Bruno Schulz do Witolda Gombrowicza [1936]

brunoschulz

Chciałbyś mnie zwabić, drogi Witoldzie, na arenę obstawioną ze wszech stron ciekawością tłumu. Chciałbyś mnie widzieć, rozjuszonego byka, w pogoni za wiejącą płachtą pani doktorowej, jej powiewny peniuar koloru amarantu ma Ci służyć za kapę, poza którą czekają mnie sztychy Twej szpady.

Trzeba było, mój drogi, użyć koloru bardziej rozjuszającego, strzały bardziej zatrutej, jadu ostrzejszego, niż ślina pani doktorowej z Wilczej. Trzeba było podsunąć mi jakąś mądrzejszą panią doktorową, bardziej nęcącą, którą warto by było wziąć na rogi. Przeceniasz nieco mą wrażliwość, insynuując mi tę kukłę wypchaną szmatami. Stary, zblazowany byk, przy najlepszej woli nie mogę więcej zrobić, jak pochylić głowę i popatrzyć groźnym, zakrwawionym okiem z pomiędzy pik, którymi mnie naszpikowałeś. Niestety, brak mi szlachetnego ognia i tej zapalczywości ślepej i szalonej, która by mnie poniosła po Twej myśli do świetnego ataku.

A Ty już z góry wytyczyłeś mi linię, zamknąłeś i obstawiłeś boczne drogi, ażeby mnie dostać na sam środek areny. Zohydziłeś mi z góry rozrywkę merytoryczną, zakwalifikowałeś publiczność, zdefiniowałeś akustykę miejsca, określiłeś szczegółowo, czego się ode mnie oczekuje. A cóż, gdybym okazał się bykiem wbrew konwencjom, bykiem bez honoru i ambicji w piersi, gdybym zlekceważył niecierpliwość publiczności, odwrócił się tyłem do pani doktorowej z Wilczej, ku której mnie popychasz, i ruszył na Ciebie z podniesionym walecznie ogonem? Nie żeby Cię zwalić z nóg, szlachetny Torreadorze, ale żeby Cię wziąć na grzbiet – jeżeli to nie jest megalomanią – i wynieść Cię poza obręb areny, jej prawideł i kodeksów.

Gdyż, żeby to wyraźnie powiedzieć, nie wierzę w święty kodeks aren i forów, lekceważę go i mam go w niskiej cenie, jakkolwiek Ty, który jesteś nim zafascynowany, zaopatrzyłeś jego marginesy w najświetniejsze glossy I komentarze – dziwne to zaiste nabożeństwo, które wzbija się nad przedmiot swego kultu, w pląsach przekoziołkowującej się ironii!

A więc zgodzisz się, drogi Witoldzie, byśmy odwołali tę ciekawą tauromachię i porzuciwszy rozprutą kukłę na piasku, mając gwar rozczarowanej publiczności za sobą, ruszyli ramię przy ramieniu – byk i jego torreador, ku wyjściu, na wolność, swobodnym spacerowym krokiem – pogrążeni w intymnej rozmowie, zanim jeszcze wyszliśmy z ostatnich kręgów teatru.

Nie, co za paradoks! Ty, obrońcą forensjów i ich donośnej akustyki! Czemże jest akustyka forum i areny, jakie prawdy i argumenty dochodzą w niej do głosu i skąd bierze się ten apel nieodparty do naszych serc i przeświadczeń? Jaka to część naszej istoty wybiega mu naprzeciw pełna afirmacji i przytakiwania, wbrew lepszej swej wiedzy? Uwielbiasz i cenisz dowcip popularny, dowcip po myśli tłumu, dowcip, który bije przeciwnika poza jego racjami i argumentami, skazując go na śmieszność, wytrąca broń z ręki bez skrzyżowania szpad merytorycznych? Uwodzi Cię bezpośredniość efektu, natychmiastowa, pozalogiczna solidarność wszystkich żon doktorów z Wilczej, poklask wszystkich gminnych, witalnych, przeciętnych? Co więcej, z głębi własnej istoty widzisz ze zdziwieniem wzbierającą mimowolną afirmację i solidarność z czymś, co Tobie w gruncie rzeczy jest obce i wrogie

Otóż, co Ci się wydaje jakąś przestępną, ponadindywidualną potęgą, jest tylko słabością Twej natury. To tłum w nas przytakuje, drogi Witoldzie, pokutujący w nas i zakorzeniony tłum wydaje swój pomruk, zagłusza naszą lepszą wiedzę i podnosi nasze dłonie konwulsyjnie do ślepej aklamacji. To są odruchy trzody, które zaćmiewają w nas jasność sądu, wprowadzają archaiczne i barbarzyńskie metody rozumowania, arsenał atawistycznej, przezwyciężonej logiki. Ten dowcip apeluje do tłumu w Tobie, pewny że na ten sygnał wstanie w Tobie ciemny i nieartykułowany – jak niedźwiedź tresowany na głos cygańskiej piszczałki.

Pani doktorowa z Wilczej! Czy chciałeś pomieszać mi szyki, wprowadzić zamęt w moje uczucia, stawiając przede mną jako antagonistkę przedstawicielkę skonsolidowanej, solidarnej, potężnej korporacji, wytyczając linię naszej rozgrywki tuż obok rozwiniętego frontu bojowego płci? Czy chciałeś w chytrości Twej zwabić mnie na te grząskie tereny pogranicza, tak dobrze Ci znane, gdzie busola naszych uczuć zaczyna wirować błędnie, bieguny oznaczeń moralnych wymieniają swe znaki w dziwnej ambiwalencji, a nienawiść i miłość tracą swą jednoznaczność w wielkiej, powszechnej konfuzji?

Nie, nie, drogi Witoldzie, wyzwoliłem się z tego, umiem już przeciwdziałać tej wielkiej konfuzji, oddzielać i rozgraniczać, co do siebie nie należy, Niewątpliwie, oceniam to i uznaję z całej duszy, że pani doktorowa ma piękne uda, ale ograniczam ten fakt do właściwej mu sfery. Umiem zapobiec temu, by hołd dla nóżek pani doktorowej dyfundował w dziedzinę zgoła niewłaściwą, i cała lojalność tego hołdu nie przeszkadza mi w sferze intelektualnej żywić szczerej pogardy dla jej filisterskiej tępoty, dla jej formułkowego myślenia, dla całej tej obcej mi i wrogiej mentalności. Tak jest, wyznaję to szczerze, nienawidzę pani doktorowej z Wilczej, istoty wypranej z wszelkiego merytoryzmu, żony lekarza w czystej, wydestylowanej formie, szkolny przykład żony lekarza, a nawet żony po prostu, chociaż w innej i odrębnej zgoła sferze trudno mi jest oprzeć się czarowi jej nóg.

Bez wątpliwości, ta migotliwa ambiwalencja, ta janusowość mej istoty, zależna od tego, czy zapatruję się na panią doktorową, jako właścicielkę swych nóg, czy też swego intelektu, intryguje i zastanawia, kusi do snucia filozoficznych uogólnień, metafizycznych perspektyw. Wydaje mi się, jakbyśmy tu chwytali na gorącym uczynku jedną z zasadniczych antynomii duszy ludzkiej, jakbyśmy natrafili na jeden z drgających metafizycznych węzłów życia.

Nie jestem zwolennikiem łatwych symplifikacji, ale zanim psychologia wyjaśni ściślej te sprawy, proponowałbym przyjąć jako tymczasowe wytłumaczenie, że nasza płciowość, wraz z otaczającą aurą ideologiczną, należy do innej epoki rozwojowej, niż nasza umysłowość. W ogóle sądzę, że nasza psychika nie jest jednolita pod względem stopnia rozwojowego różnych sfer i jej antynomie i sprzeczności dadzą się wytłumaczyć współistnieniem i krzyżowaniem się wielu równocześnie systemów. To jest źródło dezorientującej wielotorowości naszego myślenia.

Umyślnie zszedłem na teren płciowości, gdyż do wyodrębniania jej, do prowadzenia jej spraw na osobnym koncie przywykliśmy od dawna pod naporem praktyki życiowej. Na tym punkcie wielowarstwowość naszej psychiki jest szczególnie ewidentna. Mniej ewidentna jest ona na polu ogólnych moralnych, biologicznych i towarzyskich wartościowań i tu wkraczam w Twoją najwłaściwszą domenę. Znam Twoją osobliwą drażliwość na tym punkcie, Twoje patologiczne wprost (i dlatego twórcze) zaniepokojenie. To jest chory punkt, w którym Twoje przeczulenie sięga szczytu, to jest Twoja pięta achillesowa, która Cię świerzbi i korci, jak gdyby z tej pięty chciał się wykluć nowy organ, nowa jakaś ręka, chwytniejsza od tamtych.

Spróbujmy ograniczyć i wyodrębnić to miejsce szczególnie bolesne i drażliwe, spróbujmy to miejsce chirurgicznie zlokalizować, choć dyfunduje ono i rozgałęzia się na wszystkie strony: Zdaje mi się, że niepokoi Cię i zbija z tropu fakt istnienia jakiegoś niepisanego kodeksu wartości, jakiejś anonimowej mafii, jakiegoś uchylającego się od kontroli consensus omnium. Poza wartościami oficjalnymi, które uznajemy i wyznajemy, kryje się jakaś nieoficjalna, ale potężna zmowa, nieuchwytny i podziemny system – cyniczny i amoralny, irracjonalny i kpiący. Ten system (ma to bowiem absolutnie cechy konsekwentnego systemu) udziela swej sankcji niewierności przewrotnej kobiety, ustanawia paradoksalne hierarchie, nadaje druzgocącą siłę płytkiemu dowcipowi, zagarnia nas pod władzę solidarnego śmiechu, wbrew naszej woli i wiedzy. Ten nieuchwytny system nigdzie nie zlokalizowany, przenikający niejako międzycząsteczkowo nasze wartościowania, uchylający się od odpowiedzialności i wyślizgujący się próbom osadzenia go i sfiksowania – nieuroczysty i niepoważny, zabijający potężną bronią śmieszności jest w samej rzeczy zjawiskiem niepokojącym i osobliwym. Nie wiem, czy ktokolwiek wolny jest od jego fascynacji.

Uważam to za wielką zasługę, ze Ty po raz pierwszy naprowadziłeś na te sprawy naszą myśl i uczucie. Jeśli się nie mylę, Tobie pierwszemu udało się wywęszyć smoka w jego tysiącznych kryjówkach i dostać na odległość ramienia. Już teraz chciałbym Ci przypiąć palmę przyszłego zabójcy potwora, bo uważam ten anonimowy system za zło, które zwyciężyć należy. Dlatego niepokoją mnie Twoje zbyt długie z nim konszachty, Twoje rozwlekłe szepty i pertraktacje, cała dwulicowa Twoja i zagmatwana polityka. Na miłość Boską, opamiętaj się! Otrząśnij się z zaślepienia! Przejrzyj nareszcie, gdzie wróg, a gdzie przyjaciel! Ty, predestynowany zabójco smoka, z natury uzbrojony w potężne narzędzia mordu, Ty z Twoim wyczulonym węchem, tropiącym wroga w najgłębszej kryjówce – pochwyć go nareszcie kłami, przerzuć w pysku, dwa razy kłapnąwszy zębami i zagryź, zatłamś, przegryź mu gardło!

Nie, Witoldzie, wierzę w Ciebie. Czarujesz go tylko ruchami magika, okadzasz pochlebstwami, hypnotyzujesz i unieruchomiasz w pozie wiecznego idolu, którą mu insynuujesz. Owszem, będę Ci w tym sekundował. Posadźmy ją na tronie, panią doktorową z Wilczej, hosanna, hosanna, bijmy pokłony. Niech się rozpiera, niech wypina biały brzuch, wzdymając się w pysze – pani doktorowa z Wilczej, idol wieczysty, meta wszystkich tęsknot naszych, hosanna, hosanna…

Podczas, gdy tak siedzi upojona, wystąpiwszy ze swych brzegów, z błękitnymi oczyma, które nas przeoczają i nie widzą – zanalizujmy jej twarz, zgruntujmy jej minę, zapuśćmy sondę na dno tego niezgłębionego oblicza.

Mówisz, że to oblicze życia? Mówisz, że nie tylko my, mądrzejsi i lepsi, mamy prawo wyśmiewać się z pani doktorowej, ale i jej przyznajesz równe prawo szyderstwa, wzgardy i pośmiechu. Stajesz po stronie niższości przeciwko wyższości. Usiłujesz skompromitować nasze poczynania, stawiając nam przed oczy masywne cielsko doktorowej i solidaryzujesz się z jej tępym rechotem. Twierdzisz, że w jej osobie bronisz witalności, biologii przeciwko abstrakcji, przeciwko naszemu od życia oderwaniu. Jeżeli biologia Witoldzie, to chyba jej siła bezwładności, jeżeli witalność, to chyba jej bierna ciężka masa.

Ale awangardą biologii jest myśl, jest eksperyment, jest twórczy wynalazek. To my jesteśmy biologią wojującą, biologią zdobywczą, my jesteśmy naprawdę witalni.

Nie śmiej się. Wiem, co myślisz, jak niskie masz mniemanie o naszym życiu. I to mnie boli. Porównujesz je z życiem doktorowej z Wilczej i tamto wydaje Ci się realne, mocniej osadzone w ziemi, podczas gdy my, bujając pod obłokami, oddani chimerze pod ciśnieniem setek atmosfer nudy destylujemy nasze nikomu prawie niepotrzebne wytwory. Nuda, Witoldzie, zbawienna nuda! To jest nasza wysoka asceza, to jest nasza wybredność, która nam nie pozwala brać udziału w zastawionych ucztach życia, to jest nieprzekupność naszego smaku, zaprzysiężonego nowym i niewiadomym potrawom.

Pozwól bym w dwóch słowach powiedział Ci na zakończenie gdzie chciałbym Cię widzieć, gdzie upatruję właściwe Twe miejsce i właściwy Twój posterunek. W Tobie jest materiał na wielkiego humanistę. Czemże innym jest Twoja patologiczna wrażliwość na antynomie, jeśli nie tęsknotą do uniwersalizmu, do zhumanizowania niedoludzkich obszarów, do wywłaszczenia partykularnych ideologii i do zaanektowania ich na rzecz wielkiej jedności. Nie wiem na jakich drogach tego dokonasz, ale myślę że taki jest pozytywny sens i sankcje Twoich poczynań, które dotychczas były płoszeniem i stawianiem zwierza tych półludzkich kniei pod strzał.

Pozdrawiam Cię, Twój
Bruno Schulz

Źródło: „Studio”, 7/1936

Ilustracja: Autoportret Bruno Schulza ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego

 



Kategorie:Listy, Źródła

Tagi: , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: