Oskar Miłosz – „Talita Cumi” [1934]

380px-MilašiusOskaras

Znam Ciebie już od kilku dziesiątków lat, na ziemi zawieszonej w ciszy
Dziecko przeznaczenia; twój obraz ubogi
Jest zawsze pierwszym obrazem w jasności przebudzeń nad ranem
Kiedy śledząc Kosmos w jego niemym locie
Nagle czuję że wzrasta we mnie świat
Wielki, przez pustkę tych dni przeciągany.

Jestem wtedy jak wieniec płonący na rzece wśród letniej nocy
I pod ręką mam klucz słoneczny, który otwiera Byty mgłą życia rozjarzone.
Jedno słowu i w tym kraju prawdziwym, gdzie jest mi dany niejeden sługa błyszczący
Ukażą mi się formy inne niż twoja, ziarno piasku, przez pamięć niesione.
Lecz czyż nie kochałem Ciebie, z pokory, w tej tak krótkiej wędrówce dni?
Odejdę wkrótce. O połowo serca, połowa serca rzucona w błoto, w chłód i deszcz i noc miasta!

O moja ugłaskana, której grozi zima!
Słuchaj mnie. Otwórz w sobie to, czego nie znasz, choć w tobie spoczywa
I staraj się, cokolwiek by się stało, staraj się zachować w malutkiej swojej pamięci
Radę tego, który dojrzał z pokrzywą w długim, burzliwym lesie goryczy:
Pracuj!
Nie kuś straszliwego króla życia, bóstwa w ruchu
nieubłaganym dróg świata, posągu na wozie dla rozedrganej ulicy.
Pracuj dziecko! Bo masz żyć jeszcze długo
A ja nie chciałbym uciec z tych galer ogłuszających wrzawą
Z obrazem tego, czym będziesz pewnego dnia:
Maleńkie dziecko, które nagle stało się maleńką staruszką
Z gorzką bielą włosów pod szalem, na jakimś czarnym, wychudłem przedmieściu
Na brzegu rzeki ogromnej, która szumiąc, bez ustanku gna
Staruszką ze skrzynią przerażenia
na plecach, siostrą wilgotnych kamieni i wielkich, wielkich nagich drzew.

Oszczędź mi tego. Gdyż będę rozpaczliwie nieobecny, wskrzeszony na wieki
W jednym z dwóch Królestw, nie wiem, którym, ciemnym
Boję się bardzo, bo jest we mnie coś, co płonie ogniem złym
Ogniem już osądzonym, ogniem nikczemnym.
I powiadam ci, wróblu żałosny, będziesz sama w tym życiu okrutnym
Jak o świcie skąpym i bladym czerwony sygnał na Sekwanie.
Nie wiem już kto zabił moje serce: ale czyż ono umierając
Nie dało kościom moim swej żałobnej władzy, jaką jest współczuwanie?
Dziecko!
Jest to ból, jakiego nie można wyrazić. Człowiek dotknięty ta nocną udręką
Cierpi, wszechwiedzący i niemy, z głazami fundamentów w pleśni wielkiej ciemności.
Wiem że to On, On którego imię tajemne jest:
Oddzielony od Siebie samego
Cierpi w nas; i kiedy nareszcie przeminie
Noc bez kwiatów, bez luster, bez harf, noc tego życia, śpiew
Zemsty, śpiew wszystkich jutrzenek dzieciństwa
Rozbije się w nas jak kryształ poranku
W krzyku skrzydlatych, na leżącej w rosach dolinie.

Tak. Wiem to. Ale biedny obraz twego życia w samotnej przyszłości –
tego nie mogę znieść. To naprawdę trwoga owada we mnie
To krzyk owada w głębi mnie
Krzyk pod prochami serca.

Z upoważnienia autora tłumaczył Czesław Miłosz

Źródło: „Żagary”, 3/1934



Kategorie:Poezja, Poezja, Poezja, Poezja, Poezja, Źródła

Tagi: , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: