Mrożek a sprawa polska

MROZ7-WD.JPG

Robert Tekieli w felietonie „Gdzie pan dziś jesteś, panie Mrożek?”, w najnowszej „Gazecie Polskiej”, pisze:

„Co musieli przeżywać ludzie tak inteligentni przecież i wrażliwi jak Sławomir Mrożek, widząc pod koniec lat 80., że sowiecki Mordor, któremu służyli, upada? Wiedzieli, że prawda o nich wyjdzie na jaw, że Polacy zobaczą, to jest kim. Sławomir Mrożek kpił z poświęcenia emigrantów walczących wcześniej krwawo w Polsce o wolność ojczyzny. Do historii przeszła fraza z 1968 roku: „O tu! – krzyknąłem, szeroko otwierając jamę ustną i wskazując palcem na zęby trzonowe. – O tu, wybili, panie, za wolność wybili!…”. Tak. Rotmistrzowi Pileckiemu wybili wszystkie zęby, wyrwali paznokcie, zmiażdżyli stawy. Księdzu Jerzemu Popiełuszce wyrwali język, Grzesiowi Przemykowi zmiażdżyli trzustkę i wątrobę. Czy można śmiać się ze zniewolenia ojczyzny? Tak. Stworzono nawet cały nurt literackich ironistów, sarkastycznych cyników rozprawiających się z „narodowym patosem”, czyli z mówieniem, że polskość jest zagrożona”.

Tekieli pisze tak, jakby nie tylko Mrożek, ale również dla przykładu Gombrowicz i Miłosz (wszystkich ich łączy niechętny, łagodnie mówiąc, stosunek do niektórych form demonstracyjnego okazywania swojego przywiązania do określonej idei polskości), zostali wyhodowani przez komunistyczne władze i hołubieni przez nie aż do upadku systemu w 1989. A przecież, doskonale wiemy, że tak nie było. Wszyscy wymienieni wyżej pisarze w epoce PRL przez większość czasu przebywali za granicą, a w kraju obowiązywał ich nie tylko zakaz druku, ale również zapis na nazwisko (w przypadku Miłosza zdjęty dopiero po otrzymaniu przez niego nagrody Nobla w 1980 roku). Tak, nie ulega żadnej wątpliwości, że w pierwszych latach po wojnie, zarówno Mrożek, jak i Miłosz (Gombrowicza to nie dotyczy, bo Polskę opuścił już w 1939, a wybuch II Wojny Światowej zastał go w Argentynie), „wiernie służyli swojej ludowej ojczyźnie”, by posłużyć się frazą z głośnego artykułu Miłosza pt. „Nie”, opublikowanego w paryskiej „Kulturze” tuż po uciecze poety na emigrację w 1951. Oskarżenie ich jednak o służenie „sowieckiemu Mordorowi” również po zakończeniu fazy stalinizmu w Polsce, i po opuszczeniu przez nich kraju, wydaje się jednak nadużyciem.

Aby przekonać się o tym, wystarczy sięgnąć po wydany niedawno tom korespondencji Sławomira Mrożka z przebywającym również na emigracji, Gustawem Herlingiem-Grudzińskim. Choćby w liście z 28 stycznia 1966, gdzie przebywający we włoskim Chiavari Mrożek potwierdza, że dobrowolny wybór braku powrotu do kraju skazuje go na literacki niebyt, pisząc:

„Ze wszystkich stron grożą mi coraz bardziej, że moje niewracanie – i to na stałe – do Polski to samobójstwo jako pisarza. Nie umiem przeciwstawić temu żadnych argumentów, bo nie mogę przecież dać słowa honoru, że tak nie jest. (…) Groźba, że uschnę jako pisarz, jest przecież realna. (…) I jeszcze żebym był w kraju prześladowany czy żeby źle mi się powodziło. Ale jest całkiem przeciwnie. Tron tam, złocony, literacki, czeka na mnie.”

A jednak, Mrożek świadomie wybiera emigrację. W tym samym liście, opisując konsekwencje tej decyzji.

„Do mnie żal się tworzy, uraza, że wyszedłszy na Zachód z moimi utworami, nie przyjeżdżam do Zachodu wprost z Warszawy, tylko z jakiegoś Chiavari, czym nie tak pięknie firmuję osiągnięcia PRL, jak by to było można. Bo tam lubią, żeby takie rzeczy szły na wielkie, wspólne konto, a nie lubią, kiedy człowiek ma swoje własne, jakkolwiek małe, ale własne. Co to znaczy, żeby ktoś sobie wyjeżdżał, tu czy tam, ot tak sobie, nie spytawszy najpierw o pozwoleństwa, nie opowiedziawszy się u niani.

Żal mają, że nie śpieszę z entuzjazmem ku temu, żeby się ze mnie stało coś w rodzaju Teatru Wielkiego, Starówki, Pałacu w Jabłonnie, polowań w Białowieży, polskiej wódki eksportowej, Cepelii i Mazowsza. Żeby można było mną częstować gości jak całkiem swoimi specjałami domowego wyrobu. A już przecież kiedy kto ważny a piękny przyjeżdżał do Warszawy, to mnie wstawiano do programu, ku obopólnemu, bo i mojemu przecież w jakiś sposób zadowoleniu. Już kiedy delegacje kultury polskiej za granice szły, to dla mnie było poczesne miejsce zarezerwowane u gospodarzy. Już tak szło: my pompujemy ciebie, ty pompuj nas, i tak się będziemy pompowali. A gdyby teraz wrócił na stałe, tobym nie odmawiał, bo trudno tam żyć inaczej, na własną rękę, a ja nie jestem silny. (…)

A tu to usychanie. Rzeczywiście, od dwóch lat dokładnie nic właściwie nie napisałem, a to, co napisałem po „Tangu”, jest tylko wielką klęską. Ciężka sprawa.

Mam szansę, żeby mi wolno było prawie wszystko. Ale za pozwoleństwem, błogosławieństwem, wiedzą i zgodą, ku ogólnej afirmacji i jublowi. Moja maszyna do pisania, o którą toczę nieustanną korespondencję z polskimi władzami celnymi (okazało się, że jest ona własnością państwa, dłużej jak pół roku nie może ona przebywać za granicą, bo traktowana jest prawnie i de facto jako dobro państwa), okazała się symbolem. Człowiek w Polsce jest w gruncie rzeczy państwowy i właściwie jest to problem uwłaszczenia chłopów, czyli niezbyt nowoczesny.”

Między terrorem i odwilżą

Robert Tekieli konstruuje w felietonie swój wywód tak – w jednym zdaniu łącząc rotmistrza Pileckiego, „Inkę” Siedzikównę, księdza Jerzego Popiełuszkę i Grzegorza Przemyka – jakby stopień natężenia komunistycznego terroru w każdym okresie PRL był jednakowy. Tymczasem, poszczególne dekady drugiej połowy XX wieku w Polsce różniły się od siebie znacznie. Stalinowska noc pierwszych lat po wojnie, chwilowa, krótka odwilż po śmierci Stalina, krótkotrwałe, płonne, ale autentyczne przecież nadzieje związane z Gomułką, moczarowska próba połaczenia socjalizmu z antysemickim nacjonalizmem, zakończona wydarzeniami marcowymi i haniebną falą przymusowej emigracji polskich Żydów w 1968, gierkowska próba zbudowania namiastki komunistycznego raju za zachodnie kredyty w latach 70-tych, a wreszcie karnawał „Solidarności”, brutalnie przerwany przez stan wojenny i ponure, represyjne lata 80-te. Opowiadanie Mrożka „Moniza Clavier”, z którego pochodzi spostponowany przez Tekielego cytat „Za wolność wybili”, nie jest, jak sugeruje autor felietonu, atakiem na polskość napisanym na zamówienie komunistycznych luminarzy w celu przykrycia swoich ówczesnych zbrodni. Owszem, jest próbą zmierzenia się ze specyficzną polską formą, podobną do tych, które znajdziemy choćby w książkach i dziennikach Gombrowicza.

Uważając każdą z takich prób za obrazę umęczonej pod komunistycznej butem ojczyzny, należałoby w zasadzie wykluczyć z kanonu polskiej literatury przeważającą część emigracyjnej twórczości drugiej połowy XX wieku. Uznać, że jedynym powołaniem i zadaniem każdego polskiego literata w owym czasie było pozostać w kraju i z podziemia walczyć z systemem. Przyznać, że każdy, kto nie postępował wówczas dość szlachetnie i godnie w oczach współczesnych lustratorów historii, nie zasługuje na to, aby nosić miano polskiego pisarza. Jeżeli jednak zastosować wobec wszystkich polskich literatów tworzących w owym czasie równie ostre moralnie kryteria – czy ktokolwiek by się ostał, poza ewentualnie Józefem Mackiewiczem?

Pytanie o postawę Mrożka – i innych emigracyjnych autorów – w okresie PRL, dotyka zresztą innego, o wiele szerszego zagadnienia. Czy obowiązkiem każdego autora jest przede wszystkim – i w każdych okolicznościach – dbać przede wszystkim o „sprawy polskie”, czy też raczej o rozwój własnego, indywidualnego języka i talentu? Czy w sytuacji, w której kraj znajduje się w niewoli i niebezpieczeństwie, literatura piękna staje się wyłącznie niepotrzebnym kaprysem, zbędną błahostką, nieistotnym drobiazgiem wobec Wielkiej Sprawy? Ostatecznie, określenie „Słoń a sprawa polska” nie jest nowe, skoro upowszechnił je już Stefan Żeromski w „Przedwiośniu”, wydanym w 1924 roku.

Postawiony przed tym samym pytaniem Mrożek, odpowiada na nie już po upadku komunistycznego systemu. W jego liście do Gustawa Herlinga-Grudzińskiego z 7 października 1990 roku czytamy:

„Teraz mogę powiedzieć Ci coś, co sobie samemu stosunkowo niedawno uświadomiłem: że z Polską nigdy tak naprawdę nie miałem problemów, to znaczy jakiegoś prawdziwego, do głębi, zasadniczego problemu. Takiego od duszy samej. Po pierwsze, jakie można mieć tego rodzaju problemy z naturą, powiedzmy jakie mogą być problemy między płucami a powietrzem (najwyżej powietrze może być czyste albo nie, ale nie mówimy teraz o ekologii ani higienie). Gdyby ktoś zapytał mojego ojca, czy miał problemy z Polską, nie rozumiałby, o co chodzi. To prawda, nie był „na poziomie”, i też prawda, że to, co teraz piszę, intelektualnie jest bezwartościowe. Ale zapewniam Cię, że tu też nie chodzi o żadne „Blut und Volk”, tylko o jakąś oczywistość tak oczywistą, że już poza gadaniem. Ani nie chodzi o żadne emfazy, „miłości ojczyzny” etc.

Gdyby mnie ktoś zapytał, czy „kocham Polskę”, też bym tak naprawdę w mojej istocie nie zrozumiał, o co chodzi, choć oczywiście zrozumiałbym intelektualnie. Po drugie, nie ma problemów tam, gdzie człowiek wie bardzo wyraźnie, o co mu chodzi, i jasno stawia sprawę. Powyższe jest regułą bez wyjątków w każdej sytuacji, w drobnych nawet, w najzwyczajniejszych sytuacjach, stosunkach między ludźmi.

Miałem natomiast sporo problemów okolicznościowych i praktycznych, ale nie na tym piętrze rozmawiamy. Może, żeby jakoś wyjaśnić, o co mi chodzi, przypomnę Gombrowicza. Tak naprawdę to nie rozumiem, teraz, po latach, kiedy można założyć, że rozumiem więcej niż przed laty, całego tego jego piruetu z Polską, tych wszystkich wyższości / niższości / zieloności i tak dalej. Znowu: przec inteligencję rozumiem oczywiście, nawet doktoranci uniwersytetów to rozumieją, ale tak samym sobą, mną naprawdę? Być może dana mi została nareszcie możliwość odróżnienia problemów prawdziwych od wydumanych, ze zdziwieniem i ulgą widzę, jaki tłum problemów wydumanych, pozornych, a w najlepszym wypadku zbyt mało istotnych, żeby się nimi zajmować – nas otacza”.

 



Kategorie:Artykuły, Farrago rerum, Źródła

Tagi: , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: