Sławomir Mrożek – „Ankieta uczuć” [1951]

socrealizm1

„To nieprawda, że jestem chory, któż powiedział, że konam? To nieprawda, po stokroć nieprawda i jeszcze dziś zaraz, natychmiast muszę powiedzieć ludziom o tym, co donosi gazeta! Niech wiedzą!”

Gazeta z dnia 13 stycznia 1945 roku donosiła o rozkazie Marszałka Stalina do wszystkich wojsk radzieckich o rozpoczęciu ofensywy na całym froncie przeciw hitlerowcom. Ludzie, którzy „mieli się dowiedzieć”, to byli więźniowie obozu koncentracyjnego w Kauferongu. Człowiekiem, który potajemnie dostał do rąk gazetę był poeta Stanisław Wygodzki, leżący wówczas na pryczy w baraku  dla umierających.

A jednak prawdziwa była jego choroba i groźba śmierci. Prawdą było i to, że chorzy, umierający więźniowie mogli na wieść o wyzwoleniu wstać, śpiewać i żyć.

Miasto, przez które przeszła wojna jest ślepe, brzydkie i smutne. Zdawało by się – jedyną jego myślą winna być troska o przydziałowy chleb, o przebitą pociskiem ścianę mieszkania, o zniszczone drewniaki. Tymczasem po przejściu czołgów z czerwoną gwiazdą – na murach miasta, obok otworów po granatach pojawiają się afisze o koncertach symfonicznych, na ulicach – ludzie płaczący z radości. Tuż po wyzwoleniu zabrakło w zmartwychwstałej Filharmonii krakowskiej partytury Szostakowicza. Dostarczono ją samolotem z Moskwy. Te samoloty przewoziły również ładunki bomb, miażdżących faszystów.

Te dwa fakty, wyjęte z albumu „Wyzwolenie” świadczą już o jego wartości i znaczeniu. Album ten, to nie tylko bogaty zbiór materiału historyczno-anegdotycznego.

Wielki pochód Armii Czerwonej w pościgu za Wehrmachtem w lecie 1944 i zimą 1945 był już wielokrotnie ilustrowany rozprawami na temat taktyki i strategii, artykułami na temat jego ogromnej doniosłości historycznej, politycznej. Nie ma chyba ani jednego człowieka w Polsce, który by nie zachował z tamtych dni wspomnień o przeżyciach tak silnych. że zapamiętanych na całe życie. Znaliśmy wszyscy tę troskę; jak wypowiedzieć, jak przekazać ogrom doznanych wzruszeń. Strategia, historia, to nie wszystko. Trzeba było dokumentu właśnie w sferze uczuć. Wiersze każdy może przeczytać, ale nie każdy może je napisać. A każdy miał przecież tyle do powiedzenia! Trzeba było dokumentu tych uczuć, jakie miał człowiek skazany na śmierć w ciemnym bunkrze i nagle uwolniony, oglądający zagładę swoich katów.

Takim dokumentem jest właśnie album „Wyzwolenie”.

Pierwszym wrażeniem jakie wywiera album jest żywiołowa siła uczuć zawartych w tych blisko 120 wypowiedziach (są to tylko wybrane spośród wypowiedzi nadesłanych na apel Min. Obrony Narodowej). Pisane są one przez ludzi pochodzących z rozmaitych dzielnic kraju, najrozmaitszych zawodów, przez kobiety i młodzież, dowódców AL-owskiej partyzantki i ludzi, którzy w r. 1945 po raz pierwszy zetknęli się ze słowem „towariszcz”. Wymowa dramatycznych zdarzeń i słów jest tak prosta, tak potężna w swoim autentyzmie, że redakcji pozostała tylko rola uporządkowania ich, nadania im odpowiedniej kolejności i podkreślenia środkami graficznymi. Wspomnienia o natarciu Czerwonej Armii jako szereg świadectw jednego i tego samego faktu, urastają właśnie do rozmiarów dokumentu. Jest to rodzaj mozaiki dającej poprzez fragmenty – krótkie, bardzo osobiste opowiadania – całość, obraz myśli i uczuć  społeczeństwa.

„Wielu ludzi czekało na wyzwolenie przez długie miesiące lub długie lata. Ja czekałem na wyzwolenie przez całe życie.” – Tak mówi warszawski murarz, Wacław Poręcki. Fakt, że zdanie to odnosi się nie do jednego człowieka, ale do wielu milionów ludzi jest przyczyną głębszych i trwalszych wzruszeń, niż można się było nawet spodziewać. Krótko mówiąc przyczyną był klasowy, sprawiedliwy sens tego, co zapoczątkowało się u nas w tamtych, pamiętnych dniach.

„Przymierałem głodem i byłem bezsilny patrząc, jak żona nie ma na chleb. Jeżeli nawet jakieś przedsiębiorstwo brało mnie do roboty, byłem pierwszym, którego spotykała redukcja.” – wspomina przedwojenne lata Poręcki.

Inny pamiętnikarz, Stanisław Kaluga, przodownik nauki: „Moje życie zaczęło się w styczniu 1945 roku, choć urodziłem się wcześniej, w lepiance wyrobnika wiejskiego, który jadał chleb tylko raz na tydzień, przy niedzieli. Nasza biedna wieś wchodziła w rachubę tylko o tyle, o ile dwór Grabińskich lub któryś z odpasionych kułaków potrzebował taniej siły najemnej.”

Właśnie ta wieś najserdeczniej przyjmowała radzieckich żołnierzy, podczas, gdy „kułackie wsie milczały posępnie i złowieszczo”. Wtedy, po raz pierwszy w życiu, płakał brodaty partyzant AL-owiec objęciach Waniuszy znad Donu, jedyny, który ocalał spośród swoich towarzyszy. Dwudziestu dziewięciu partyzantów wydali rodzimi faszyści w ręce gestapo. Dlatego teraz milczały kułackie wsie.

Stanisław Kaługa idzie na uniwersytet. Kiedyś pytał nieżyjącego ojca:

– Tato, czy ja mógłbym dalej, do gimnazjum, do szkoły?

– Nie. Nie ma żadnej szansy. A właściwie jest – jeżeli przyjdzie rewolucja.

Przyszła. I to było właśnie wyzwolenie.

Jednocześnie z opisami walk i pierwszych wolnych dni można dostrzec we wspomnieniach kształtujące się zarysy tego budownictwa, które dzisiaj kontynuujemy. Od prostych słów pierwszego piechura „Buidiet Polsza”, od salutowania przez mijające oddziały radzieckie biało-czerwonego sztandaru na rynku w Tarnobrzegu, przez pierwszy wiec i pierwszą Radę Narodową. Tak, jak to radził stary żołnierz z Kaukazu: „Wam trzeba rządzić się, jak nam. W tym siła jest.”

W czym była siła tej armii, która przyniosła wolność? Dziwna to była armia, bo przecież, jak w każdej  jak armii, broń – ze stali, śmierć – jak zawsze bolesna – a jednak niepodobna do żadnej armii świata. Na stal jej czołgu mała dziewczynka kładła kwiat, i śmierć żołnierza, choć bolesna – nie była daremna. Ta armia wiedziała, dlaczego walczy, dla jakich idei naciera. Szła na zachód, jak stalowe ostrze przebijając linie wroga. O tym, który nadawał kierunek tej strzale, często mówią autorzy albumu. Imię Stalina było wyryte na czołgach, żyło na ustach Rosjan i Polaków.

Dzięki odpowiedniemu zestawieniu, poszczególne wspomnienia, ich treść na pozór chaotyczna uzyskują dramatyczny układ. Lektura odpowiada kolejności natarć Czerwonej Armii. Lubelskie, Kraków, Warszawa, Śląsk, wreszcie cel, o którym zawsze wspominali spieszący na zachód radzieccy żołnierze – Berlin. Wierszem „Czerwona Armia” Lucjana Szenwalda, jak pomnikiem na cokole, zamyka się ta „ankieta uczuć”.

Pod względem graficznym album został opracowany bardzo starannie. Każdy tekst ozdobiony jest ilustracją, inicjałem i przerywnikami wykonanymi przez siedemnastu artystów-plastyków.

Źródło: „Życie Literackie”, 13/1951

 



Kategorie:Artykuły, Źródła

Tagi: , , ,

2 replies

  1. Pierwszy raz czytam takie… dobre słowa o Stalinie. Brzmią mi… dziwnie, choć staram się pojąć co czuli wtedy ludzie tamtych lat… nie jest to proste, bo znamy już co było dalej…

    • Nie dalej – przedtem. Stalinowi wtedy, gdy 21-letni Sławek Mrożek wypisywał te słowa, zostały już tylko 2 lata życia, a swoje największe zbrodnie miał już dawno za sobą. Przypomnijmy tylko że młody Mrożek pisze to 11 lat po Katyniu. Czy mógł o tym wszystkim nie wiedzieć? Szczerze wątpię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: