Stanisław August Poniatowski – „Potret króla” [1756]

ddwneg1608

Cesarzowa Elżbieta w tak dziecinnéj prawie zależności trzymała swego siostrzeńca, że tenże musiał ją prosić o osobne pozwolenie, ażeby wolno było Hornowi i mnie przybyć do Oranienbaum. Z jednéj strony cieszyłem się niewymownie, iż będę tam mógł te dwa dni przepędzić; z drugiéj za to musiałem być tem ostrożniejszy, będąc bardziéj wystawiony na śledcze oko szpiegów, których cesarzowa utrzymywała na naszym dworze.

Nigdy nie miałem większej łatwości zbliżenia się do w. księżnej i zabawienia się jéj rozmową; zaczęliśmy pomiędzy innemi rozmawiać o pamiętnikach pisanych przez Grande Mademoiselle i o portretach, umieszczonych przez nią na końcu tych pamiętników; a gdy w. księżna wynurzyła chęć posiadania mojego portretu, postanowiłem napisać go. Umieszczam go tutaj tak, jak go napisałem wówczas w r. 1756, nic nie odmieniając. W r. 1760 odczytałem go powtórnie i dodałem kilka wierszy, umieszczonych na końcu pod tą datą. W dalszym ciągu tych pamiętników wyznam otwarcie czytelnikowi, jakie zmiany zaszły w skutek czasu i okoliczności w mem usposobieniu; gdyż sądzę, że chociaż niedokładnie, to tyle przecież znam samego siebie, że zdołam te zmiany ocenić.

„Tyle się naczytałem rozmaitych portretów, że wreszcie i mnie wzięła ochota napisania swego własnego. Byłbym zupełnie zadowolniony z mojej postaci, gdybym mógł być choć o jeden cal wyższy; gdybym miał nogę kształtniejszą, nos mniejszy, biodra niższe, wzrok bystrzejszy i trochę większe zęby. Nie mówię, żebym się wówczas sądził być bardzo pięknym; lecz nie pragnąłbym niczego więcej, gdyż sądzę, że mam twarz pełną wyrazu i szlachetności, ruchy pełne wdzięku, ułożenie poważne i odznaczające mnie pomiędzy innemi osobami. Często przecież z powodu mego krótkiego wzroku, wydaję się być ponury i zakłopotany; lecz prędko odzyskuję zwykłą swobodę i wtedy często staję się zbyt zaufany w swoje siły moralne. Odebrałem jak najstaranniejsze wychowanie, które nie mało się przyczyniło do rozwinięcia wszystkich moich dobrych przymiotów i talentów. Potrafię bez wysilenia utrzymywać każdą rozmowę, lecz nie zawsze i nie na długo zdołam nią kierować, chyba że me uczucia grają w niej jaką rolę, lub szczególne upodobanie, jakiem mnie natura obdarzyła do wszystkiego, co ma jaki związek ze sztukami pięknemi.

Spostrzegam prędko każdą śmieszność i fałsz wszelkiego rodzaju, jako też wady ludzi i często zbyt skwapliwie daję im to uczuć. Mam nieprzezwyciężony wstręt do złego towarzystwa. Znaczny zaród lenistwa nie dozwolił mi należycie rozwinąć mych talentów i zużytkować nabytych wiadomości. Pracuję tylko wtedy, gdy czuję się usposobiony do pracy. Pracuję albo wiele, albo wcale nic. Co do prowadzenia interesów, przeszkadza mi w nich zbytnia otwartość, pośpiech, w skutek czego często za daleko się zapędzam. Osądzę trafnie każdą sprawę, pod mój sąd oddaną, dostrzegę natychmiast wszystkich błędów w niej popełnionych, lecz czuję, że sam równie bym postąpił, gdybym nie szedł za radą kogoś rozważniejszego i doświadczonego.

Jestem nadzwyczaj wrażliwy, lecz łatwiej poddaję się smutkowi, niż radości; i często upadłbym pod ciężkiem brzemieniem tego pierwszego, gdyby mi nie dodawało siły wewnętrzne przekonanie, czyli raczej przeczucie, iż będę jeszcze w tem życiu bardzo szczęśliwy. Z urodzenia obdarzony wybujałą i rozognioną wyobrażnią, gotów jestem do wszelkich poświęceń dla dobra ojczyzny i pozyskania sławy, i to był główny cel mego całego życia i wszystkich czynności. Do kobiet nie czułem wielkiego popędu. Zawiązałem kilka miłosnych intryg, nie żebym tego czuł prawdziwą potrzebę jak raczej, że nie chciałem odróżniać się od drugich. Nareszcie poznałem, co to jest miłość i kocham z taką namiętnością, że gdybym miał doznać zawodu, czułbym się najnieszczęśliwszym z ludzi i zniechęciłbym się do wszystkiego.

Obowiązki przyjaźni są dla mnie święte i posuwam się czasem w tym względzie bardzo daleko. Chociażby mi się przyjaciel przeniewierzył, gotów jestem do wszelkich ofiar, byle tylko z nim nie zrywać przyjaźni; i chociaż mnie jak najbardziej obrazi, nie zapominam nigdy doznanych od niego dobrodziejstw. Sądzę, iż jestem bardzo dobrym przyjacielem. Prawda, że bardzo mało mam poufalszych przyjaciół, chociaż niezmiernie wysoko cenię każdą wyświadczoną sobie przysługę. Chociaż bardzo skory do roztrząsania wad mych bliźnich, bardzo chętnie uniewinniam ich; gdyż nie raz przekonałem się, że można się mieć za bardzo cnotliwego, a rozebrawszy pilnie wszystkie swe skłonności, znajdzie się pomiędzy niemi mnóstwo takich, któreby przy nadarzonéj sposobności mogły nas unieść do największych zbrodni, gdybyśmy ich wszelkiemi siłami nie pokonywali. Chętnie udzielam tego, co posiadam; skępstwa nienawidzę, lecz nie umiem się dobrze rządzić. Powierzonej mi tajemnicy dochowam daleko skrypulatniéj, niż swej własnéj. Cudze cierpienie obudza we mnie współczucie.

Tak lubię być kochanym i chwalonym, że gdyby nie obawa śmieszności i ciągłe stykanie się z podobnymi ludźmi, byłbym nadzwyczajnie próżnym.

Kłamstwa nienawidzę z zasady i przez wrodzony wstręt do wszystkiego, co nie jest prawdą. Nie jestem tak nazwanym świętoszkiem i nie lubię ich nawet; lecz wierzę w wszechmocność Boga i modlę się często do niego z tą błogą nadzieją, że Ten, który jest źródłem niewyczerpanej dobroci, wysłucha modlitwy skruszonego grzesznika. Kocham także szczerze ojca i matkę, nie tylko z poczucia obowiązku, lecz z wrodzonego popędu. Nie jestem mściwy; gniew mój prędko się uspakaja i chociaż w pierwszem uniesieniu powezmę zamiar pomsty, nigdy go przecież nie wykonam. Często przebaczam nie tak z wspaniałomyślności, jak raczej ze słabości charakteru, i lękam się mocno, żeby ta wada nie była mi kiedyś przeszkodą w wykonywaniu dzieł przedsięwziętych. Lubię pogrążać się w myślach; a ponieważ mam żywą wyobraźnię, mogę więc obejść się w samotności nawet i bez książki, szczególniéj od czasu, jak się zakochałem” (r. 1756).

„Obecnie muszę jeszcze dodać, że nie lubię odstępować od raz powziętego zamiaru i że pilnie zważając na siebie, doszedłem, że od czasu, jak przeżyłem trzy lata pomiędzy zazdrosnymi ludźmi, którzy mi w każdym kroku starali się szkodzić, stałem się daleko cierpliwszym. Nie wiem, czy to pochodzi z wyczerpania się pewnéj dozy żółci, czy też, że gorzéj już mi nie będzie, jak mi było. Jeżeli będę jeszcze kiedy sam szczęśliwy, chciałbym, żeby wszyscy również mogli używać szczęścia., aby moje szczęście żalu w drugich nie wzbudzało” (r. 1760).

Źródło: „Pamiętniki Stanisława Augusta Poniatowskiego: króla polskiego i jego korespondencye z cesarzową Katarzyną II.”, Poznań 1862

Ilustracja: Marcello Baciarelli, „Portret Stanisława Augusta w kapeluszu z piórami”, ok. 1780, Muzeum Narodowe w Warszawie



Kategorie:Historia, Pamiętniki, Źródła

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: