„Powstanie w Polsce” [1863]

Kosy1863

„Z otrzymanych dotąd wiadomości możemy już na pewne wnosić, że ruchy dzisiejsze w Królewstwie Kongresowem nie są li biernym oporem stawianym przez samych poborowych, jak je nieprzyjazne dzienniki i urzędowe doniesienia przedstawiały, ale powstaniem narodowém, podjętém przez wszystkie klasy dla wywalczenia niepodległości ojczyzny. Pod Mińskiem, w Błoniu, około Sierocka, Pułtuska, w lasach Nasielskich, w Ostrołęce, w okolicach Brześcia-Litewskiego, Sterdzina, Białypodlaskiéj, Gockowa, pod Modlinem, Gostyniem i w kilkunastu innych miejscach po prawym i lewym brzegu Wisły, zebrały się oddziały powstańców liczące po 1000 ludzi i więcéj. Że powstanie ogarnęło cały kraj świadczą poprzecinane komunikacye telegraficzne pomiędzy Warszawą a Białystokiem, Kownem z jednéj strony, a Krakowem, Kaliszem, Toruniem z drugiéj strony. Na kolei Warszawsko-Petersbuskiéj zniszczono nie tylko most na Bugu, ale 30 wiorstw kolei. Również zerwano koléj na drodze Warszawsko-Mysłowickiéj. W Warszawie, pod Płockiem, Płońskiem, Radzynem, w okolicach Siedlec, pod Suraziem; a następnie pod Raciążem Mogielnicą, Tykocinem, Lubartowem, Tomaszowem przyszło do krwawych starć. Kielce i Piotrków zdobyte zostały przez powstańców. Moskale sami przyznają, że odparci byli w potyczkach pod Suraziem, Kozienicami i Tomaszowem.

Sprawa powstańców nie musi stać źle, skoro W. Ks. Konstanty zażądał 50,000 posiłków. Lubo w Warszawie według doniesień petersburskich, ruch podjęty nie miał powodzenia, jednakże gdy cały kraj zostaje w ręku powstańców, załoga kilkadziesiąttysięczna Moskali w stolicy znajduje się w oblężeniu, i jeżeli nie otrzyma dowozów żywności ani posiłków z głębi Rosyi, może być wkrótce do kapitulowania zmuszona. Jedna tylko okoliczność nie jest pocieszająca, że dotąd żaden oddział wojska rosyjskiego nie przeszedł na stronę powstańców. Lecz wieści, jakoby warszawscy akademicy i włościanie nie mieli wziąść udziału w powstaniu, okazały się być fałszywémi. Korespondenci z Ks. Poznańskiego zaręczają, że pod bronią stanęło 50,000 powstańców, i że zorganizowano znaczną ilość kawaleryi. Wydano także manifest ogłaszający nie tylko bezwarunkowe uwłoszczenie włościan, ale obiecujący tym, co ziemi nie posiadają, wydzielenie gruntów z dóbr narodowych.

Powyższe wiadomości czerpane z telegramów rządowych, są zbyt skąpe i niewiarogodne abyśmy na nich pewne wnioski budować mogli. Szczegółowe ich opisy jeszcze nie nadeszły. Korespondenci nasi zapewne mają w dzisiejszych okolicznościach ważniejsze obowiązki do spełnienia, jak pisać sprawozdania. Jednakże doszły nas z pewnego źródła wiadomości, że dnia 21 go Stycznia b. r . wyszły z Warszawy rozkazy do ogólnego powstania. Rozkazy te miał wydać nie Komitet Centralny, ale Rząd Narodowy. Komitet Centralny miał się rozwiązać w skutku braku zgody na bezzwłoczne powstanie. Mieli bydź tacy, którzy ogólny wybuch pragnęli odłożyć do wiosny.

Wszystkiego prędzej spodziewaliśmy się aniżeli znalezienia się w dzisiejszym położeniu, w którém zamiast mieć czynny udział w walce o niepodległość jesteśmy zmuszeni pełnić niewdzięczną powinność donoszenia o wybuchu powstania i jego dziesięciodniowych kolejach czytelnikom za granicą, którzy tak samo jak my należąc do stronnictwa ruchu i gotowi będąc na każde zawołanie kraju poświęcić życie za ojczyznę, niczego bardziéj nie pragnęli jak stanąć w pierwszej linii bojowéj do walki z wrogami. Oczekiwania emigracyjne w tym względzie opierały się na silnem poczuciu gotowości oddania usług ojczyznie i na rozsądném przypuszczeniu, że kraj postanowiwszy własnémi siłami wywalczyć swoją niepodległość, uzna potrzebę zorganizowania i połączenia wszystkich sił i spółczesnego powołania ich do walki.

Ale inaczéj się stało. Oznaczenie chwili do podniesienia chorągwi powstania, nie zależało jedynie od patryotów w kraju. I wróg mógł wyzwać naród polski do walki, przykładając mu nóż do gardła i wymierzając taki cios śmiertelny przeciw niemu, że poddanie mu się bierne, byłoby niepowetowaną klęską dla kraju połączoną ze sromotą, a odparcie go mogło doprowadzić do zbawienia ojczyzny i uświetnić dzieje Polski czynami bezprzykładnego heroizmu. I rzeczywiście hasło do dzisiéjszego powstania dał rząd moskiewski, wprowadzając w wykonanie wymyślony przez markiza Wielopolskiego szatański projekt poboru, którego celem było wywieźć z Polski i zapędzić w głąb Azyi kilkanaście tysięcy najpatryotyczniejszéj, najdzielniejszéj młodzieży i zniszczyć kadry przyszłej armii powstańczej.

Wszyscy umiarkowani, publicyści krajowi i niektórzy kierownicy ruchu nadaremnie silili się wmówić w wybrane przez tyrana zdradzieckiego ofiary, że służba w szeregach najezdniczych była wznioślejszém i zbawienniejszém dla ojczyzny poświęceniem od śmierci w walce z wrogami. Lud zdrowym instynktem uczuł, że cios wymierzony na usunięcie z kraju tych, w których sercach miłość ojczyzny najsilniéj pałała, i którzy byli gotowi oddać życie na każde jéj zawołanie był ciosem ostatecznie zadanym saméj ojczyznie; odrzucił błahe rozumowania kierowników ruchu i opinii, jako zgubne dla kraju i niegodne mężów walecznego Narodu, i przyjął wezwanie do walki dane przez wroga, pomimo niedostatecznych przygotowań, nie dokończonych porozumień ze sprzymierzeńcami, spóźnionego dowozu broni, sądząc, że to wszystko potrafi nagrodzić heroizm, któremu prawo do początkowania nikt nie mógł zaprzeczyć, i który musiał cały naród i wszystkie jego warstwy pociągnąć za sobą i od razu zdobyć uwielbienie całego świata i moralne poparcie jego opinii dla sprawy narodowej.

I tak się téż stało. Lud nie omylił się w swoich przeczuciach i oczekiwaniach. Znaleźli się ludzie, którzy uznali potrzebę poparcia heroizmu kilkudziesiąt tysięcy bohaterów, poruszeniem pospolitém całego narodu, zaimprowizowali natychmiast władze, ustanowili rząd narodowy i rozesłali wici po całym kraju do podniesienia powstania. Heroizm poborowych udzielił się wszystkim stanom i klasom społeczeństwa polskiego. Jeżeli mamy wierzyć doniesieniom petersburskim, to jedni tylko wielcy właściciele ziemscy nie przystąpili do powstania i stanowią smutny wyjątek. Ogłoszenie stanu oblężenia w Grodnie, Kownie i na Podolu okazuje, że mieszkańców Krajów Zabranych owładnęła także niecierpliwość wzięcia udział w walce. W zaborze pruskim i austryackim równie jak w całéj Emigracyi rwą się wszyscy do niesienia pomocy powstaniu Królewstwa Kongresowego. Dzienniki krajowe, które w początkach dla powstrzymania zapału narodowego propagowały jakąś dziwną i nieznaną najszlachetniejszej naturze ludzkiej rezygnacyą i wymyślali nową moralną potęgę i cnotę zupełnie przeciwną tym, któreśmy pod męztwém, bohaterstwem, poświęceniém życia rozumieli i wychodzącą na szkodliwą doktrynę, że lepiej żyć w niewoli, jak umierać za wolność – zmieniły ton i zaczynają już wierzyć w nieubłaganą loikę faktów, zdają kierunek sprawy na Opatrzność przypuszczają, że zapał i poświęcenie narodu może cudów dokazać i niemożebność zamienić na rzeczywistość.

Żaden Komitet, jawny lub tajny, złożony z najpopularniejszych lub całkiem nieznanych ludzi, nie mógł wydać tak rozgłośnego, spółcześnie wszystkich zawiadamiającego i do bezzwłocznego usłuchania naglącego hasła do powstania, jak wystąpienie rzeczywiste do Walki na raz na wszystkieh punktach ziemi polskiéj kilkudziesiąt tysięcy bohatérów, ożywionych jednem i tém samém postanowieniem poniesienia raczéj śmierci, aniżeli oddania się w ręce Moskali. I opinia publiczna téż zagranicą nie dała się wprowadzić w błąd przez potwarze i kłamliwe telegramy petersburskie, ale zdrowym swym zmysłem umiała od razu odgadnąć prawdziwy charakter dzisiejszego polskiego powstania, i uznała je za narodowe, konieczne, heroiczne, uwielbienia godne. Gdyby wyzwanie do walki wyszło było od Komitetu, to opinia publiczna mogłaby ją, pomimo największej jednomyślności narodu i najdojrzalszych przygotowań się jego do podjęcia jéj ze skutkiem, uważać za niewczesną, szaloną, nierozważną, burzącą, anarchiczną. Nieprzyjaciele sprawy naszéj znaleźliby łatwą sposobność spotwarzania takiego ruchu.

Ale że rząd Moskiewski wyzwał dziś Naród Polski do Walki, a Naród Polski podjął rękawicę z bezprzykładnym heroizmem i nie zważając ani na jego przewagę, ani na swoją bezbronność postanowił z nim stoczyć walkę na śmierć, to oburzenie całej Europy obróciło się przeciw Moskwie, a oklaski uwielbienia jednomyślnego dostały się Polakom. Dołóżmy więc wszystkich starań, aby dzieło tak heroicznie rozpoczęte, z uwielbieniem przez cały świat powitane do pomyślnego doprowadzić skutku. Nie ma ani chwili do stracenia. Każdy kto może niech spieszy w pomoc bohatérom co wystąpili do walki w piérwszéj linii bojowej.

Zbytecznem byłoby zagrzewać ogół Emigracyi do obowiązku. Na wiadomość o wybuchu powstania, zewsząd emigranci polscy jak jeden zawołali: Idźmy do kraju! Idzie tylko o środki, aby to jednomyślne i wzniosłe postanowienie wykonać. Dla tego odzywamy się do braci zamożniejszych, aby złożyli natychmiast ofiary pieniężne, stosownie do majątku, na ołtarzu Ojczyzny. Lord Palmerston i inni mężowie stanu w Anglii niedawno oświadczyli, że własność, która nie poczuwa się do obowiązku nadzwyczajnych ofiar w nadzwyczajnych potrzebach ojczyzny, naraża się na utratę nie tylko swego wpływu w kraju, ale i praw swoich.

Odzywamy się do wszystkich komisyj i pojedyńczych ludzi, aby fundusze żelazne i złożone na ich ręce składki narodowe obracali na wyprawienie Emigracyi do kraju. Odzywamy się do dziennikarzy polskich, co jeszcze nie przestali zalecać narodowi rezygnacyą znoszenia jarzma z cierpliwością, aby nie ziębili zapału, który jedynie może nas zbawić, a nie doradzali umiarkowania, które tylko może nas zgubić.

A w końcu odzywamy się do naszych sprzymierzonych Rosyan, a mianowicie do wydawców Kołokoła, aby nie ronili przedwcześnie łez nad niepowodzeniem rozpoczętej walki, nie składali frazesowych hołdów polskiemu bohatérstwu, nie zważali co Niemcy powiedzą o walce podjętéj przez Słowian przeciw Słowianom ( patrz N’ Kołokoła z 31-go stycznia); ale wezwali żołnierzy rosyjskich do poddawania się, rzucania broni i łączenia się z polskiémi bohaterami, którzy jak w 1831 tak dziś walczą pod chorągwią i za naszą i wasza wolność. Żądamy od przymierzeńców rosyjskich bezwarunkowej przyjaźni; nie łez, słów, ale ofiary krwi i czynów poświęcenia.”

Źródło: „Głos Wolny”, 4/1863

Ilustracja: Artur Grottger, „Kucie kos”, 1863



Kategorie:Historia

Tagi: , , ,

2 replies

  1. „W krytycznych momentach dziejowych otwierają się zwykle przed Polakami dwie drogi, tak to przeważnie opisują, poeci, eseiści, historycy i dziennikarze. Dróg może być oczywiście więcej, ale przyjmijmy, że są tylko dwie. Żadna z nich nie jest ani szczególnie dobra, ani szczególnie zła. Obydwie mają jakieś zalety, ale czyha na nich także mnóstwo niebezpieczeństw. Kłopot tkwi w tym, że trzeba dokonać wyboru i podejmować jakieś działania idąc po jednej z dróg. Tego zwykle nie dostaje i każdy wybór w krótkiej perspektywie kończy się klęską. Nazywamy to dziejowym fatum. Nie jest to żadne fatum, ale wprost kalectwo wynikające z zaniechań, złego oszacowania wagi informacji, z tchórzostwa i lenistwa.

    Najpiękniej dylemat dwóch dróg opisał Paweł Jasienica w swoim wielkim eseju o Postaniu Styczniowym, zatytułowanym „Dwie drogi” właśnie. Bardzo mocno polecam wszystkim tę książkę. Jasienica pisze o tym w jaki sposób frakcja Czerwonych chciała rozegrać politycznie powstanie, w jaki sposób sama została rozegrana przez tak zwanych Białych, w jaki sposób zamordowano przywódcę czerwonych i jakie były tego konsekwencje. Nie pisze tylko Jasienica o tym jak prawdziwi czerwoni, czyli komuniści w PRL wykorzystywali mit Powstania do swojej propagandy. No, ale powód tego zaniechania jest chyba oczywisty… ” (coryllus)

Trackbacks

  1. Dwie drogi stycznia 1863 | Łódź Odysa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: