Sławomir Mrożek, Dziennik [29 grudnia 1968]

Upiłem się już po raz trzeci w ciągu ostatnich siedmiu dni.

Kilka starych pytań. Między innymi: co jest we mnie trwałego? Wszystko, co wydaje się najważniejsze, jest najbardziej przemijające (myśli, sentymenty, namiętności). A to, co wydaje się raczej moim własnym upiorem (ów trwający świadek tamtych przemijalności), okazuje się najbardziej trwałe. Podobno życie, to smakowite, prawdziwe życie, to właśnie tamte wymienione, które przemijają. Nie jestem w stanie temu zaprzeczyć. Ale przemijalność tychże ukazuje mi się coraz natarczywiej i osłabia wiarę w ich “żywotność”. Trudno jest wspierać się na zającu, który szybko ucieka.

Żeby tylko przemijalność. Przypadkowość także. Nieporządek ich (bo żeby przypadkowość tylko). Miłość – jako model klasyczny tych spraw. Bo ona tak wielce ważna, ale jednocześnie taka właśnie, na jaką się skarżę. Wyrzec się jej to głupio i samobójczo. Oddać jej się nie można, bo tak całkiem poważnie nie można (nie da się) jej brać. Z wyjątkiem okresu, kiedy ona jest.

Myśli, sentymenty, namiętności – przemijalne, przypadkowe, nieskładne. Refleksja – stała, ale mdła, zimna, nieżywa.

Do czego więc odnosi się wieczna, mimo wszystko – nadzieja.

Ile to mam za sobą rozmaitych “jedynych wyjść”, przez które donikąd nie wyszedłem. Znowu mogę podziwiać tylko Rękopis znaleziony w Saragossie, mianowicie: przebudzenia pod tą samą szubienicą. Ile systemów niezawodnych, większych i mniejszych, które zawiodły, technik życia przemyślanych. Ile postanowień, burz, zamieszania i porządków przejściowych. Właśnie przejściowych. Jest pewne podobieństwo między smętnym spojrzeniem wstecz na historię powszechną i na historię moją osobistą. Tyle, tyle wszystkiego i nic z tego.

Próbowałem być klasykiem, romantykiem, mistykiem, oportunistą i człowiekiem z zasadami. Nie chce mi się wymieniać więcej. Jeżeli czymś byłem, to tylko można powiedzieć ogólnie: czułem, myślałem i chciałem. Ale zawartości tychże wciąż inne, powrotne, zanikające, zmieszane.

A najdziwniejsze, że jeszcze mi nie dosyć. Czeka mnie, chyba, jeszcze trochę życia, którego nie mam dosyć, mimo wszystko.

Może jest tak (między innymi): rzeczywiście nie jestem tym, który odpowiada (na przykład) za winy. (Że niby ten, który je popełnił, nie jest już tym, który za nie żałuje). Ale świadomie, na przekór tej prawdzie, należy starać się, by tych dwóch w sobie jednoczyć. Wspaniałomyślnie brać na siebie nie swoje grzechy. Staram się wyrazić: mimo wszystko trzeba być tym, “który dotrzymuje słowa”, chociaż to nie ma sensu, chociaż to jest wbrew naturze.

O wiele pewniejsze jest to, że należy zacząć od czegoś skromniejszego i całkiem prostego: też trochę więcej dbać o zdrowie i zrobić porządek w szufladzie. Odpocząć i zrobić porządek.

Gdyby można być bez przerwy zakochanym i bez przerwy pisać dobre utwory, to pewnie byłoby najlepiej.

Dalszy ciąg myśli, że pewnie należy zacząć skromnie i od początku: zdrówko, porządeczek, w nieco większym wymiarze jednak, mimo wszystko, jakiś programik, jeden z tych, które tyle razy zawodziły. Przestrzegać owej skromnej hierarchii.

Nie wiem w tej chwili, jaki by to mógł być znowu programik. Ale na przykład koncepcja, aby nie być pod stołem, tylko na stole, aby nie pod podłogą, tylko na podłodze, nie poniżej zera, tylko powyżej – nie jest taka zła. Już ja wiem, co mam na myśli.

Kiedy piłem sobie wczoraj samotnie, między innymi pomyślałem: to prawda, że człowiek powinien słuchać swojego głosiku, który w nim siedzi i mówi często wbrew nam. Ale (to było moje wczorajsze odkrycie), niestety, nie zawsze się odzywa, milknie czasem, wtedy co? (To było moje wczorajsze uzupełnienie, usprawiedliwienie). Szczęśliwe momenty, kiedy go dobrze słychać.

Nie przesadzajmy, nie wszystko jest tak całkiem niewymierne i mętne. O zdrówku, porządeczku, programiku, tao już mówiliśmy (Głosik ów ma chyba coś z tao wspólnego). Tylko że się człowiekowi nie chce. To niechcenie się człowiek sobie usprawiedliwia. Problem: czy żeby usprawiedliwić słabość, lenistwo, szmatławość, człowiek nie demonizuje ich sobie przypadkiem, czy nie stwarza sobie teorii, że “należy upaść, aby się podnieść” itd.? Czy nie lepiej jednak, zamiast zajmować się pielęgnowaniem tych demonków, a tym bardziej pseudodemonków, czy nie lepiej zająć się wielkim demonem, owym, który rozpościera się już tam, gdzie nie sięga porządeczek, programik etc.? Zawsze przecież będzie jakaś nadwyżka.

Niedługo minie dziesięć lat od mojego przełomu trzydziestki. I bardziej mi przystoi dla mojego wieku owa lucidite, która przecież należy do najcenniejszych (obok jej przeciwieństwa) moich stanów. Może chodzi o to, że wszystko powinno być wyraźne. Dlatego złoty środek nie bardzo mnie pociąga, bo jest nudny.

O Jezu, ile się to w mojej głowie już nakotłowało i kotłuje. Jakie konstrukcje, fajerwerki, loty, przewroty, dna i zeszmacenia. Przydałoby się coś prościutkiego, co trzymałoby mnie jako tako w kupie. Inaczej jakże to męczące.

Chyba napiję się piwka.

Ze wspomnień weterana: przypomniało mi się moje drzewo Buddy, ów klon czy wiąz w ogrodzie w Cambridge zeszłego lipca. Nie, przedzeszłego lipca. Tak, i ja byłem Buddą i miałem swoje drzewo.

Tak, jednak piwka.

Buddyzm, katolicyzm, marksizm, polski dramat romantyczny, Nietzsche, pani Spaggiari, piwko, do końca życia nie wymienię wszystkiego, co kryje moja biedna wyłysiała głowa, o czym ona wie. Zaprawdę, pisanie utworów słuszną i sprawiedliwą jest rzeczą, bo tylko ono jako tako temu wszystkiemu daje radę.

A lubię to jednak. Dzisiaj rano w hotelu “Grand”, przy bulwarze Kapucynów, z Ludwikiem państwa Stroux odwiedzałem. Po burzliwej nocy, po krótkim śnie pijanym. W pewnej sekundzie wydało mi się, że na chwile stanęło mi serce. Dolegliwość zrozumiała, skromna zapowiedź. Na sekundę wyzwoliłem się od tego wszystkiego. I nie było mi żal wszystkiego, nie to, ale owo serca stanięcie też nudne było i nijakie, jestem prawie pewien, że taka będzie śmierć.

Jakże ona nudna.

A moje potworrrrrrrrrrrrne męki seksualno-metafizyczne latem późnym, w pokoiku (z łazienką) na Manhattanie w 1959 roku …

A moje to, a moje tamto.

Dobre piwko.

A jabłka owe, na silnym wietrze, obok zamku w Janowcu jesienią 1958. Tu zawahałem się. Z tym mniej jest żartów niż z czym innym. Może to wpływ piwka, ale co tu ukrywać. Właściwie tylko przez kobiety (jakże mdłe jest to określenie i jakże ono nie przystaje) najsilniej mnie rwało ku, ku, ku, ku… Przez nie miałem największe nasycenia i największe głody jednocześnie. Może dlatego, że największe i jednocześnie – tu był trop dobry. Bo jedno czy drugie duże, czy osobno, a już nie to. I należy się trzymać. Zamierzenie zbędne. One są.

I czy zmieniłem się od dwudziestu lat? Siedzę w tej chwili w Paryżu, pisarz międzynarodowy. Dwadzieścia lat temu siedziałem tak samo w mieszkaniu mojego ojca przy ulicy Prażmowskiego (Marchlewskiego) – w biurku poniemieckim miałem ukrytą butelkę taniego wina, kupionego we wzniosłym szaleństwie za ostatnie grosze, pisałem w zeszycie wiecznym piórem – to samo. Męki, postanowienia, okrzyki, zamiary, programy, analizy, wiecznie już ważne odkrycia. Naiwność? Nie wiem.

Polityka: wtedy była blokada Berlina, dzisiaj sprawa Bliskiego Wschodu. Mówiłem już o sobie, o historii.

Ach, ileż jutro mi przyjdzie do głowy myśli, a sentymentów do duszy. Nie mam pojęcia jakie. Prawie co wieczór chytrze obmyślam obroże, jakie by im jutro założyć. Abym prowadząc je na smyczy, czuł się panem.

La route des Alpes.

Metafora: ja i moje myśli, uczucia, sentymenty. Jestem jak pan, który przechadzając się po parku, słyszy, jak poddani jego się bawią. Jakże chciałby się z nimi zjednoczyć w ich prostej wieśniaczej uciesze. Oczywiście nic z tego. Obłudny jest, kiedy mówi, że chętnie w zamian wyrzekłby się swojego państwa.

Schnellzug z Dusseldorfu.

Cudowna samotność pijaka.



Kategorie:Dzienniki, Źródła

Tagi:

2 replies

  1. Mała literówka w nagłówku. Tekst… wybieracie same perełki… Wielkie dzięki! Było mi to bardzo potrzebne. Pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: