Maksymilian Rębisz – „Biegun”

scott_1999797a

Poprzez lodowe pustkowie, smagane zimnym wiatrem południa, słaniając się ze znużenia, szło pięciu mężczyzn. Ciągnęli za sobą ciężkie, oszronione sanie. W drżących od mrozu rękach ściskali drewniane kije, a nogi wczepione w drewniane narty niechętnie podążały do przodu. Ich twarze, obciągnięte i ponure, pokryte były skurczem zmęczenia, a z kilkudniowego zarostu zwisały sopelki lodu. Cienką ich odzież pokrywała warstwa śniegu, utrudniająca ruchy, przy każdym pośpiesznym oddechu w powietrze unosiły się obłoczki pary.

Pośrodku podążał człowiek lat może czterdziestu, na oczach miał skórzane okulary z kolorowym szkiełkiem, chroniącym od ostrego słońca, jego twarz była władcza, usta zaciśnięte, ale oczy spoglądały dobrotliwie, zmierzwiona i sklejona od potu fryzura zasłaniała czoło. Liczne ślady odmrożeń na policzkach wzbudzały współczucie, postać jego była zgarbiona, ubrania zwisały, targane żałośnie wiatrem. Wełniana czapka z przedłużeniem na szyję nie chroniła przed przenikającym do szpiku kości chłodem.

Był to kapitan brytyjskiej ekspedycji na Antarktydzie, Robert Falcon Scott.

Podróżnicy już od dłuższego czasu przemierzali bezkresne równiny, lodowce i szczeliny, aby dotrzeć do celu, celu który miał przynieść chlubę Anglii i światu – do bieguna południowego.

W ciężkich warunkach przyszło podążać członkom wyprawy. Fala niepowodzeń już od początku, niczym złe fatum, trzymała się ekspedycji. Sanie motorowe, krzyk techniki, główne założenie przy transporcie żywności i zapasów – zawiodły. Zachwalane kuce, wytrzymałe na mróz, sprowadzane z odległych krajów – zdychały jeden po drugim. Podróżnikom przyszło samym ciągnąć ciężkie sanie ze sprzętem i pożywieniem. Pokonali tak już prawie całą drogę, od celu dzieliły ich dni, godziny, minuty…

Jednak w głowie Scotta kołatała jedna myśl – mogą zostać uprzedzeni. Kiedy rozbijali obóz na Antarktydzie, do dowódcy doszedł lakoniczny list… Zmierzam na południe – Amundsen.

Norweski badacz i odkrywca, niesyt sławy za badania w Arktyce, wyruszył, by rzucić wyzwanie największej brytyjskiej ekspedycji. Największej i najbardziej nowoczesnej. Rywal używał psów i futrzanych ubrań – wszystko to zapożyczył od ludów z północy… A teraz… Mógł być pierwszy…

Scott szarpnął gwałtownie linkę sanek i ze zdwo-joną siłą podążył do przodu. Według wczorajszych pomiarów, znajdowali się niespełna dwadzieścia mil od celu. Dziś powinni zakończyć podróż. Union Jack załopocze zwycięsko nad południowym czubkiem ziemi.

Spojrzał przed siebie. Tylko lodowy płaskowyż, znany już od tygodni, roztaczał wokół biel, ale w powietrzu czuło się nerwową atmosferę. Coś było nie w porządku. Przełknął z trudem ślinę i wytężył wzrok… Nie, nic nie widać. Norwegowie nie mogli jeszcze tu dotrzeć…

Nagle powietrze przeciął ostry, alarmujący krzyk Bowersa, obdarzonego najlepszym wzrokiem.

– Kapitanie!

Scott zlustrował szybko oczyma horyzont.

– Kapitanie! – powtórzył mężczyzna, wskazując coś w oddali.

Dowódca zdjął grube rękawice i wyjął z sanek lornetkę. Przyłożył szybko szkła do oczu. Ustawił ostrość i zobaczył mały, czarny punkcik na horyzoncie. Niewyraźny, niewielki, ale widoczny. Wybijający się ponad biel otoczenia.

Amundsen.

Opuścił instrument i spojrzał tępo w dal. Zapadło milczenie. Przez twarz Scotta przebiegł skurcz bólu. Patrzył przed siebie i nie mógł powstrzymać łzy, która stoczyła się po jego ogorzałej i zmęczonej twarzy. Otarł ją szybko ręką, nie mógł pozwolić by towarzysze go widzieli. Przegrał. Nie przyniesie Imperium chwały. Zawiódł wszystkich, którzy w niego wierzyli. Pomyślał o ogromnych długach, zaciągniętych na wyprawę. I o żonie. Która zawsze niechętnie puszczała go na Południe, zawsze z troską w oczach, ale ona przecież też byłaby dumna z męża.

Scott założył rękawice i ujął w ręce kije od nart. Drużyna powoli zbliżała się do celu, upragnionego ale teraz znienawidzonego. O, jakże inaczej wyobrażali sobie tę chwilę!

Niewielki, jedwabny namiot, przymocowany do śniegu kilkoma sznureczkami, długi, bambusowy kij z flagą Norwegii i z chorągiewką statku ekspedycji, wszystko to wznosiło się w miejscu, do którego Scott dążył przez lata. Biegun południowy. Podróżnicy przybyli tutaj, ale gorzko rozczarowani porażką. Sztandar zwycięzców, łopocząc nad zdobytym biegunem, był najgorszym obrazem, jaki chcieliby teraz widzieć.

Scott odpiął uprząż i zdjął narty. Zsunął z rąk rękawice i wolnym krokiem zbliżył się do namiotu Amundsena. Rozchylił zmrożone płachty. Przytulne wnętrze kryło kilka skrzyń żywności i niepotrzebne instrumenty nawigacyjne. Na wierzchu koperta, zaadresowana do Scotta… I list do króla Norwegii, w którym Amundsen zawiadamiał o zwycięstwie, prosił brytyjskiego podróżnika o doręczenie go, na wypadek katastrofy w drodze powrotnej z bieguna.

Scott chwycił papier i wyszedł na zewnątrz.

– Amundsen przybył tu czternastego grudnia. – przeczytał – prosi mnie o przekazanie jego listu do króla Haakona… – kapitan powiódł wzrokiem po twarzach towarzyszy.

Wszyscy byli zawiedzeni, ze wszystkich oczu bił smutek, wszystkie ręce drżały ze zmęczenia i zimna. Dopiero teraz Scott poczuł, jak bardzo jest wyczerpany. Chłód przenikał go do szpiku kości, przemoczona odzież zabierała całe ciepło. Od rana miał w ustach parę sucharów i kubek wrzącej, słabej zupy. Czekolada, zabrana specjalnie na tę okazję, urozmaici monotonny jadłospis… Teraz trzeba jeszcze wrócić. Trzeba się śpieszyć, żywności nie mamy dużo, do następnego składu jeszcze szmat drogi… – pomyślał Scott.

Spojrzał na flagę norweską. Podszedł do sań, wyjął zwiniętą chorągiew brytyjską i rozwiązał sznurki… Nad biegunem załopotał angielski sztandar. Słońce wyszło zza chmur i oświetliło płaskowyż na moment, kiedy dowódca uniósł wysoko do góry flagę. Wiatr zrazu powoli smagnął materiał podmuchem. Następny powiew szeroko rozwiał Union Jacka i Scott wbił go w okupiony własnymi trudami, upragniony i wyśniony biegun…

Piątka mężczyzn ustawiła się do pamiątkowej fotografii.

c.d.n…



Kategorie:Artykuły, Proza, Teksty, Źródła

Tagi: , , ,

2 replies

  1. Niesamowite!!!! Kocham to opowiadanie!!! Jest tego gdzieś więcej?!??

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: