Julian Przyboś – „Pieśń o lokomocji” [1925]

umberto-boccioni-car-and-hunting-fox-1904

Mosty sprzęgnięte stalą nad traktami zachodu
Biją turkotem kopyt marsz naszego pochodu.

Na uskrzydlonych kołach w pęd wprawieni potężny,
Ku rozpostartej dali szturmem dróg niebosiężnych
Prąc, w niewstrzymanym trudzie twardzi i ustawiczni
Jedziemy, poruszani oddechem mechanicznym.
Przez kamienne gościńce państw, okolic i krajów.
Siecią torów żelaznych mkniemy z gwarnych rozstajów
Do wędrujących stacji, którymi nas oplata
Rozłożona naprzestwór olbrzymia kolej świata.
Śmigłe nas wiodą szyny = lejce grzyw atmosfery,
Wspiętej w dymy obłoków, jak spienione ogiery.
W hali wzniesionych niebios, dudniącej metalicznie.
Zapalamy oczami słońca lamp elektrycznych.
Pięście dźwigamy w górę, jak raptowne sygnały,
– Dzwoniąc, giną wiadukty, wzdłuż nagle się urwały.
Wsie kładą się pokotem jak progi popod koła.

Prędzej! Natchnijmy ogniem lokomotywy czoło!

Wartkim galopem słupów rwąc kilometry drogi,
Kir tętniącej przestrzeni podścieliwszy pod nogi.
Wpadniemy jednym rzutem w grzmocie żelaznych kroków
W miasto wzniecone nagle, jak pożoga wśród mroków.
Na napowietrznych linach z sztandarami kominów.
Powiewając chmurami, które wicher rozwinął.
Sunie w wściekłym tramwaju miasto w górę wybiegłe.
Start rozpina nad dachy, nad rusztowania cegły.
Weźmie nas samolotem w lot podniebny i chyży.

O, dali! kiedy oczom błękit twój się przybliży
W spiralach awiatyki, w śmig gwałtownym wytrysku.
Dokąd wieźć nam tęsknotę, gdy w braterskim uścisku
Lotne ramię maszyny kołysze nas i niesie?
Już się dłuży, jak szyna, myśl społecznych uniesień.
Podbija koła pędu, w tor wtopiona i rącza
Kłaść będziemy w oddala linie nowych połączeń.
Sprowadzimy do stoczni tłum fachowych ślusarzy.
Nowe spławimy okręty w oceanów bezmiarze.
Z portu, szybującego na fokżaglach rozsnutych,
Wykreślimy przez morze parostatkom marszruty.
Przeprowadzimy druty niepomiernej długości.
Nadamy telegramy naglące do szybkości.

Wyprężonym szeregiem, rąk złączywszy ogniwa.
Skuci wolą płomienną natchnionego porywu
Popłyniemy napięci w prąd radosnej energii;
Przemienieni w promienie, skry, ampery i ergi.
Puścimy sprawną Polskę w ruch najwyższych nasileń,
Jak opalaną lawą, lśniącą lokomobilę.

Źródło: Antologia Poezji Społecznej, Wilno 1933

Ilustracja: Umberto Boccioni: „Samochód i polowanie na lisy”, 1904



Kategorie:Poezja, Poezja, Poezja, Poezja, Poezja, Źródła

Tagi: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: