Witold Gombrowicz – „Odpowiedź Cioranowi” [1952]

gombrowicz
Słowa Ciorana zieją piwnicznym chłodem i stęchlizną grobu, ale zanadto są małostkowe. O kim tu mowa? Kogóż należy rozumieć pod określeniem „pisarz na wygnaniu”? Adam Mickiewicz pisał książki i książki pisze pan X., owszem, wcale poprawne a także poczytne, obaj są „pisarzami” i, nota bene, pisarzami na wygnaniu… ale na tym kończy się wszelkie między nimi podobieństwo.

Rimbaud? Norwid? Kafka? Słowacki?… (rozmaite bywają wygnania). Sądzę że żaden z nich nie przeraziłby się zbytnio tym właśnie gatunkiem piekła. Przykrą jest rzeczą nie mieć czytelników – bardzo nieprzyjemnie nie móc wydawać swoich utworów – wcale nie jest słodkie być nieznanym – wysoce niemiłe jest widzieć się pozbawionym pomocy tego mechanizmu, który wypycha na wierzch, robi propagandę i organizuje sła­wę… ale sztuka naładowana jest pierwiastkami samotności i samowystarczalności, znajduje ona swoje zadowolenie i swoją rację bytu w sobie samej. Ojczyzna? Przecież każdy z tych wybitnych, wskutek po prostu wybitności swojej, był cudzoziemcem nawet u siebie w domu. Czytelnicy? Przecież nigdy nie pisali oni „dla” czytelników, zawsze „przeciw” czytelnikom. Honory, powodzenie, rezonans, sława – przecież stali się sławni właśnie dlatego, że więcej cenili samych siebie niż swe powodzenie.

I to co w każdym, nawet mniejszego kalibru, literacie jest z Kafki lub z Conrada albo z Mickiewicza, to co jest istotnym talentem i istotną wyższością lub istotną dojrzałością – żadną miarą nie zmieści się w cioranowskiej piwnicy. Chciałbym też przypomnieć Cioranowi, że nie tylko sztuka emigrancka lecz wszelka w ogóle sztuka pozostaje w najściślejszym związku rozkładem, rodzi się z dekadencji, że jest przetworzeniem choroby na zdrowie. I wszelka w ogóle sztuka ociera się o śmiesz­ność, klęskę, poniżenie. Czyż istnieje artysta, który by nie był, jak mówił Cioran, „istotą ambitną, agresywną w swoim upadku, zgorzknialcem, podszytym zdobywcą”? Czy widział kiedykolwiek Cioran artystę, pisarza, który by nie był, nie musiał być, megalomanem? I sztuka, jak słusznie kiedyś powiedział Boy, jest cmentarzyskiem: na tysiąc ludzi, którzy nie zdołali się urzeczywistnić, pozostając w sferze bolesnej niedostateczności, jeden lub dwóch zaledwie zdoła naprawdę „zaistnieć”. Ten więc brud, te jady niezaspokojonych ambicji, to szamotanie się w próżni, ta katastrofa niewiele mają wspólnego z emigracją, a wiele ze sztuką – stanowią one cechę każdej literackiej kawiarni i zaiste jest dosyć obojętne w jakim miejscu świata męczą się pisarze, którzy nie są dość pisarzami, aby być naprawdę pisarzami.

I może zdrowsze jest że zostali oni pozbawieni zapomóg, poklasku, tych drobnych karesów jakimi darzyło ich za dobrych czasów państwo i społeczeństwo w imię „popierania rodzinnej twórczości”. Swojska zabawa w wielkość i wybitność – sympatyczny szum wytwarzany ongiś przez pobłażliwie uśmiechnię­tą prasę i niedowarzoną, pozbawioną poczucia skali zjawisk, krytykę – ów proces, sztucznego wydymania kandydatów na „pisarza narodowego”… czyż wszystko to nie zalatywało tandetą? Rezultat? Narody, które stać było w najlepszym razie na kilku autentycznych artystów hodowały w tej wylęgarni całe zastępy znakomitości, a w familijnym ciepełku, będącym mieszaniną ciotczynej dobrotliwości i cynicznego lekceważenia wartości, roztapiała się wszelka hierarchia. Cóż dziwnego że cieplarniane twory, pielęgnowane na łonie narodu, więdną poza łonem? Cioran opowiada, jak ginie pisarz oderwany od swego społeczeństwa. Lecz pisarz ten nigdy naprawdę nie istniał: to embrion pisarza.

Mnie, raczej wydaje się że – teoretycznie biorąc i pomijając trudności materialne – to zanurzenie się w świecie, jakim jest emigracja, powinno stanowić niesłychaną podnietę dla literatury.

Oto elita kraju zostaje wyrzucona za granicę. Może ona myś­leć, czuć, pisać z zewnątrz. Uzyskuje dystans. Uzyskuje niesły­chaną swobodę duchową. Pękają wszystkie więzy. Można być bardziej sobą. W powszechnym zamęcie rozluźniają się dotychczasowe formy, można w sposób bardziej bezwzględny dążyć do przyszłości.

Wyjątkowa sposobność! Wymarzona chwila! Zdawało by się więc, że silniejsze indywidualności, bogatsze jednostki powinny zaryczeć jak lwy. Dlaczegóż nie ryczą? Dlaczego głos tych ludzi osłabł za granicą?

Nie ryczą, bo… bo, przede wszystkim, są zanadto wolni. Sztuka wymaga stylu, porządku, dyscypliny. Słusznie podkreśla Cioran niebezpieczeństwo zbytniego oderwania, nadmiernej wolności. Wszystko z czym byli oni związani i  co ich wiązało – ojczyzna, ideologia, polityka, grupa, program, wiara, środowi­sko – wszystko zniknęło w wirze historii, a na powierzchni ukazała się nicością wypełniona bańka… i  wyrzuceni ze swojego światka znaleźli się w obliczu świata, świata bezmiernego i wskutek tego niemożliwego do opanowania. Tylko kultura uniwersalna może sprostać światu, nigdy – kultury lokalne, nigdy ci co żyją tylko fragmentami egzystencji. Utrata ojczyzny nie wtrą­ci w anarchię tylko tego, kto umie sięgnąć głębiej, poza ojczyznę, dla kogo ojczyzna jest tylko jednym z objawień wiecznego i uniwersalnego życia. Utrata ojczyzny nie zakłóci wewnętrznego porządku jedynie tych, których ojczyzną jest świat. Historia współczesna okazała się zbyt gwałtowna i bezgraniczna dla literatur zbyt narodowych i partykularnych.

I ten nadmiar wolności właśnie najbardziej krępuje pisarza. Zagrożeni ogromem świata i ostatecznością jego spraw, kurczowo czepiają się przeszłości; czepiają się samych siebie; pragną pozostać takimi jak byli; lękają się najmniejszej choć­by zmiany w sobie, z obawy, że wówczas wszystko się rozleci; i, na koniec, czepiają się kurczowo jedynej nadziei, jaka im powstała, to jest nadziei na odzyskanie ojczyzny. Lecz odzyskanie ojczyzny nie może nastąpić bez walki, walka zaś wymaga siły, siła zaś zbiorowa powstać może tylko na drodze rezygnacji z własnego ja. Aby ją wytworzyć pisarz musi narzucić sobie i rodakom ślepą wiarę oraz wiele innych ślepot, a luksus bezinteresownego i  swobodnego myślenia staje się najcięższym z  grzechów. Tak więc, nie umie być pisarzem bez ojczyzny – lecz, aby odzyskać ojczyznę, musi przestać być pisarzem, pisarzem na serio.

Być może jednak, istnieje jeszcze inna przyczyna tego paraliżu duchowego, przynajmniej, gdy idzie nie o intelektualistów, lecz o ludzi sztuki. Mam na myśli samą koncepcję sztuki i artysty, tak jak ona urobiła się na zachodzie Europy. Nie wydaje mi się, aby nasze współczesne wierzenia odnośnie do istoty sztuki, roli artysty, stosunku artysty do społeczeństwa pokrywały się z rzeczywistością. Filozofia artystyczna Zachodu wytworzyła się wśród elity, w społeczeństwach skrystalizowanych, gdzie nic nie zakłóca umówionego języka – nie na wiele jednak może się przydać człowiekowi wyrzuconemu poza nawias konwenansu. A koncepcja sztuki wykuwana po tamtej stronie kurtyny przez zwycięską biurokrację proletariatu jest bardziej jeszcze elitarna… i  bardziej naiwna. Lecz artysta na emigracji, zmuszony istnieć nie tylko poza narodem, ale i poza elitą, konfrontuje się o wiele bardziej bezpośrednio ze sferą duchowo i intelektualnie niższą, nic nie izoluje go od tej styczności, musi osobiście wytrzymać napór brutalnego i niedojrzałego życia. Jest on jak zbankrutowany hrabia, który widzi, że salonowe maniery tracą wartość, gdy nie ma salonu. To jednych pcha w „demokratyczną” płaskość, w dobroduszną pospolitość lub w ordynarny „realizm”… innych zaś skazuje na odosobnienie. Musimy znaleźć jakiś sposób na to, aby znowu poczuć się arystokracją (w głębszym tego słowa znaczeniu).

Jeżeli więc mowa o rozkładzie i dekadencji literatur emigracyjnych, to bardziej trafiało by mi do przekonania takie uję­cie sprawy… gdyż tu przynajmniej wyzwalamy się na moment z zaklętego koła drobiazgów, a dotykamy trudności zdolnych rozłożyć autentycznych pisarzy. I wcale nie przeczę, że przezwyciężenie ich wymaga wielkiej stanowczości i śmiałości ducha. Nie łatwo być pisarzem na miarę emigracji, gdyż jest to miara zupełnej prawie samotności. Cóż dziwnego zatem, że, przerażeni własną słabością i ogromem zadań, chowamy gło­wę w piasek i, organizując sobie parodię przeszłości, uciekamy od świata w światek?…

Czy widzisz ognik ten w oddali?
Tam klub maleńki zawiązali…

W tym to klubie uprawiamy dalej – na łamach kilku czasopism – nasze dawne gawędy, w wierszach lirycznych opła­kujemy minioną idyllę, prawimy sobie komplementy lub oddajemy się nieszkodliwym swarom i usiłujemy zabić czas – ten czas, który nas zabija. A jednak prędzej czy później myśl nasza musi wypracować sobie drogi wyjścia z impasu. Problemy nasze znajdą swoich ludzi. W danej chwili idzie nie o twórczość samą, lecz o odzyskanie możności tworzenia. Musimy wytworzyć tę porcję swobody, śmiałości i bezwzględności, a nawet powiedziałbym – nieodpowiedzialności, bez której twórczość jest niemożliwa. Trzeba nam po prostu oswoić się z nową skalą naszego istnienia. Będziemy musieli potraktować z zimną krwią i bezceremonialnie najdroższe nam uczucia, aby dojść do nowych wartości. Z chwilą, gdy zabierzemy się do kształtowania świata, z tego miejsca w jakim się znajdujemy i tymi środkami, jakimi dysponujemy, ogrom się zmniejszy, bezmiar nabierze formy i poczną opadać wzburzone wody chaosu.

Źródło: „Kultura” 6/56, czerwiec 1952

Ilustracja: Witold Gombrowicz, Vence, lata 60. (fot. B. Paczowski)



Kategorie:Artykuły

Tagi: , ,

2 replies

  1. Daję „like”, z pewnej niemocy, bo nie wiem co mogłabym więcej napisać. To tekst dający do myślenia odczuciami, nerwami pobudza do jakiejś reakcji – jakiej… jeszcze nie wiem.

  2. “Żywy jest u nas w Polsce zwyczaj traktowania poważnie pisarzy infantylnych, kokietów, frustratów i propagandystów oraz dezawuowania pisarzy poważnych, opowiadających o sprawach dla Polaków kluczowych i najważniejszych. Do tych pierwszych zaliczam Witolda Gombrowicza a do drugich Marię Rodziewiczównę. Wynika to wprost z dziecinnej chęci odwrócenia działań losu i zaklęcia go za pomocą formuł z dziedziny estetyki i teorii literatury. Wynika to głupawej wiary w to, że literaturę da się oderwać od języka, od historii kraju i ludzi w nim mieszkających. Nie da się, a to z tego powodu, że po polsku można pisać jedynie dla Polaków. Polacy zaś są jacy są i zmienić się ich póki co nie udało, choć różni próbowali. Dobra literatura, jeśli zastosujemy to obłąkane kryterium, to taka która wpisuje się w światowe trendy i nurty. Kłopot jednak w tym, że żadnych nurtów i trendów nie ma, są tylko doraźnie produkowane artykuły w prasie, które potem urastają do rangi przełomów, programów i polemik.

    Jak kiedyś dziennikarze przyszli do Picassa, żeby im opowiedział o kubizmie to wywalił wszystkich za drzwi krzycząc, że on o żadnym kubizmie nic nie słyszał i żeby szli do diabła. Dobrze to także przećwiczył na własnej skórze Witold Gombrowicz kiedy założył się z Jeleńskim, że da popis surrealizmu w paryskiej restauracji w czasie awangardowej dyskusji o sztuce jakimiś mędrkami z samego paryskiego Olimpu. Jak powiedział tak zrobił. Przy tych wszystkich beszamelach sobie siedzieli, kiedy panicz Witold wstał i jakby nigdy nic zaczął zdejmować spodnie. Tak w ramach artystycznego happeningu. I co? I nic, faceci z nim siedzący nawet nie zwrócili na to uwagi, ich burżujskie wychowania kazało im nie widzieć tego wspaniałego przedstawienia. Siedzieli i spokojnie rozmawiali o tym co było na stole. Prowokacja się nie udała. Utrudniło to wielce życie Witoldowi Gombrowiczowi w Paryżu, bo uznano go za kabotyna, który niczego nie rozumie i bawi się tylko miast – jak oni – oszukiwać i brać za to pieniądze.

    W Polsce oczywiście byłoby to samo, Gombrowicz zdejmujący spodnie w restauracji wzbudziłby niesmak Artura Sandauera i zainteresowanie milicji, zaś wielbiący go studenci musieliby zweryfikować swoje o nim opinie, bo oczekiwali wszak poważnego pisarza, a nie błazna. Całe szczęście Gombrowicz nie żyje już od 41 lat i można go wielbić bez strachu, że się gdzieś nagle pojawi bez gaci.…” (coryllus – Czego nas uczy Maria Rodziewiczówna)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: