w ogóle kiedykolwiek w tych krajach rządzili. Et c’est beaucoup dire… 9)

Wielka przeszłość i średnia teraźniejszość

Trudno więc wyobrazić sobie frazes agitacyjny gorzej wybrany w stosunku do mniejszych narodów Europy Wschodniej, jak frazes jagielloński. Czyż może to być jednak decydującym argumentem? Jak daleko wreszcie pójdziemy w ograniczeniu naszych upodobań zależnie od zachcianek sąsiednich narodów? Już i tak wyzbyliśmy się starożytnej nazwy „Ruś” dla zupełnie coś innego w polskim języku oznaczającej „Ukrainy”. Czyż miałoby sens dla przypodobania się Ukraińcom i Litwinom znów przestać’ mówić o „idei jagiellońskiej”? I dlatego po zbadaniu kwestii, jaki wpływ wysuwanie tej idei wywiera na naszych sąsiadów, musimy zastanowić się nad jej wewnętrznym pożytkiem.

Publicyści polscy – z wyjątkiem jednego Bączkowskiego, który znacznie ewoluował od swej książki do „Uwag o imperializmie” – przez ideę jagiellońską rozumieją możność powtórzenia się procesu asymilacyjnego tamtych wieków. To jest podstawa teorii Mackiewicza, że państwo tworzy naród, to jest właściwa istota „obopólnej asymilacji” Piaseckiego, to wreszcie echo rozważań Gluzińskiego czy Giertycha. Źródłem tej iluzji jest – słusznie zresztą – przeświadczenie o wyższości Polski nad innymi mniejszymi narodami Europy Wschodniej. By wykazać usterki tego sposobu myślenia, musimy tu kilka słów poświęcić tej wyższości i jej wartości asymilacyjnej.

Narody Europy Środkowej i Wschodniej nie dzielą się według grup językowych. Próby panslawizmu rozbijały się zawsze o nieodwołalną sprzeczność między psychiką polską i czeską, a bliskość między psychiką polską a węgierską. Linia podziału biegnie według formacji historycznej. Z jednej strony te narody, które utraciły swą elitę społeczną i polityczną od XV do XVIII wieku. Z drugiej znów te, które tę elitę swym sąsiadom odebrały i zasymilowały ze sobą, utrata własnej elity społecznej pociągnęła dla całego szeregu narodów skutki o nieobliczalnej wprost doniosłości. Łączyły się one zawsze z utratą państwowości, a co za tym idzie i z brakiem tradycji wojskowych. Z drugiej strony przez brak szlachty i jej specyficznej kultury narody te uzyskiwały większy rozmach w dziedzinie gospodarczej i pod tym względem osiągnęły wyniki zwykle znacznie przewyższające osiągnięcia narodów imperialistycznych. Ta pozbawiona warstwy arystokratycznej „Europa B” czuła pewną niższość w stosunku do dawniejszych pogromców. Na tym tle kompleksu brały u niej górę też zwykle prądy społeczne lewicowe. Naród polski w ten sposób zabrał elitę Litwinom, Rusinom i Białorusinom, naród węgierski Słowakom, Chorwatom i częściowo Rumunom, naród niemiecki Czechom i narodom nadbałtyckim.

Polska warstwa rządząca podobnie jak węgierska wchłonęła w siebie mnóstwo elementów należących do narodów ościennych. Wśród 8 polskich rodów magnackich mamy aż cztery litewskie lub ruskie. Są to: Czartoryscy, Radziwiłłowie, Sapiehowie i Sanguszkowie. O. Forst Battaglia 10) obliczył, że w 32 herbowym wywodzie genealogicznym Jana Sobieskiego znajduje się aż 8 rodzin pochodzenia ruskiego i 3 niemieckiego. Ten sam zupełnie objaw napotykamy na Węgrzech. O Macieju Korwinie twierdzi nawet dzisiejszy historyk czeski, że był prekursorem małej Ententy. Ojciec jego był bowiem Rumunem, matka – z domu hr. Szilagyi – Chorwatką, żona zaś Czeszką, córką Jirzika z Podiebradu a Kunstatu. Jest zresztą rzeczą ogólnie znaną, że najsłynniejsze rody węgierskie, wszyscy ci wielcy Zapolye, Zriny, Frangepani, Hommonay i tyle innych p to byli z pochodzenia Rumuni, Chorwaci lub Słowacy. I Moglibyśmy długo snuć rozważania na temat skutków, tych procesów asymilacyjnych dla narodów zdobywczych i narodów asymilowanych. Na razie interesuje nas jednak tylko wpływ ich stosunków na stosunek państwa do mniejszości narodowych w naszej połaci Europy. Pod tym też kątem widzenia zamierzamy ten problem rozpatrywać.

W okresie, w którym nastąpiła wyżej wspomniana asymilacja, szlachta stanowiła jedyną naprawdę aktywną warstwę narodu. Odebranie narodowi szlachty wykreślało go właściwie z listy żyjących politycznie. Stąd unarodów, które innym szlachtę zabrały, wyrobiło się przeświadczenie, że te inne narody właściwie w ogóle nie istnieją i że pojawienie się ich na arenie dziejowej jest jakimś przykrym nieporozumieniem. Prawdziwe tradycje tych narodów miały być tam, gdzie znajdowała się ich szlachta. Tradycje Litwinów i Rusinów w historii polskiej; Słowaków w historii węgierskiej. Pragę wielu historyków niemieckich uważa za miasto właściwie niemieckie. Z drugiej strony wielowiekowe przyzwyczajenie do spotykania pewnych narodów tylko wśród niższych warstw społeczeństwa wyrobiło głębokie przeświadczenie o ich niższości, a własnej wyższości, tak samo przejawiające się na przykład w naszym ustosunkowaniu się do Ukraińców. Na tle tych dwu przeświadczeń wyrasta też iluzja ponownej asymilacji względnie nadzieja na powtórzenie procesu jagiellońskiego.

Historia nie stoi w miejscu

Tymczasem jednak historia w żaden sposób nie chce stać w miejscu. Warstwy zasymilowane od dawna straciły monopol na kierowanie narodami. Obok nich, a często ponad nie, wybiły się warstwy inne, nowe, warstwy inteligencji miejskiej i dorobkiewiczów gospodarczych. Narody, które utraciły w poprzednich wiekach równowagę, w całości lub prawie w całości odzyskały ją w naszej epoce. Dały dowody, że mogą istnieć nie tylko bez warstw zasymilowanych, ale nawet przeciw nim. A tymczasem wśród narodów niegdyś zdobywczych ciągle tli się przeświadczenie o nieistnieniu sąsiadów i o możności odrobienia tego przypadkowego rzekomo procesu, którym było ich przebudzenie narodowe.

Dziś jednak twierdzenie, że prawdziwi Litwini to są zasymilowani przez Polskę dawni szlachcice litewscy, zakrawa na dobry dowcip. Podobnie przedstawia się sprawa z rzekomo państwową tradycją Ukrainy, którą ma być tradycja polska itp. A we wszystkich narodach tego typu znajdujemy podobne przykłady. Pewną dla nich wyrozumiałość dyktuje fakt, że przebudzenie się tych narodów zakończyło się właściwie dopiero w okresie wojny światowej. Przecież niedawno jeszcze – w 80 latach polityką czeską kierowali zgermanizowani Clam-Martinice, Thuny itd., a do dum rosyjskich przed samą wojną chłopi białoruscy wybierali panów polskich. Dziś jednak to wszystko jest skończone, bezpowrotnie skończone. Odebrawszy tym narodom ich szlachtę w poprzednich wiekach, staliśmy się narodem wyższym od nich, bardziej niewątpliwie pańskim. Ale nie zyskaliśmy żadnych atutów do przeprowadzenia na nowo tej asymilacji narodowej. Twierdzę, że posługiwanie się terminem „idea jagiellońska” ożywia i odnawia nadzieje na powtórzenie tych procesów, które we własnym interesie powinniśmy jako zupełne mrzonki czym prędzej zlikwidować. Wł. Bączkowskiemu, jednemu z najzdrowiej myślących i najlepiej znających to zagadnienie publicystów, zarzucam, że przez ciągłe używanie terminu „idea jagiellońska” wprowadza swych czytelników w stan zamieszania.

Nareszcie zapomnijmy o możliwościach asymilowania sąsiadujących z nami narodów. Żadna mądra idea, choćby układało ją dziesięciu Piaseckich i Wasiutyńskich, nie potrafi dziś spolszczyć tych narodów, które już raz o mało nie zostały spolszczone i mają się na baczności. Zrozumiejmy, że ani Litwini, ani Ukraińcy, ani Białorusini nie mają najmniejszej ochoty zostać Polakami – i uszanujmy tę ich wolę…

Nie tyle potrzeba nam idei do asymilowania, ile zdrowego programu politycznego. Rozpisanie konkursu na „ideę” w ślad za konkursem Akademii Literatury na hymn narodowy pozostawiamy lepszym czasom. Jeżeli mamy mieć jakąś ideę na zewnątrz, to niech będzie to idea nienarzucania nikomu żadnych idei, lecz pozostawienia narodom pełnej możliwości urządzenia sobie samemu własnego życia narodowego. Głęboka zasada: „Nic o nich bez nich”, wraz ze zrozumieniem, że w interesie Polski jest powstanie w naszym pobliżu maksymalnej ilości organizmów państwowych, powinna być tu wytyczną. Nie ma nic wspólnego pomiędzy ofensywą polityczną a narzucaniem innym narodom własnych koncepcji kulturalnych. Im mniej będziemy zaborczy kulturalnie, tym większe będą możliwości realizacji naszych celów politycznych.

Ich wzajemne antagonizmy osłabiłyby niewątpliwie ostrze imperializmów godzących dziś w granice Rzeczypospolitej Polskiej. Tylko przez pełną realizację zasady: „Nic o nich bez nich”. możemy właściwie dojść do spokojnej realizacji naszego naczelnego hasła: „Nic o nas bez nas.” Dążenie natomiast do zapanowania nad sąsiednimi narodami i narzucania im jakiejś asymilacji, drogą ad hoc tworzonych „idei” czy nawet starej i szacownej idei jagiellońskiej, to czynienie z nas marnej karykatury imperializmu rosyjskiego i niemieckiego, i niesłychane ułatwianie roboty tym państwom.

Tu regere imperio populus romanus memento parcere subiectos et debellare superbos. 11)

Przypisy:

  1. Źródło: AKTUALNOŚĆ IDEI JAGIELLOŃSKIEJ. Pierwodruk: „Bunt Młodych” z 25 stycznia 1937. Adolf Bocheński, Historia i polityka. Wybór publicystyki, wybrał i opracował i przedmową poprzedził Marcin Król, PIW Warszawa 1989, s. 56-69. Za: http://freepl.info/1032-aktualnosc-idei-jagiellonskie-rok-19371
  2. Włodzimierz Bączkowski – publicysta, w latach 1932-1938 redaktor „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego”, zwolennik idei prometejskiej, po II wojnie światowej na emigracji.
  3. Tadeusz Głuziński (1888-1940), pseudonim Henryk Rolicki – prawnik, publicysta, polityk obozu narodowodemokratycznego. Od 1934 r. członek Obozu Narodowo-Radykalnego, w latach 1937-1938 redaktor tygodnika „ABC”.
  4. Wiaczesław Lipinśkij (1882-1931) – wybitny ukraiński historyk, publicysta i polityk. Był zwolennikiem monarchizmu oraz dostosowania systemu rządów w przyszłej niepodległej Ukrainie do specyficznych ukraińskich tradycji. Dmytro Doncow (ur. 1883) – publicysta i krytyk ukraiński. Przeszedł ewolucję od socjalizmu do ukraińskiego nacjonalizmu. Od 192’2 r. mieszkał i publikował we Lwowie.
    Wasyl Kuczabski (ur. 1895) – historyk i publicysta ukraiński o poglądach prawicowych.
  5. Jan Konstanty Dąbrowski (1890-1965) – historyk mediewista, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego.
    Ludwik Kolankowski (1882-1956) – historyk, profesor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, autor Polska Jagiellonów. Dzieje polityczne, Lwów 1936.
  6. Josef Pekarz (1870-1937) – wybitny narodowy historyk czeski, rektor Uniwersytetu w Pradze, autor monumentalnych dzieł dotyczących historii Czech.
  7. Wiaczesław Lipinśkij, Stanisław Michal Krzyczewski. Z dziejów walki szlachty ukraińskiej w szeregach powstańczych pod wodzą Bohdana Chmielnickiego, Kraków 1912.
  8. „Chcę waszego dobra”… „Nie dostaniesz go”.
  9. A to za wiele…
  10. Otto Forst de Battaglia (1889—1965) – wybitny historyk austriacki, specjalista od genealogii i heraldyki.
  11. Ty, który władnie kierujesz ludem rzymskim, pamiętaj oszczędzać ujarzmionych i gromić pysznych.


Kategorie:Artykuły, Źródła

Tagi: , , ,

1 reply

Trackbacks

  1. Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej. | Łódź Odysa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: