Terrorysta z babeczkami

birmingham

Piątkowy wieczór na lotnisku Berlin-Tegel, kawiarnia Starbucks na półpiętrze terminalu A, średnia chai tea latte i bajgiel z łososiem. Do odlotu AirBerlin do Warszawy pozostało wciąż jeszcze prawie cztery godziny, a to zaledwie połowa czasu, jaki przyszło mi dziś tu spędzić. To jeden z moich najdłuższych pobytów na lotnisku, ale w gruncie rzeczy trudno, abym narzekał. Jest piątek, wszystkie obowiązki są już poza mną, a zatem z czystym sumieniem mogę oddać się tym drobnym przyjemnościom, które sprawiają, że spędzanie czasu na lotniskach takich jak Tegel, Schiphol czy Frankfurt jest tak miłym doświadczeniem.

A właściwie – było do tej pory. Bo oto właśnie w tej chwili, gdy piszę te słowa, na kanapie obok i drugiej naprzeciwko mnie siada dwóch obcokrajowców o bardzo podejrzanym wyglądzie. Obaj śniadzi, jeden z nich z długą, czarną brodą, powodującą, że jego wygląd od razu przypomina mi obrazki ze stref okupowanych przez Państwo Islamskie, drugi znacznie młodszy (może jego brat?), obaj wpatrzeni w ekrany smartfonów, rozmawiają ze sobą bardzo głośno po arabsku, momentalnie zawłaszczając ten mały kawałek naszej wspólnej przestrzeni.

Ten z brodą wpatruje się w plan lotniska na ekranie lotniska, a potem czyta (od lewej do prawej) jakiś tekst zapisany arabskim pismem. Obaj mężczyźni wymieniają porozumiewawcze spojrzenia, starszy podnosi się z fotela i powoli idzie w stronę strefy zamówień. Nie mogę nic poradzić na to, że odruchowo czuję strach, że mam ochotę uciec, w jakiś irracjonalny sposób czuję, że możemy wszyscy znajdować się w niebezpieczeństwie. A przecież to tylko stereotyp, pozbawiony jakichkolwiek podstaw. Przecież to tylko obawa przez innym, spowodowana przez ich język i wygląd, przywodzący na myśl krawe obrazy z ekranów telewizorów. Waham się przez chwilę, zostać i poczekać na dalszy rozwój wydarzeń, czy stchórzyć i przenieść się gdzieś indziej?

Ten strach jest całkowicie absurdalny, i przecież dobrze o tym wiem. A jednak nie mogę mu się oprzeć, nie jestem w stanie kontrolować przyspieszonego bicia serca. Podświadomosć zaczyna produkować najbardziej nieprawdopodobne scenariusze. Co, jeżeli ten z brodą wyciągnie z kieszeni nóż i poderżnie mi gardło? Co, jeśli ten młodszy wciśnie przycisk w tym dziwnym, czarnym urządzeniu, które właśnie podłączył do smartfona, i wszyscy wylecimy w powietrze? Ten młodszy przesiadł się właśnie na fotel obok mnie, więc jeżeli starszy wróci za chwilę na swoje poprzednie miejsce, będę ich miał po swojej prawej i po lewej stronie. Wtedy nie będzie już ucieczki. Za chwilę zginę, bezbronna ofiara krwawej wojny cywilizacji.

Starszy wraca. Niesie coś w ręku. Patrząc w moją stronę, kieruje się do stolika, przy którym przed chwilą usiadł młodszy. Na stoliku kładzie dwa przedmioty. Filiżankę kawy i talerzyk z babeczkami z czekoladą.

Staram się nie patrzeć w ich stronę. Wiem, że z pewnością źle ich oceniłem. Ale pomimo tego, wciąż mam poczucie graniczące z pewnością, że oni są tu obcy, a ja – Polak na niemieckim lotnisku – bardziej od nich jestem „u siebie”. Podejrzewam również, że i oni zdają sobie z tego sprawę. Może są przyzwyczajeni do tych porozumiewawczych spojrzeń na ich widok? Może wyczuwają nasz strach przed nimi, a może nawet próbują go, świadomie lub nie, jeszcze bardziej sprowokować? Być może u niektórych z „nich” następuje taki moment, w którym poczucie, że wszyscy wokół obserwują cię z narastrającą nieufnością, wywołuje frustrację. Frustracja rodzi złość. Złość przeradza się w gniew. Gniew rodzi przemoc. A przemoc, u tych najbardziej sfrustrowanych jednostek, prowadzi do śmierci.

Ten z brodą znów przesiadł się przed chwilą, siedzi teraz naprzeciwko mnie, pogrążony w modlitwie, co chwilę pochylając głowę w hołdzie przed Jedynym. Jak zareagowałby, gdybym z mojej prawej kieszeni wyjął teraz różaniec? Czy uznałby moje prawo do publicznego wyznania wiary tak samo, jak ja przed chwilą uznałem jego? Czy też może uznałby to za wymierzoną przeciw niemu prowokację? Czy powiedziałby coś do mnie? Może krzyknął? Nie wiem przecież nawet, czy mówi po angielsku. Ostatecznie, nie wyciągam różańca z kieszeni. Ale na jego modlitwę i tak przecież mogę odpowiedzieć swoją. Przymykam oczy i bezgłośnie zaczynam „Ojcze Nasz”. Może nasze modlitwy ostatecznie trafią do tego samego źródła?

Centrum targowe w Hanowerze wczoraj, pomiędzy pawilonami duży znak z symbolem minaretu i arabskimi literami informujacymi o tym, gdzie na terenie targów muzułmanie mogą znaleźć miejsce do modlitwy. Rok wcześniej, w centrum Birmingham, drugiego największego miasta w Anglii, przez długi wieczór odbijałem się od zakratowanych drzwi zamkniętych restauracji, zanim wreszcie ktoś poinformował mnie, że chcąc coś zjeść, muszę poczekać do zachodu słońca ze względu na trwający właśnie ramadan. Całkiem niedawno w katolickim kościele w Brukseli widziałem proporzec z wypisanym po arabsku, zgodnie z informacją w gablotce, imieniem Allaha.

Nie chodzi o nietolerancję, chodzi o symetrię. Dopóki nie do pomyślenia jest, aby w jakimkolwiek meczecie świata zawisły cytaty z Nowego Testamentu, dopóty na cytaty z Koranu w katolickich kościołach również nie powinno być miejsca. Dopóki w europejskich restauracjach nie wprowadzimy zakazu serowania mięsa w piątek, dopóki zamykanie ich ze względu na ramadan musimy nazwać oczywistym absurdem. Jeżeli w centrach targowych i innych publicznych miejscach wyznaczamy islamskie strefy kultu, to obok nich powinny również stanąć synagogi i kaplice.

Zakładając, oczywiście, że ktokolwiek będzie z nich korzystał. Lotnisko w Paryżu, prawie dwa lata temu. Ponieważ do odlotu pozostaje kilka godzin, wstępuję do przybytku opisanego jako „Multi-prayer room”. Stoję przed trzema drzwiami z symbolami krzyża, gwiazdy Dawida i półksiężyca. Chrześcijańska kaplica, do której wstępuję, okazuje się całkowicie pusta. Wychodząc z niej po kilkunastu minutach, zerkam w prawo, w stronę pokoju modlitwy dla muzułmanów. Na podłodze, przed drzwiami z symbolem półksiężyca, ustawione w równym rządku kilkanaście par butów.

 



Kategorie:Farrago rerum, Źródła

Tagi:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: