„Piąta rocznica 22 stycznia” [1868]

Polonia_Na_pobojowisku

„Pojutrze następuje piąta rocznica wybuchu młodzieńczego oburzenia, które podnosząc rękawicę rzuconą przez najstraszniejszego wroga ludzkości, wywołało na całym obszarze rzeczypospolitej polskiej jeden z tych wielkich czynów, co to świadczą o nieśmiertelności ducha narodowego, i o zbrodniczym usposobieniu tych co myślą, że półśrodkami, półpoświęceniem, można zbawić naród tak jak Polski przygnieciony niewolą.

Rocznica 22 Stycznia wzbudza w rozdartej duszy dwa przeciwne uczucia: jedno pociechy i nadziei, a drugie przerażającego żalu i boleści. Kiedy bowiem wspomniemy że na odgłos chroniących się do lasów kilkuset młodzieńców bez broni, bez odzienia i bez chleba, cały naród odpowiedział wstrząśnieniem kajdan, które świat przeszyło radością a rządy nawet Europy skłoniło do kroków zbyt nieśmiałych wprawdzie, ale nieznanych w dziejach powstającego ludu, to możemy z ufnością spoglądać na przyszłość naszą, bo naród, który ma taką jak Polska siłę moralną i posiada takie jak ona powszechne współczucie, naród taki nie ginie.

Ale znowu, ileż smutnego doświadczenia przynoszą nam dzieje ostatniego powstania! Trzydzieści lat badań i nauki ani o jeden nie zmniejszyło śmiertelnych błędów powstania Listopadowego. Ta sama polityka półśrodków, to samo oglądanie się w bezczynności na obcych, ci sami niemal ludzie stali się głównymi przewodnikami ruchu i najważniejszymi czynnikami upadku, z tą jeszcze różnicą, że kiedy w r. 1831 wszystko robiło się przy świetle słońca, z wyraźną odpowiedzialnością każdego, to w 1863 maską pokryte zostały wszystkie niedołęztwa i nikczemności, tak że dzisiaj widzimy ruinę, ale sprawców tej ruiny tylko po ich czynach domyślać się możemy.

To też obowiązek teraźniejszych pokoleń nierównie większy aniżeli tych, które przeżyły upadek powstania Listopadowego. Dziś już nie ma i być nie może walki o zasady, o wolność i równość, solidaryzujące wspólną nienawiść despotyzmu, bo te są już prawem kardynalnem każdego Polaka; ale nauczone własnem i poprzedników doświadczeniem, teraźniejsze pokolenia powinny całą wytrwałość patryotycznéj pracy w to wyłożyć, ażeby pomiędzy zasadami a czynami najzupełniejsza panowała zgoda, ażeby nauka demokracyi Polskiéj rozwinęła się we wszysțkich szczegółach prywatnego  i publicznego życia i objęła tych szczególnie, którzy, dotąd lekceważeni a nawet pogardzeni, stanowią, mimo wszelkich wysileń wrogów, potęgę narodu.

Krótkowidze i doktrynery nie dostrzegają, jak ważny udział może mieć Emigracya Polska w tem wielkiém zadaniu patryotyczném, emigracya, która oderwana od wszystkich dziennych trosk około osobistego mienia, a najściślej połączona z duszą całego narodu, jasno i wyraźnie czytać może w księdze przeznaczeń ojczystych. Ale do tego potrzeba wznieść się na wysokość obywatelskiej powinności, potrzeba czuć całą godność Emigranta Polskiego, który nie po to kraj opuścił; ażeby u obcych chleb dla siebie wyżebrał albo wypracował, ale po to ażeby wspólnem z bracią rozpamiętywaniem nad klęskami narodu wyrobił dla siebie i dla drugich pojęcie o tym, czego Ojczyzna w niewoli od swoich synów wymaga. Do tego poczucia dojść można tylko w połączeniu ścisłym węzłem stowarzyszenia czyli obwarowania się przeciwko wszelkim nawykłościom samopasu, anarchii, zarozumiałości. Tylko w stowarzyszeniu zasobów moralnych można rozjaśnić wszystkie szczegóły upadku powstań narodowych i wykazać nie tylko złe czyny ale i ludzi szkodliwych, nie tylko wyrobić zdrowe pojęcia o sprawach publicznych ale i przykładem obywatelskiej godności i poświęcenia torować właściwą drogę patryotycznéj służbie.

Dwie są kategorye ludzi przynoszących szkodę Emigracyi. Jedni zapominają, że najpierwszym i najważniejszym warunkiem, po którym poznaje się Emigranta Polskiego, jest nieskazitelność charakteru narodowego, jest moralność prywatna i publiczna, jest jedném słowem godność obywatelska. Kto tego warunku nie czuje i nie wypełnia, ten nie jest Emigrantem Polskim, ten jest wyrzutkiem społeczeństwa, maruderem szeregów braterskich. Drudzy wychowani w szkole anarchicznéj, niesfornéj, gorączką swawoli trawieni, wynajdują nieustannie kruczki, zawichrzenia, niezgody i rozdwojenie. Teoryami których nie rozumieją uwiedzeni, ciągle mają na ustach prawa, a zapominają. że Poluk w niewoli, a szczególniej Emigrant ma tylko obowiązki do spełnienia. Dla nich Emigrucya, to jakieś księżycowe społeczeństwo, przeznaczone do sejmikowania i do uwiecznienia szlacheckiego: nie pozwalam.  Dla nich demokracya o tyle ma znaczenia, o ile upoważnia wszelką nieuległość wyrażonej przez ogół woli.

Te dwie kategorye ludzi, w odmiennych kierunkach, przynoszą jednakową praw szkodę Emigracyi, gdyż jej przeszkadzają do wyrobienia porządku i zgody. Od nich zależy, ażeby ich wpływ coraz mniej czuć się dawał między nami. Miejmy tylko silną wolę i silne postanowienie połączenia w jedno patryotyczne ognisko naszych obowiązków narodowych, a unikniemy wszelkich niedoczynów, które między nas wkradły, i staniemy na stanowisku służby wskazanéj nam upadkiem powstania rozpoczętego 22 Stycznia 1863 roku.”

Źródło: „Głos Wolny”, 163/1868

Ilustracja: Artur Grottger, „Na pobojowisku”, 1863



Kategorie:Historia, Źródła

Tagi: , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: