Tadeusz Peiper – „Punkt wyjścia” [1922]

 

zwrotnica

Kraków, maj 1922

Wiek dwudziesty nie umiał przyjść na świat. Czternaście lat po swoim chrzcie embrionował jeszcze w ogonie swego poprzednika. Był cieniem jego ciała, echem jego głosu. Nie posiadał własnego oblicza, posiadał tylko własny numer: dwadzieścia.

Wprawdzie już przed wojną przepływały powietrzem Europy słowa, nabrzmiałe już od plazmy stulecia i rumiane jego krwią, jednakże brakło im wówczas: oddźwięku. Brakło chóru, który by nowe słowo wziął na usta gorące i dał mu krój swoich własnych warg. Brakło chóru, który by z tego słowa uczynił swój wyraz.

Dopiero wojna poniosła człowieka na drogi, na których miał się spotkać z duszą wieku i iść za nią: Widziana z wysokich wież przyszłości, wojna którą mamy poza sobą, była doniosłym wypadkiem także w dziedzinie uprawy ducha.

Niszczyła? Niszczyła. Ale każde jej niszczenie poprzedzone były gigantycznym aktem twórczym. Każda strata, przez nią wyrządzona, pochodziła z czynu, który był nabytkiem. Jej straszne maszyny śmierci były obietnicą przyszłych potężnych maszyn życia. Niszczyła twory cywilizacji środkami wyższej cywilizacji.

Środki te czerpane były z najgłębszego miąższu lat, w których powstawały. Na każdym z nich wygryziona była pieczęć czasu. Każdy z nich parował od potu człowieka dzisiejszego. Chodziło o życie ludzi i narodów, a życie to dawało się tern łatwiej zapewnić, im lepiej, im śmielej, im czyściej umiano wyzyskać ostatnie zdobycze wieku. Człowiek popadł w niebywałą dotąd zależność od swojego narzędzia, które ażeby być zwycięskim musiało być nowym. Walcząc z wrogiem, walczono równocześnie z dziedzictwem.

Warunki te przeorały substancję duchową człowieka i obsiały ją żelazem. Zmienił się duchowy stosunek człowieka do nowych wytworów jego dłoni, dla których nie było dotąd miejsca na wybranych płatach jego duszy. Nowoczesne narzędzie ujawniło swoją potęgę i wtopiło swoje żelazne serce w serce człowieka.

Rozgorączkowane powojnie oddziaływa na człowieka w podobnym kierunku:

Zmieniła się skóra świata.

Zrodziły się nowe państwa i nowe życie narzuci im nowe nakazy. Ich niewola woli zniknie, kiedy się zrodzi wola bytowania na najświeższych warstwach życia. Rozwód z duszą przeszłości stanie się dla nich tym bardziej naglącym, im jest trudniejszym. Walka o istnienie nakaże im wytworzyć w sobie najnowsze organa istnienia. Bakcyl nowoczesności będzie musiał stać się ich totemem.

Stare państwa otrzymały nową postać. Zmienione stosunki ich powierzchni zapoczątkują wysiłek o wyrównanie stosunku ich sił. Rozpocznie się walka o potęgę, o obfitość, o radość. Będzie wojna bez krwi. Fabryka stanie się tankiem pokoju. W zapasach tych przymierze z czasem, z naszym czasem, stanie się warunkiem zwycięstwa, a więc przykazaniem.

W mrokach rosyjskich rozgorzała idea, która choć ślepa i obłędna, cieniem swoich rozedrganych skrzydeł sięgnęła poza granice swej ojczyzny. Wpływ jej znać na życiu wszystkich społeczeństw.

Zmieniły się formy współbytowania ludzi, a następstwa tej zmiany będą musiały ogarnąć całą powierzchnię naszego życia. Dzisiejsza geologia społeczna zmierza do wytworzenia linii, które będą należały do najbardziej charakterystycznych rysów fizjonomii naszego wieku.

Rozpoczyna się nowa epoka: epoka uścisku z teraźniejszością.

To co jest istotą naszego czasu, co odróżnia go od czasu, który był, co będzie jego nazwą w historii, a co jest jego potęgą w życiu, to zbliża się dzisiaj do człowieka na odległość uścisku.

Posłuszny instynktowi życia i przetwarzając instynkt na ideę, człowiek dzisiejszy wstępuje na drogę pojednania i zbratania z tym nowym wydaniem świata, które dawno tworzyć rozpoczął a z którym dotąd zżyć się nie umiał. Przytakuje nowoczesnej scenie życia, i w ten sposób miasto staje się dla niego zaczarowaną wyspą potężnych wzruszeń. Przytakuje nowoczesnym formom współbytowania ludzi, i w ten sposób masa staje się dla niego szukanym współpracownikiem nowego piękna. Przytakuje nowoczesnym narzędziom życia, i w ten sposób maszyna staje się dla niego poetyczną czarodziejką jego rozpalonych snów. Miasto, masa, maszyna, i ich pochodne: szybkość, wynalazczość, nowość, potęga człowieka i epoki, zapasy z niebem, lot na stalowych skrzydłach, kąpiel w najświeższej wódce dnia, skok w teraz – stają się dla nas przedmiotem nieznanych uniesień.

Nowe rozkołysanie życia i idei o życiu musi udzielić się także sztuce.

Chcąc czy nie chcąc, słudzy jej będą musieli rozwalić więzienie historii i iść za dziejami, które się dzieją. Jedni uczynią to ze skłonności do współbrzmienia z otoczeniem, inni z woli odnowienia swojego rzemiosła.

Pierwsi zapragną być echem i zwierciadłem otaczającej ich treści. Dążenia czasu uczynią swoimi dążeniami. Rzeczywistość obecną jak wino przeleją w swój puchar. Miąższ wieku uczynią źródłem swoich natchnień twórczych. Ich dzieło będzie słowem, obrazem, pieśnią teraźniejszości.

Drudzy odnajdą w nowych formach życiowych pierwiastki nowych form artystycznych. Olbrzymiejące wymiary naszego życia zwiększą podziałkę ich widzeń. Zasada ścisłej konstrukcji i ekonomii środków, panująca we wszystkich gałęziach dzisiejszej twórczości, zapłodni ich poszukiwania w dziedzinie budowy. Przyspieszone tempo naszego chodu i oddechu podda im nowy rytm. Podniesiony szczyt naszej wrażliwości zmusi ich do zaostrzenia barw.

W ten sposób do jednych i do drugich, niezliczonymi i niewidzialnymi tętnicami, docierać będzie zwycięsko hemoglobina teraźniejszości.

Zwrotem ku teraz pragnie być „ZWROTNICA”

Pragnie być macicą nowej duszy. Pragnie wszyć w naszego człowieka nerw teraźniejszości. Pragnie rozognić w nim miłość do nowości, którą sam stworzył, a w stosunku do której nie umiał nie być o kilka wieków starszym. Pragnie obudzić w nim wiarę w cudotwórczą epokę, w której żyje, i niechęć do martwych epok, które żyją w nim. Z nowej duszy pragnie wyprowadzić nową sztukę. Pragnie oświetlić pierwiastki piękna, świeżo wyrosłe z miejsca, form i narzędzi nowoczesnego życia. Pragnie zaprosić artystę w świat teraźniejszości, który czeka oczu, godnych jego bogactwa. Pragnie iść za stylem naszej epoki i rzeźbić jej głowę, osadziwszy ją wprzódy na jej własnych żelaznych żebrach.

Tym pragnie być „ZWROTNICA”.

Reszta nie zależy już tylko od niej. Bądźmy więc przewidujący: „ZWROTNICA” będzie tym, czym chce być, i jeszcze czymś innym.

Czym?

 

Źródło: „Zwrotnica”, 1/1922
Ilustracja: Fernand Leger, „Le passage à niveau (état définitif)”, 1919



Kategorie:Źródła

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: