Artur Górski – „Człowiek z różdżką. (O Adamie Mickiewiczu)” [1934]

Dwie są cechy duszy ludzkiej, które więcej niż wszystko inne zaczynają w człowieku i przez człowieka  nowe zjawisko w bycie, nowy rozdział w przyrodzie. Cechami tymi są: wieczne pragnienie, wieczny głód, wieczna niedosięgłość wewnętrznej wizji,- i zdolność do bezinteresownej ofiary świadomej. Weźmiemy tu pod uwagę u Mickiewicza to dążenie pierwsze, ów głód absolutu, nieukojne poszukiwanie tej treści zjawisk, „okrom której wszystko mara”.

Można spojrzeć na tę sprawę jako na temat naszej kultury, wtedy dopiero nabiera ona znaczenia pełnego, zostaje niejako pochłonięta przez wyższy porządek  rzeczy. Lepiej to się nam uwydatni, gdy zapytamy, jakby wyglądał dziś charakter naszej kultury duchowej, gdyby wyjąć z niej Mickiewicza, albo gdyby jego indywidualność była na tym punkcie inna, np. gdyby roztopiła się cała w talencie, w problemacie artystycznym, z podporządkowaniem wszystkich innych. A człowiek ten nadaje się do takiego postawienia sprawy, wzrósł on potężnie w naszą kulturę, puścił w nią szerokie korzenie, a w pewnym znaczeniu można nawet powiedzieć, że cała ziemia jest jego; mianowicie gdy się weźmie pod uwagę, że należy on do rasy tych ludzi, rzadkich bardzo, którzy ciężar świata brali na duszę swoją. A to jest właśnie religijność.

Temat żywiołu religijnego w Mickiewiczu jest dla nas tym ważniejszy, że w piśmiennictwie naszym, branym jako całość, świeci duży brak: nie przeżyliśmy duchowo wielkiego średniowiecza. Włosi mają Dantego i poetycki ruch franciszkański, Francuzi i Anglicy cykle podań i pieśni związanych z Graalem, z Karolem Wielkim i z epopeją krzyżową. Z francuskiego źródła czerpią obficie Niemcy średniowieczni. Z tych samych elementów i w ich atmosferze wyrosła sztuka europejska od Giotta po Palestrinę, Bacha, Haydna, Haendla a nawet Wagnera, powstaje Milton w Anglii, gotyk i Pascal we Francji, literatura  dramatyczna Hiszpanii. Cały ten świat zjawisk wyrósł z duszy chrześcijaństwa i podzielił z nim pracę nad budową ideału moralnego w Europie, budową rozpoczętą jeszcze przez humanizm starożytny. Na tym fundamencie stoi zachód.

Do tego zachodu należymy i my; w tym systemie słonecznym krąży i nasza planeta, ale jej orbita jest najdalsza, jest kresowa, zimno pustki duchowej jest tu najdotkliwsze. Wielkie średniowiecze ideowe przeżyliśmy słabo, dopiero Rej jest naszym średniowieczem. Po co mogła sięgnąć nasza młodzież uniwersytecka w początkach XIX wieku, aby móc budować swój religijny stosunek do siebie i do życia? Miała Kochanowskiego i Skargę, zapewne, ale Kochanowski to humanista-poszukiwacz, Skarga pisarz kościelny i polityczny, a poza tym już się między młodzieżą i tymi dwoma położyła cała wichura racjonalizmu  XVIII-o wiecznego. A była to dla Polski burza odradzająca, przeszła przez kraj pędząc przed sobą cały tuman ciemnoty umysłowej i społecznej, młodzież zawdzięczała temu ruchowi swój entuzjazm do wiedzy i do reformy, a młody Mickiewicz piszący „Odę do młodości” podobny był do anioła owej burzy, który nim uciekł w niebo, drzwi chmur zatrzasnął piorunem. Wielka nasza muzyka, zbudzona w Chopinie, uczy nas eksperymentalnie, jak to twórczość, nieoparta o fundament religijny, zamyka się i wyczerpuje w indywidualizmie tak treści, jak formy, wątleje w nostalgii, w bohaterstwie bez nadziei dźwiga się i łamie. Brak jej tej spójni, jaką muzyka zachodnia znajduje we wspólnocie tematów i w powszechności odczuwań, los ludzkości i człowieka na ziemi ogarniających, – a ta to spójnia wewnętrzna wytworzyła w tej muzyce  dążenia nadindywidualne ku wyzwoleniu i jednolity rozwój stylu.

Bo cóż to jest średniowiecze? Jest to praca nad budową sumienia, nad poszerzeniem i umocnieniem wolności wewnętrznego wyboru; olbrzymia praca wychowawcza, prowadzona w głębokich, mrocznych pokładach duszy, tam zakładająca fundamenty pod europejski typ psychiczny, opierający cały gmach życia na czystym, bezinteresownym rozeznaniu pomiędzy dobrem i złem. Stąd główna troska, główne zadanie przerzucone na budowę charakteru, a nie na kult talentu ani na głód znaczenia zewnętrznego. Kult talentu, głód znaczenia, to cecha antyczności, wracają one dopiero w renesansie. Tu zaś, w średniowieczu, panuje zmysł do powszechności i hierarchia charakteru etycznego. Tu również z tej to „wieczystej a nie targowej ceny” duszy ludzkiej płynie rzutowanie w nieskończoność, a nie tylko w postęp, który racji istnienia jeszcze nie wytwarza.

Otóż tu właśnie w pracy nad tym stosunkiem do siebie i do świata zaczyna się temat Mickiewicza, podjęty w Wilnie, a prowadzony całe życie. „Mickiewicz.” – notuje Goszczyński w swych zapiskach – „klucz jego żywota: szukanie prawdy najwyższej, odpowiedniej dzisiejszym potrzebom ludzkości -i znalezienie jej”. A potem, mówiąc w dalszym ciągu o niewystarczalności tego, co nam daje przeciętna tradycja religijna, o pragnieniu głębszym, które objawia się pod różnymi formami, Goszczyński dodaje: „Otóż Mickiewicz był w liczbie tych pragnących, jego „Oda do młodości” – szkielety ludów – a przecież to były ludy chrześcijańskie!”

Notatka Goszczyńskiego wskazuje dobrze początek tego procesu w duszy Mickiewicza. Niespodziewany, nieoczekiwany powstaje w grudniu 1820 „Hymn na Zwiastowanie”, wybuch czci dla ideału czystości duchowej – i zarazem pierwszy jasny głos samowiedzy swego posłannictwa i swej odrębności. „Głosu mi otwórz strumienie, a zagrzmię pieśnią jako Cheruby…” T ą inkantacją rozpoczyna on życie własne.

I strumienie otworzyły się. W kilkanaście dni po Hymnie powstaje „Oda do młodości”, ta odpowiedź na ucisk moralny, jaki na duszę wywiera życie świata. Dla młodego Mickiewicza takie życie było śmierci równe. Każdy duch mocny przychodzi jak gdyby na to, żeby zmieniał wartości zmienne a szedł ku niezmiennym. Ale dzieło jego odbywa się zazwyczaj nie na drodze spokojnej ewolucji, lecz eruptywnie, – i nie raz, ale po kilkakroć. Takich erupcji spotykamy u Mickiewicza szereg. Jest to jakby stopniowe budzenie się ze snu. W takie sny-jawy człowiek jest spowity jak w łupiny. Budzimy się z nich do coraz głębszej rzeczywistości – wskutek tajemnego parcia sił w duszy żywej. To te siły tworzą stan ciągłego niepokoju psychicznego, szukają coraz głębszego związku duszy z bytem. Jest to właśnie proces religijny, a pierwsza jego faza przypada u Mickiewicza w tym czasie w Wilnie. Powtórzy się to później w życiu jego po kilkakroć, ale zawsze w podobnie typowy sposób; zawsze to będzie dwutorowość religijnego instynktu: jeden z nich ekstatyczny, drugi etyczny: Hymn – uwielbienie idące z duszy ku otchłaniom Bóstwa; i Oda – ruszenie z posad bryły świata, wyzwanie zła. Oda jest z ducha filarecka; ale tylko erupcja żywiołu religijnego może wytłumaczyć jej wybuchowość, jej bezwzględność prawa ofiary, które zdumiały, zaskoczyły samych filaretów, niektórych stropiły. Już w niej, jak w Hymnie, zjawiła się po raz pierwszy owa „mania”, boskie szaleństwo, o którym mówi Sokrates w Platońskim „Fajdrosie” — a tak obce poezji oświecenia.

Ta dwustronność stanowi dwa krańce duchowej amplitudy Mickiewicza, a rozpiętość owych wahnięć będzie ciągle wzrastać. Ekstatyk i etyk oddają sobie w ręce pasmo jego życia, wypełniają jego zdarzenia na przemian. Są tu oczywiście i przerwy, cofnięcia się, nawet załamania. Oda była rękawicą, rzuconą światu. I świat ją podejmuje. Co więcej, podejmuje ją samo życie. Umiera mu matka. Najtrwalszy z ludzkich stosunków łamie śmierć, nie dawszy im się nawet pożegnać. Dowiaduje się o jej śmierci w kilkanaście dni po napisaniu Ody. W miesiąc później ślub Maryli. Pokaż siłę młody heroju! Spostrzega wtedy młody filareta, że istnieje szczęście własne, i że może być ono utracone, – wyczuwa „czczość w obszarach świata”, czczość, przy której śmierć jest słodyczą. Zapomnieć o tym wszystkim dla szczęścia ludzkości? Cały świat nie zdoła w tym młodym sercu przeważyć ciężaru utraty szczęścia osobistego. Prawa indywidualne biorą górę. Bo jeżeli wartość życia podana w wątpliwość, to i życie ludzkości sensu nie ma również. Już dźwignia cnoty antycznej nie działa, i filareckiej także; wiersz „Żeglarz” jest tu takim sprawdzianem, jak „Tren IX” u Kochanowskiego. „Balsam rzymski” bez piękna w życiu zsycha się w gorzki obowiązek. Dla duszy religijnej obowiązek pojęty tak po kantowsku jest według słów Baadera nauką o moralnym nieszczęściu: „można ją polecić diabłu” – dodaje ten pisarz (chętnie później cytowany przez Mickiewicza).

Zmaganie się poety dłuży się, wtedy powstaje długi monolog „Dziadów” (Część IV), monolog Hamleta obłąkanego na trzeźwo; bo gdy świat wyszedł z zawias, człowiek z sercem i duszą wychodzi w nim na obłąkańca. I nasz Hamlet wileński urządza również widowisko dla wyłowienia sumień, wprowadza i siebie na scenę. Ale równocześnie, jak gdyby ów duch prawdy wyższej, ponad-indywidualnej, a zagrożonej zewsząd, jak gdyby ten duch ojcowski biegł za nim pod ziemią i wołał nań w ciszy: pamiętaj na przysięgę. I młodzieniec ten zostawia szaleństwo na scenie, a mądrość wyższa, rozbudzona w nim głosem potęg wieczystych, dyktuje trzecią godzinę spowiedzi, godzinę przestrogi. Skamieniały Poraj ożywa na nowo, rozbija lustro, wychodzi na światło dzienne. Cela Bazylianów dokonuje reszty. Jeszcze Gustaw nie jest pogrzebion, stanie się to moralnie w 10 lat później, a uczuciowo dopiero w towianizmie; ale już mu odtąd towarzyszy Konrad i bierze przed tamtym krok.

Zatrzymaliśmy się dłużej nad okresem wileńskim, bo przeżycie to jako typowe powtarzać się będzie odtąd na coraz nowej wyżynie. W rozwój ten wkracza okres rosyjski, impas nieporozumienia z sobą. Elementy platońskie słabną teraz w jego duszy, a chrześcijańskie prawie nikną. Mickiewicz w Rosji oddaje wschodowi co jest wschodniego; panteizm i fatalizm w sonetach, a w Wallenrodzie zdradę; w ten sposób zdradza duszę własną. Nacisk odmiennej rzeczywistości świata wzrósł teraz w rozmiarach olbrzymich, nabrał logiki dziejowej i ciężaru historycznego całej Rosji. Nowosilcow wileński został pomnożony przez milion. Zdarza się w przyrodzie zjawisko, że minerał, pozostający pod olbrzymim naciskiem w głębi ziemi, ulega impregnacji, krystalizuje nie według swego systemu osiowego, ale według innego. Podobnie u Mickiewicza. Ciągłość indywidualności jest i tu zachowana, ale tylko na zasadzie wyrozumowanej sprzeczności ze sobą, wynikłej z przystosowania się do warunków. Tym razem jest to okres tragizmu moralnego, przyjętego świadomie do duszy na zasadzie wielkiej, i pięknej w swej wielkości, namiętności patriotycznej; kiedy poczynanie etyczne to ma do siebie, że rodzić się może jedynie w atmosferze wolności wewnętrznej bez względu na warunki zewnętrzne, w obcowaniu tylko z duchowymi potęgami, władczymi przy rozpoznawaniu dobra i zła.

Wallenrod był owocem tragicznej, prometeicznej wiary w siebie poza dobrem i złem na tle narodowego zwątpienia. Jedno i drugie było skutkiem podania w wątpliwość moralnego porządku świata. Jest to w linii rozwojowej Mickiewicza ruch po linii krzywej. Ale ruch prosty ducha może być tylko w próżni. Każdy ruch żywy musi być krzywą, jeżeli jest ruchem w pobliżu jakiegoś ośrodka  silniejszego.

Rolę tego ośrodka odegra teraz Rzym (1829-30). Jego dzieje stają się obecnie częścią biografii tego Poszukującego drogi do swego nieprzeniknionego widzenia. Trzeba przeżyć duszę świata, aby odnaleźć siebie w niej i aby uchwycić miarę wartości rzeczy. Dłuższy to okres głębokiego fermentu, czas budowania własnej jedności, zgody z sobą a potem zgody i niezgody ze światem. Mickiewicz przeżywa tu gruntownie humanizm starożytny, ideę i kulturę Rzymu, zjawę pierwotnego chrześcijaństwa. To już nie młody kochanek Maryli, mocujący się z falą w wezbranym potoku losu, -i nie Konrad, rzecznik sprawy narodu; to już raczej „człowiek wieczny”, brzemienny życiem wieków i zagadką dziejów ludzkiej rasy. Jednak soczewką, skupiającą promienie tych idei jest dusza Poety świadoma swojej potęgi, i tu prometeizm tak starożytny jak i nowożytny miał do stoczenia swoją najcięższą i najdotkliwszą walkę z ideą chrześcijańską. Proces ten przetwarzania się, przemagania, odrywania się od podstaw i szukania nowej równowagi, pochłania go teraz całkowicie. Mickiewicz nic w tym czasie pisać nie jest zdolny, nie umie on przelewać każdego ruchu ducha w słowo jak Goethe, jak później Słowacki; mówi i pisze wtedy, gdy czuje pewność, gdy ma pewność do udzielenia, -a gdy ją rodzi dopiero i wytwarza w sobie, milczy. Przestrzenie niepewności przebywa sam, zamknięty w laboratorium duszy, świat nie jest dlań widowiskiem Flaubertowsko – Conradowskiem, nie „każde natchnienie będzie w nim na miejscu”, osobowość jego za męska na bierny stosunek do rzeczywistości, nie potrafi on swego głodu prawdy, swej wolności twórczej, zaspokoić przeglądaniem się w zwierciadle fenomenów, w słowie. To wchodzenie na nowy poziom własnej jaźni absorbuje do tego stopnia jego uwagę i siły, że wybuch powstania listopadowego zaskakuje go nieprzygotowanym w stosunku do momentu historycznego w narodzie.

W taki sposób kształtuje się w Rzymie proces powrotu Mickiewicza do rzeczywistości religijnej. Rozstrzygnięciu ulega tu stanowisko zasadnicze, psychologiczne; dokonuje się sprawa etycznego wyboru, wyboru życia w kategoriach dobra a nie w kategoriach piękna czy brawury witalistycznej, indywidualizm farysowski zostaje przekreślony, ustala się hierarchia sił i wartości i osadza się ośrodek ruchu, a duch Poety wchodzi w jego orbitę. Jest to już decyzja stała, tym głębsza, im głębsze było poprzednie etyczne zrozpaczenie. Odmienia się teraz jego stosunek do narodu, do kobiety, do samego siebie, do zagadnienia talentu. Wewnętrzna struktura „Dziadów” drezdeńskich tu znajduje swój fundament. Kiedy przychodzi piorun klęski narodowej, duch Mickiewicza jest już dojrzały żeby przyjąć los złowrogi w swe ramiona, żeby wytrzymać wstrząs. Odtąd, na emigracji, Mickiewicz  rozważa problemat religijny w człowieku zbiorowym, w dziejach, badaczem on jest w życiu ludzkiej kultury, jaki ma wpływ na przebieg procesów historycznych. Z tych myśli wyrastają sceny ekstatyczne w „Dziadach”, etyczne dzieło „Ksiąg Pielgrzymstwa”, a na skrzyżowaniu tych dwóch stanów w ich genialnie spokojnej równowadze – „Pan Tadeusz”, dzieło boskiej, heroicznej dobroci.

Z tych samych założeń i rozważań wyrosło u Mickiewicza postanowienie pisania historii polskiej. Jest to jego wielki czyn etyczny. Podejmuje ciężar, ciężar ponad siły, ale dlaczego to czyni? Chce dać w ręce Polaków uczciwy osąd dziejów, historia ma być szkołą uczciwości. To właśnie stanowisko Mickiewicza uderza Goszczyńskiego. „Uczciwość Mickiewicza”,- stwierdza w swych zapiskach z czasów Koła Braci – „uczciwość w życiu narodu gra ważniejszą rolę niż człowiek genialny. Nie wielkimi czynami, nie wzniosłymi pomysłami stoją narody, ale czynami uczciwymi – one tylko są spójnią społeczności”. Ten cytat z not Goszczyńskiego, to streszczenie nauk Mickiewicza. W rozpatrywaniu naszych dziejów szukał on błędów które doprowadziły do katastrofy. Skąd one poszły, czy to wady nieuleczalne, czy to fatalizm natury, rasy? Cała nasza kultura zdaje się być nimi zagrożona. Gdzie szukać leku, pomocy? I widzi, że trzeba sięgnąć po siły, stojące poza obrębem natury i kultury. Trzeba umocnić dziedzinę poczynań wolnych, zdolnych do wyboru etycznego, do ambicji doskonałości moralnej. Ale jak przebić się, jak dotrzeć do niej w poczynaniach całego plemienia?

W tym czasie obejmuje on wykłady w Lozannie na temat kultury starożytnej. Jest ojcem rodziny, rodzina i praca na nią są dla niego powrotem do powszechności losu, w tym upatruje zdrowie duchowe człowieka. Pełni stare prawo etyczne, tęskniąc do nowego prawa w sobie. Za czym tęskni? Chce się przebić do naj głębszych pokładów swej istoty, do tego narodzenia nowego, które dopiero daje człowiekowi jego typu siłę i prawo ruszania światem. Zrozumiał istotę samą chrześcijaństwa. Badania początków chrześcijaństwa przy wykładach powiększają tę świadomość. Ale rozumieć – a móc, daleka to droga. Pozbył się już dawno wiary w automatyzm postępu, a jednak czuje, że działanie jego, Mickiewicza, nie jest w skali, jakiej wymaga wewnętrzna jego wizja życia. Lozanna – Paryż (1839-1841), jest to okres nostalgii Mickiewicza, jak świadczą o tym liryki lozańskie i listy z tego czasu. Jego parcie ku nieskończoności znów zatrzymane, świadomość jest w stanie ciągłego nieukoju. Wyzna później, że gdyby nie dotarł do tej nowej równowagi w sobie, byłby „zmarniał, albo umarł na suchoty”. Tymczasem bada dzieje kultury starożytnej, jako wielkiego eksperymentu ludzkości, patrzy w nią ze stanowiska człowieka dzisiejszego który ten dorobek nosi w sobie, wykazuje przyczyny upadku tej kultury: załamanie się etosu wskutek wyziębienia duszy. Kończy wykłady na pierwszym poecie chrześcijańskim Prudencjuszu, na starciu się świata starożytnego z rodzącym się światem nowym. Wykłady lozańskie są ogniwem pośrednim między pracą nad historią polską a prelekcjami paryskimi; w tej pracy trwającej rok, zdaje sobie sprawę z praw rozwojowych kultury europejskiej, co się okaże tak potrzebnym przygotowaniem do wykładów z katedry światowej, katedry w College de France. Jak gdyby ów duch prześladowca biegł za nim wszędzie pod ziemią, kierował jego krokami, w ciszy nocy przypominał mu przysięgę: dalej z posad bryło świata. Bo ten wyrzut, to równocześnie sprawa jego sumienia narodowego, sprawa bytu i kultury narodu. Dla niego obie te sprawy, sprawa polska i sprawa powszechna, są ściśle ze sobą złączone.

Dlaczego nie zatrzymał się na osiągniętej wyżynie, dlaczego nie poprzestał na niej, jak to uczyniło tylu innych? Dlatego, że należy do rasy odnowicieli, do wielkich „romantyków” ludzkości. Termin „romantyzm”, jakim się tu posługujemy, jest więcej umowny niż trafny, ale pozostańmy już przy nim. Zjawisko romantyzmu niesie zawsze z sobą elementy eruptywne, przypomina prawo biologiczne Hugona de Vries. Rozsadza ono nie tylko formy istniejące, to już jest raczej skutkiem niż cechą; ono rozsadza samą podstawę, na której człowiek klasyczny jest oparty, wszystko czyni niepewnym, przejściowym, kiedy człowiek klasyczny ma do fenomenów życia stosunek utrwalony, stały. Procesowi temu towarzyszy zawsze podniesienie temperatury, gorączka, rodzaj osłabienia, co uważano za ujmę romantyzmu; Maurras pisał kpiąco, że romantyzm był „wielkim wysiłkiem zmiany płci”. Ale przez ten to właśnie proces dobywa się w życie zbiorowe nowy stopień świadomości i woli. Każdy romantyzm rodzi człowieka w pewnej mierze nowego, i przez to pobudza, zapewnia dalszy rozwój kultury, zapobiega jej wyczerpaniu. Społeczeństwa, które nie miały w sobie zjawisk romantyzmu, ulegały skostnieniu a nawet ginęły, bo przestawały iść naprzód w sensie pogłębienia świadomości o człowieku i bycie; i taki był powód upadku wielu kultur. Chrześcijaństwo było wielkim wybuchem romantyzmu w nieubłaganie klasycznym świecie starożytnym, ocaliło ono rozwój jego człowieka, chociaż rozsadziło jego kulturę. Każdy taki ruch przynosi nową treść metafizyczną, a tym samym poszerza sferę wolności i ulepsza porządek etyczny. Potem człowiek znów powraca do normy, do równowagi w razie pomyślnych danych w jego naturze i kulturze, ale już nie jest tym, jakim był przedtem. Najpiękniejszym może jest w tym całym procesie moment, kiedy psyche romantyzmu daje pocałunek rzeczywistości konkretnej, codziennej. Jest to moment równowagi między życiem a poza-życiem, powiedzmy pomiędzy życiem a śmiercią; mamy wtedy moment dojrzałości w danym okresie ultury, punkt wyjścia nowego klasycyzmu. (Ma tę cechę „Pan Tadeusz”).

W ten to sposób wiekuista siła średniowiecza krzyżuje się w każdym objawie romantyzmu nowożytnego z kulturą porenesansową Europy. Na dnie ruchu filozoficzno-literackiego Niemiec romantycznych odnajdują badacze współcześni -Boehmego. Całe życie Mickiewicza wypełnia poszukiwanie polskiej rewelacji. Nie wystarcza utorowanie sobie drogi do idei. „O ile zapamiętałem od najrańczej młodości, – (mówi Mickiewicz) – naprzód w każdej książce, potem w każdym człowieku, w każdym kraju szukałem czegoś. Obejrzawszy, poznawszy, przekonywałem się, że to nie to samo coś. Ale ledwie teraz Bóg przez Mistrza (Towiańskiego) pokazał mi to coś, tę istotę, która tylko jedna, okrom które wszystko mara”.

Aż wreszcie, do tego człowieka, który porzucił postulaty talentu dla spraw i zagadnień człowieka powszechnego, wyszedł ktoś z tłumu nieznanych, nieuznanych i dał mu upragniony, oczekiwany pocałunek ducha. On ten pocałunek przyjął i w szarym człowieku, on, przez świat cały uznany, on, człowiek dumy ujarzmionej, powitał wodza, rewelatora, rozeznał wyższą hierarchię, pochylił czoło w pokorze. I tym czynem odnalazł siebie w najgłębszej wizji swojej. Otworzyły mu się w duszy bramy dotąd zamknięte; wszedł w nową dziedzinę rzeczywistości. Znany to nam wszystkim okres od roku 1841. I znów podobnie, jak poprzednio, ruch jego ducha idzie w kierunku ekstatycznym i etycznym; pierwszy, to wykłady w College i niektóre z przemówień i pism; drugi, to praca w Kole Braci, Legion włoski i Trybuna Ludów. Pożar słoneczny ogarnął teraz całą przestrzeń jego ducha, nie pozostawił nic pod zastrzeżeniem własnym. To, co się dzieje teraz z jego duszą, da się porównać do przenośni mistyka Rusbrocka: „Kiedy słońce jest w południe u zenitu, a dolina bardzo głęboka zanurzona jest między dwiemi olbrzymimi górami, tak, że promienie słońca mogą wreszcie dosięgnąć dna wąwozu, wówczas powstaje kilka zjawisk; dolina górska napełnia się blaskiem, żarem, wspaniałością, – i urodzajem, jakiego płaszczyzna nie zna”. Tym obrazem określa Rusbrock stan duszy zapadłej na dno smutku wśród swych tęsknot niebotycznych, kiedy na nią padnie światło z wysoka. Nigdy dotąd, od Skargi licząc, nie postawiono u nas prawd ewangelicznych z taką całkowitością i taką siłą. Świadomość jego prześwietla teraz każdą sprawę na wskroś i bieży dalej w wieczność. Jak człowiek z różdżką, poszukiwacz źródeł podziemnych, tak on właśnie czuje teraz, jak ta gałązka cudowna drży w jego ręku. Tu kopcie. Tu źródlisko wody żywej.

Przestał dowodzić i rozprawiać, daje światło i życie. Ta mowa była jednak za mocna na słuch wielu. Powstaje zgorszenie. Kierkegaard, wielki pisarz duński, czyni uwagę, że myślą Boga było przy tworzeniu chrześcijaństwa uderzyć przed nami, ludźmi, jeśli tak można powiedzieć, pięścią w stół. Niejeden krok Mickiewicza z tych czasów przypomina to porównanie. Np. prelekcje paryskie. kurs czwarty. A jednak one winny być czytane po seminariach, gdzie się wychowuje młodych księży. Albo przemówienie w Towarzystwie Literackim (3.5.1842), Gorszą się teraz także racjonaliści. Tymczasem Mickiewicz miał zmysł rzeczywistości i równowagi jak mało kto, przypomina tym pisarzy XVI wieku. Ale kto wkracza w duchową interpretację życia, ten idzie w drugą rzeczywistość, a wtedy, idąc za nim, czujemy, że chodzimy po morzu.

Mickiewicz jako etyk przeprowadza teraz całą rewizję wartości w człowieku współczesnym i w kulturze. Trudno ich tu dotykać, ale zwróćmy uwagę choćby na jeden temat, na wartość słowa pisanego. Według Mickiewicza pismo jest na to, aby człowiek „mógł utrwalić i zachować wzruszenia ducha, tudzież prawdy dane w chwilach czucia – a nie na to, aby ludzie byli pisarzami”. Takie postawienie sprawy odciąga oczywiście od literatury nastrojów i od immunitetu imaginacji. W każdym słowie winien tu tkwić zaród życia czy świadectwo prawdy. Inne słowo niesie niebezpieczeństwo, prowadzi do bezowocnego „poniewierania się ducha”. „Słowo prawdziwe” – czytamy w Prelekcjach (IV) to „ciało i duch stopione razem ogniem boskim będącym w człowieku. Jakże tedy samolub, pańszczyźnik swego interesu materialnego, jak pyszałek… mogą być zdolni do wydania takiego słowa? Dlatego nie tak wielu jest, jak się zdaje, tych, co tworzą i rozdają słowo…”

Taki stosunek do słowa, postawiony tu przez Mickiewicza jako ideał, zwiększyć musi powagę i ciężar gatunkowy piśmiennictwa. Odpada egocentryzm estetyczny, teoria przeżyć, sobiepaństwo literackie, odrzuconą jest zasada, że w sztuce wszystko wolno i dla sztuki wszystko wolno. (Ten wpływ znać na Norwidzie).

Poprzestańmy na tym okresie w rozpatrywaniu myśli religijnej w życiu Mickiewicza, życiu zakończonym również dualizmem ekstatycznego i etycznego czynu, bo odtworzeniem wizji Jakuba Boehmego, tudzież wyprawą na Wschód. Cały proces tej myśli: jej pochód do duchowej  pewności, i ukazanie życia jako terenu przenikania się dwóch rzeczywistości, związek świata duchów ze światem ludzkim, ziemskim, tudzież wybór etycznego czynu jako głównej wartości człowieka i życia, cały ten czyn religijny Mickiewicza przeszedł jak deszcz ulewny przez towarzyszące mu pokolenie, przeorał cały obszar polskiej kultury. Pozostał po nim wicher duchowy, pędzący łodzie nasze od brzegów na ocean ku konstelacji Krzyża na nieboskłonie.

„Na cóżby się przydało burzyć świat cały – mówił w Kole Braci – bez tego zburzenia bowiem nie będzie Polski, gdyby miał być przywrócony na ziemi jeden drobny naród na wzór innych”.

Bije z tych słów świadomość wielkich zadań stawianych przed narodem. I ona to domaga się odpowiedzi. Pokolenie nam współczesne stoi na rozdrożu dziejowym. Około czego zgromadzą się ludy Europy? Czy około prawa rzymskiego i jego liktorskich toporów? Czy około szczepowego prawa germańskiego i Eddy? Czy około deklaracji praw człowieka hedonistycznego? Czy około manifestu komunistycznego, który trywializuje człowieka i życie?

I tu słowo Mickiewicza ściga nas, prześladuje głosem podziemnym, w ciszy nocnej słychać jego wezwanie: przysięgajcie. Dzieło jego życia to powtórna chrystianizacja Polski, Polski tegoczesnej, zagrożonej zewsząd rozbiciem i roztargnieniem duchowym. Jest w tym dziele Mickiewiczowskim ciągłość naszej indywidualności przez wieki; jest łączność z humanizmem i chrystianizmem Europy; jest oparcie człowieka o jego sumienie wieczne; jest także i synteza zachodnich i wschodnich elementów naszej natury. Z tej syntezy zrodzonej z żaru serca Mickiewicza wyszło jego słowo religijne -i teraz, dzisiaj i co dzień jawi się przed nami z ostrzeżeniem, że niema gorszej niedoli, dotkliwszego upokorzenia, jak przestać być sobą, – i czeka z zapytaniem w oczach, co mu odpowiemy, jak go przyjmiemy na progu domów naszych : słowo to bowiem piastuje na rękach swoich nadzieję świata

Źródło: „Marchołt” nr 1 (1), październik 1934



Kategorie:Eseje, Źródła

Tagi: , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: