Jerzy Andrzejewski – „Uwagi o młodości” [1937]

andrzejewski

Literatura rzadko kiedy kładzie wieńce chwały na skronie młodzieńców. Wprawdzie Grecy zaklęli swego boga poezji w kształt młodego i promiennego mężczyzny. Wprawdzie dziewięć muz otaczających Apolla oddychało wieczną młodością. Ale ta sama starożytność przynosi nam ze swojej głębokości postać ślepego starca, który wyśpiewał dzieje wojny trojańskiej i wędrówek Odyseusza.

Cóż bardziej wzruszającego nad ten obraz! Człowiek o barkach przygniecionych ciężarem lat i oczach nieczułych już na urok dnia i nocy składa pokorny i tryumfalny hołd sztuce, która nie zna ludzkiej miary czasu, zawsze pozostając młodą. Ileż dni musiał przeżyć Homer, jak wiele ziem przebiec, ile żywych twarzy i głosów w pamięci zachować, aby z harmonijnych strof zbudować świat do dzisiaj żywy, podczas gdy jego pierwowzór od wieków rozpadł się w gruzy.

Czyn – ten zawsze w legendach należał do młodych. Prometeusz niosący ludziom ogień życia, Ikar dosięgający w zuchwałym locie słońca, awanturniczy Jazon, zdobywca złotego runa, Achilles szybkonogi wszyscy przemierzali swoje bohaterskie drogi stopami młodymi i dumnymi. Jednak pieśni o śladach, jakie wyryli na Ziemi i w sercach, były dziełem dojrzałych tragików i poetów. Młodzi czują młodość. Niosą w bystrych oczach jej siłę, a w zdobywczych ramionach burzę jej rozpędu. Ale ognisty nurt młodości, który od wieków przepływa przez życie i targa zmurszałymi formami i raz po raz uderza żarliwym niepokojem, któż ów nurt pełen tajemnic może zrozumieć, jeśli nie ten przede wszystkim, kto własną młodość ma poza sobą?

Źródłem sztuki jest świadomy wysiłek zrozumienia całości życia. Jacques Maritain, jeden z najwybitniejszych myślicieli współczesnej Francji katolickiej, w swojej książce „Sztuka i mądrość” określa, że „sztuka należy przede wszystkim do porządku intelektualnego”. Jean Cocteau w „Wezwaniu do ładu” nazywa formę „nie sposobem wypowiedzenia rzeczy, lecz sposobem ich myślenia”.

I oto młodość spragniona szybkiego zwycięstwa staje przed drzwiami, które są zamknięte i których nie można zdeptać. Bunt i gniew każą bić w przeszkodę. Ileż mamy w literaturze tragicznych ech tych łomotań. Ile wierszy ocieka krwią z poranionych dłoni. W ilu słowach rzuconych w rozterce tętni i dygoce zdławiony okrzyk wyznania. Młodość, to jakby przyśpieszony taniec w ciemnościach nocy, pod niebem, na którym ruch gwiazd wypisuje ostrzeżenie. Tu nie ma nadziei.

Nielicznym tylko udaje się uchylić zaparte drzwi. Zaledwie pełnoletni twórca „lrydiona” i „Nieboskiej”, czy Artur Rimbaud, który w dziewiętnastym roku życia zakończył całą swoją genialną twórczość – podobnych nie ma wielu. Są to wyjątkowi wybrańcy, owi szczęśliwi i tragiczni kochankowie bogów, którzy swój przedwczesny wybuch muszą później okupić obniżeniem lotu, albo milczeniem. Jeśli zaś w licznych młodzieńczych dziełach widzimy wielkość autorów, to często dlatego, że prawdziwie wielkimi stali się ci pisarze w dziełach późniejszych. Mogą więc być dla nas wielkie „Ballady i romanse” młodego Mickiewicza, ale w świetle „Dziadów” i „Pana Tadeusza”, tak jak „Kordian” nabiera właściwego wyrazu w porównaniu z „Księdzem Markiem” czy „Beniowskim”, a „Cierpienia młodego Wertera” uwypuklają się na tle „Fausta”.

W prozie zauważymy jeszcze wyraźniejsze przesunięcie pełnych lat twórczych na okres późniejszy w życiu pisarza. Jeśli weźmiemy wielkich prozaików, jak Balzac, Flaubert, Dostojewski, Tołstoj, Conrad, Hamsun czy Tomasz Mann – zobaczymy, że wielu z nich w ogóle zaczęło pisać późno, a wszyscy dopiero w pełni sił męskich wydali dzieła najdoskonalsze. Eugenia Grandet, Pani Bovary, Zbrodnia i kara, Wojna i pokój, Lord Jim, Błogosławieństwo ziemi, Czarodziejska góra – żadne z tych arcydzieł nie wyszło spod pióra młodzieńczego.

A u nas? Orzeszkowa, jako autorka „Chama” i „Nad Niemnem” dobiegała pięćdziesiątki. Prus napisał „Placówkę” w trzydziestym siódmym roku życia, a „Lalkę” w pięćdziesiątym. Trzydziestoośmioletni Sienkiewicz stworzył „Ogniem i mieczem”. Reymont miał czterdzieści lat, gdy kończył „Chłopów”. Dygasiński dopiero po czterdziestce wystąpił z pierwszymi opowiadaniami. „Syzyfowe prace” Żeromskiego były utworem trzydziestoczteroletniego mężczyzny, a „Popioły” – czterdziestoletniego.

Ujmując więc sprawę w pewien schemat, można stwierdzić, że w twórczości prozaika czterdziestka tworzy dolną granicę szczytowego okresu. W pisarzu dokonuje się proces wewnętrznego skupienia wszystkich sił. Instynkt ładu przezwycięża nieporządek. Trudności, przeszkody, chwile zwątpienia – te nie znikają. Jeśli bowiem można w sensie moralnym mierzyć czymkolwiek wielkość pisarza, to chyba w pierwszym rzędzie napięciem walki, jaką stacza o siebie samego i o swoje dzieła. Ale walka tego okresu ma już odmienny gatunek od walk młodzieńczych. Jeśli przyrównywało się młodość do tańca przyspieszonego, wiek dojrzały byłby tańcem zwolnionym i choć często również w nocy, to w każdym razie tańcem dość uroczystym i skupionym, aby myśl mogła objąć hierarchię ludzkich spraw.

Młodość jest tylko poszukiwaniem, głodem, ślepą zachłannością, kłębkiem instynktów. Jest pychą. Pierwsza miłość przekształca nieraz chłopca w młodzieńca. Ale dopiero pokora wprowadza go w wiek dojrzałości. Ta pokora, która Mickiewiczowi w roku przełomowym dla jego twórczości, wyrwała słowa:

Kiedy rozumne, gromowładne czoło
Zgiąłem przed Panem, jak chmurę przed słońcem:
Pan je wzniósł w niebo. jako tęczy koło
i umalował promieni tysiącem.

Panie! mą pychę duch pokory wzniecił;
Choć górnie błyszczy na niebios błękicie,
Panie! jam blaskiem nie swoim zaświecił ,
Mój blask jest słabe Twych blasków odbicie!

Ale droga do tej mądrości jest długa. Jeśli ją kto skraca – siła przeżyć zastępuje czas. Musi ją jednak odbyć każdy młody pisarz, jeśli chce zostać naprawdę pisarzem. Młodzieńcze utwory są dopiero pierwszymi krokami w tej wędrówce. I jak każdym początkowym poczynaniom, grozi im tysiąc zasadzek, tysiąc niebezpieczeństw, z których autor zdaje sobie sprawę wówczas dopiero, gdy je sam przeżyje i własnym doświadczeniem zgłębi.

Wielkość sztuki między innymi i na tym polega, że dla szczerego twórcy nie istnieją doświadczenia innych. Tu trzeba wszystkiego doświadczyć samemu, jest to praca jakby od samego początku. Powolne wykluwanie się z chaosu własnego świata. Urabianie go uporczywe i nieprzerwane. Tak jak dziecka uczącego się chodzić nie uchroni od upadków i guzów przykład starszego rodzeństwa, tak i młodego pisarza nie ocalą od potknięć doświadczenia poprzedników.

Weźmy konkretny przykład. Od wielu lat znakomity krytyk Karol Irzykowski w licznych artykułach i recenzjach zwalcza przerost autobiografizmu, tak jaskrawo obciążający naszą najmłodszą prozę. Każda myśl Irzykowskiego w tej sprawie jest w stu procentach słuszna. Tę słuszność uznaje również niejeden z tych młodych pisarzy, których książki wiele elementów autobiograficznych zawierają.

Ale… Właśnie to ale. Racja Irzykowskiego pozostaje racją obiektywną, jednak młody pisarz nie zawsze jest w stanie podciągnąć się do tej racji. Ta racja przerasta jego doświadczenie, jego siły, nie dociera do dostępnego mu w tym okresie materiału. Nie mam bynajmniej zamiaru bronić autobiografizmu. Przeciwnie. Reportaż o samym sobie, o swoich przeżyciach, katalogowanie autentycznych wypadków, niemożność oderwania się od napotkanych wzorków, myślenie według schematu ograniczonego swoim własnym ja – to wszystko jest niemowlęctwem literackim. Nieraz być może wzruszającym, lecz tym niemniej niemowlęctwem.

Często jednak młody pisarz musi przejść przez to niemowlęctwo. W sztuce zawsze dużą rolę odgrywa moment wyznania. Conrad tak pisze w przedmowie do „Wspomnień” – „…powieściopisarz żyje w swym dziele. Tkwi w nim jako jedyna rzeczywistość wymyślonego świata, wśród urojonych rzeczy, wydarzeń i ludzi. Pisząc o nich, pisze jedynie o samym sobie”. A Mauriac stwierdza w „Bogu i Mamonie”, że „nawet najsubtelniejszy artysta, gdy mówi o innych, w rzeczywistości interesuje się sobą”.

Tylko dojrzały artysta, ogarniający całość życia, umie to osobiste wyznanie zamaskować. Potrafi, używając jeszcze raz określenia Conrada, pozostać „poza zasłoną”. Element osobisty tworzy wówczas treść dzieła, nie jego temat.

Tymczasem niedojrzałość artystyczna i duchowa nie mogą sobie na to pozwolić, Jeśli przyjmiemy, że pisarz jest jednostką o wrażliwości silniejszej, niż przeciętna, ujrzymy wówczas, że to co jest jego siłą, staje się równocześnie w młodości jego klęską. Młody pisarz zatrzymuje się na swoich przeżyciach, ponieważ silnie na nie reaguje. Własne reakcje są pierwszym dostępnym mu materiałem. Oto odkrycie Ameryki!

Otwiera się przed młodym człowiekiem ląd, na który zdawałoby się można wejść pewną stopą. Ale ta ziemia nie jest łatwa do zdobycia. Ledwie się na niej tryumfalnie wyląduje, a już wyrasta przed wędrowcem mroczna dżungla. Czyż pomogą jednak głosy ostrzegawcze: Nie wchodź tam, zabłądzisz, zagubisz się! Zuchwały śmiałek pozdrowi te wezwania lekceważącym skinieniem i niecierpliwy, szybkim krokiem podąży w tajemniczą głąb. Z tą chwilą los jego jest już rzucony.

Podróży w głąb siebie nie kończy się według swojej woli. Nie można wycofać się w pierwszej godzinie znużenia i zniechęcenia. To te niezmierzone obszary, przestrzenie o niewidocznych granicach zaczynają teraz nad człowiekiem panować. One dyktują nieustanny marsz dalej, zmieniając radość poszukiwań w cierpienie odkryć coraz to nowych.

„Cóż znaczy, że gdzieś na świecie toczy się ogromne życie, że każda sekunda pęka pod naporem tysiącznych spraw! Cóż znaczy czyjeś cierpienie, czyjaś radość, czyjś niepokój, gdy oto jak Narcyz pochylam się nad wodą, ale jej mroczna i zmienna fala nie chce przyjąć mojej twarzy”.

Z takiego wołania zagubionych rodzi się literatura sekretna, literatura czterech ścian, książki samotnego samoudręczenia, spowiedzi tym boleśniejsze, iż skazane na szybką zagładę. Ślady nie dość głębokie, aby ich Życie nie zatarło.

A dalej? Dzieje każdego są inne. Przecież przychodzi wreszcie dla wielu młodych wędrowców wspólna chwila, kiedy długa droga wśród nocy zaprowadzi do miejsca, z którego kiedyś wyruszyło się na poszukiwania. Odnajdzie się wówczas nad ranem krajobraz dawniej przeoczony: ogromny ocean i słońce, a przy brzegu okręt, który cierpliwie z rozwiniętymi żaglami oczekiwał godziny naszego powrotu.

 

Źródło: „Prosto z Mostu”, 48/1937



Kategorie:Artykuły, Źródła

Tagi: , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: