Jan Józef Szczepański o Tadeuszu Różewiczu [„Dziennik”, 1959 – 1972]

1 maja 1959

(…) Przedwczoraj, w środę, było zebranie Zarządu [Związku Literatów Polskich]. Jednym z głównych punktów była sprawa nagrody miasta Krakowa. Otwinowski zaczął od tego, że Kurek uruchomił już wszystkie osobiste wpływy, aby dostać tę nagrodę, i zaproponował, żeby Związek się temu przeciwstawił. Po czym wysunął… swoją własną kandydaturę (dodając dwie inne dla niepoznaki – Malewskiej i Morstina). Zaznaczył jednak mimochodem, że decydującym kryterium będzie praca społeczna. Pełne entuzjastycznych pochwał własnej osoby uzasadnienie pozostawił swym wiernym akolitom – Mortkowicz-Olczakowej i Kurczabowi. Sam tylko zachęcał ich, podtrzymywał, kokietując nas równocześnie. „Koledzy rozumieją, jak jestem zażenowany, ale ostatecznie i ja jestem tylko człowiekiem (sic!) i muszę wyznać, że te dziesięć tysięcy bardzo mi się przyda”. Myślałem, że takie rzeczy zdarzają się tylko w nowelkach Czechowa. Pierwszy ocknął się Vogler i zaproponował kandydaturę Różewicza. Otwinowski zaczął rozpływać się w pochwałach: „Ja ogromnie cenię talent kolegi Różewicza, talent bardzo mi bliski, bo obaj walczymy o to samo, obaj kochamy człowieka (sic!)” (Różewicz tak nie znosi Otwinowskiego, że zamyka oczy, jak go zobaczy na ulicy) – po czym z ubolewaniem napomknął, że jednak Różewicz nie mieszka w Krakowie i że radni miejscy niestety nie mają zwyczaju czytać wierszy. Usiłowałem poprzeć Voglera i m.in. powiedziałem, że trzeba by wreszcie nadać tej nagrodzie jakąś rangę artystyczną, na co Otwinowski przypomniał mi z urazą, że i on jest bądź co bądź pisarzem. Po zupełnie nieprawdopodobnej dyskusji (przy czym Otwinowski wspomagany był dzielnie przez Olczakową, Kurczaba i Hołuja) stanęło na tym, że wysuwamy dwie kandydatury – Otwinowskiego i Różewicza. Do właściwego głosowania w ogóle nie doszło. Na zakończenie Otwinowski powiedział do Voglera: „Ręczę ci, że Różewicz nie przejdzie”.

Zapisuję to, bo mnie samemu trudno będzie wierzyć, że byłem świadkiem tej sceny.

28 maja 1959

Nagrodę Krakowa dostał jednak Różewicz. Ciekaw jestem, czy moje intrygi coś tu pomogły.

19 września 1959

Jadąc poprzednio z Krakowa do Kasinki, czytałem fragment prozy Tadeusza Różewicza w „Przeglądzie Kulturalnym” (Próba rekonstrukcji). To chyba najlepszy kawałek prozy polskiej po wojnie. Cały czas miałem uczucie, że (gdybym był o ten schodek mądrzejszy) powinien bym wyrazić te same myśli – a równocześnie, że nigdy bym tego nie potrafił zrobić tak trafnie, tak oszczędnie i tak dojrzale.

18 lipca 1960

Opowiadania Różewicza (Przerwany egzamin, W najpiękniejszym mieście świata, Nowa szkoła filozoficzna) ostre jak nóż, dojrzałe. Przede wszystkim dojrzałe. Moje pisanie wydaje mi się niezdarną gmeraniną – i zawsze tylko dookoła tego, o co naprawdę chodzi. Nie umiem nawet wymienić dokładnie tych hamulców, które zmuszają mnie do kluczenia. A trafić do celu można tylko obnażając się zupełnie, ale równocześnie z tym chłodnym obiektywizmem, jakby chodziło o kogoś innego. Różewicz trafia czysto, bez babrania się, bez gadulstwa. I to jest dojrzałość.

9 lutego 1961

Wczorajszego wieczoru próba Kartoteki z udziałem cenzury. Przyszła trójka homunculusów – jeden rodzaju żeńskiego – małe, wypierdkowate figurki, z którymi rozmawia się tak, jakby człowiek musiał tłumaczyć swoje myśli na jakiś obcy, nieporęczny język. Siedzieli, pogrążeni w drętwym milczeniu, czasem tylko szepcząc między sobą i jeden raz ożywili się nieco, mianowicie kiedy Wujek zdejmował buty i skarpetki. Widok bosej nogi na scenie wydobył z nich ludzki odruch zainteresowania. Potem nic. Przyglądałem się im i cały czas było mi czegoś wstyd. Epizod z psem wydał mi się po prostu okrutny, bo to było o nich (oczywiście nie w pełnej skali; w porównaniu z tym rasowym, literackim psem oni są prymitywnymi kundelkami). Już samo pisanie tego jest żenujące, niemiłosierne. Ale oni ten epizod przełknęli zupełnie gładko i przyczepili się tylko do dwóch fragmentów „politycznie dyskusyjnych”, kwestionowanych już uprzednio przez cenzurę. Nawet tu nie okazali żadnego indywidualnego uwrażliwienia.

12 września 1962

Rozwłóczyłem się. Nie mogę przestać. Wczoraj trochę przysiedziałem fałdów nad artykulikiem do Groteski i nad recenzją, ale dziś wyrwałem już znowu z Tadeuszem Różewiczem na motorze do Kasinki, a jutro jadę z Krzysztofem Kozłowskim do Morskiego Oka na wspinaczkę. Postanowiłem sobie tam pisać, nie wiem jednak, czy to się uda.

23 czerwca 1963

Dowiedziałem się, że wiersze Tadeusza Różewicza zostały wydrukowane w „Kulturze” bez jego zgody. Jaskiniowcy od polityki w pełnej ofensywie przeciwko kulturze, której nienawidzą, i którą chcą zmusić do spełniania koszarowych posług.

(Przypis: Istniejący od 1952 r. tygodnik „Przegląd Kulturalny” został zlikwidowany równocześnie ze starszym o dwa lata tygodnikiem „Nowa Kultura”. W ich miejsce wadze powołały nowy tygodnik „Kultura”, którego pierwszy numer ukazał się z datą 16 czerwca 1963 r.; redaktorem naczelnym został Janusz Wilhelmi. Wspomniane wiersze Różewicza ukazały się na pierwszej stronie pierwszego numeru nowego tygodnika.)

26 kwietnia 1965

Wczoraj byliśmy na premierze Wyszedł z domu Różewicza. Sztuka wystawiona nie najlepiej (zbędne, żenujące wstawki „baletowe”), ale bardzo dobra czy może ciekawa – te określenia nie przekazują istoty rzeczy – tego co jest (w innych zakresach) wspólne Różewiczowi i Mrożkowi, a co stanowi o tym, że oni będą w naszej kulturze reprezentować te czasy. To jest dzisiejsza metafizyka: rozdziawiająco naiwne pytania, na które epoka nie ma już żadnych pewnych odpowiedzi w rodzaju „nieśmiertelność” czy „niebo” czy „postęp”. Świadoma niepowodzenia próba rekonstrukcji człowieka, znalezienia w nim czegokolwiek cennego, na czym można się oprzeć. Właśnie odwaga tej naiwności, którą wielu bierze za cynizm albo za wygłupianie się, albo za „nowoczesny bełkot”, jest współczesnym wyzwaniem pozostawionym sztuce. I Różewicz jest szczery. Jest naprawdę przerażony, naprawdę się męczy, jak powinien się męczyć człowiek, który myśli i czuje.

21 października 1965

Był dziś Tadeusz Różewicz, zawsze tak samo zaskakujący pozorami zgrzebnej zwykłości.

28 stycznia 1971

Przedwczoraj był Tadeusz Różewicz. Mówiliśmy m.in. o ostatnim artykule Machejka, który przeczytałem z opóźnieniem, zaciekawiony komentarzami (nieoczekiwanie pozytywnymi) Wolnej Europy. Jest to obrzydliwy makiawelizm na poziomie Proszowic. Wynika z tego, że „pałowanie” robotników jest rzeczą niedobrą, ale bicie studentów to rzecz chwalebna i szkoda tylko, że tak mało. Różewicz powiedział, że nie rozumie, jak ktokolwiek uczciwy może publikować teraz w „Życiu Literackim”. Nie przyznałem mu się, że złożyłem tam fragment książki. Ale to mnie drążyło. Dziś poszedłem do Zbigniewa Kwiatkowskiego, żeby wycofać maszynopis. Przekonywał mnie, ze Machejek nie wyraża poglądów redakcji. Powiedziałem, że się namyślę do jutra, ale na ulicy zawstydziłem się tego kunktatorstwa (Kwiatkowski pokazał mi plan numeru, gdzie figurowałem między Kąkolem a I.Krasickim), więc wróciłem i po przykrej rozmowie z Machejkiem odebrałem materiał. Jak to często bywa, nie czułem w sobie tej pewności, jaką powinno się mieć, podejmując decyzję o charakterze ściśle moralnym. Ale teraz ulga.

27 kwietnia 1971

Wczoraj Tadeusz Różewicz. Odwiozłem go do Lanckorony, gdzie wynajął pokój w dziwnej wilii w lesie u jakiegoś starego legionisty. Wszędzie fotografie i statuetki Piłsudskiego.

23 grudnia 1971

Przysłał Różewicz nową swoją książkę Przygotowanie do wieczoru autorskiego. Na razie zajrzałem tylko. Ale już widzę – to jest ten szczęśliwy sposób mierzenia się z banałem, na który daremnie próbuję wpaść (może ze strachu przed pomówieniem o naiwność). On ma intuicję poety i nie boi się mówić rzeczy oczywistych – czy oczywiście niezgłębionych, a przez to uznanych za płaskie. I osiąga to, o co chodzi. Wiarygodność.

1 lipca 1972

Niefortunne spotkanie z Różewiczem, który chyba pogrzebał swoje szanse wyjazdu.

(Przypis: chodzi o udział Różewicza w Iowa International Writing Program, organizowanym przez amerykańskiego pisarza i wydawcę, Paula Engle. Różewicz był zapraszany do wyjazdu do USA m.in. w latach 1971 i 1972, dwukrotnie rezygnując. W liście do Czesława Miłosza z 4 października 1971, Artur Międzyrzecki opisywał tę sprawę następująco: „Wieści z Int. Writing Program, jeśli idzie o kolegów z Polski, są złe. Jak wiesz, Andrzej Kijowski i Karpowicz przełożyli przyjazd na rok akademicki 71-72. Ale zrobili to od razu, wiele miesięcy temu. Natomiast Różewicz zatkał miejsce tegoroczne, oznajmił, że przyjedzie. I dwa tygodnie temu zmienił zdanie, co jest jednak rzeczą gówniarską. Mógł powiedzieć od razu, zaprosiliby kogo innego.”)

3 lipca 1972

Do Tadeusza Różewicza napisałem moralizującą kartkę. Jego zachowanie w spotkaniu z Engle’em było dziwnie irytujące. Akcentowana prowokacyjnie zgrzebność, ale na zasadzie maniery. Wielki poeta udający prostaczka dla pokazania, że ma wszystkich gdzieś. Traktował Engle’a jak funkcjonariusza jakiejś instytucji, która ma psi obowiązek świadczyć usługi Poecie. Oświadczył, że nie będzie się uczyć angielskiego (wystarczy mu „I love you”) , i że nie ma zamiaru marnować czasu w Programie, i chce zabrać ze sobą syna. Wszystko z poczciwie szyderczym uśmieszkiem.

17 września 1972

Wczoraj Tadeusz Różewicz na obiedzie.

Źródła:
Jan Józef Szczepański, „Dziennik, Tom II, 1957-1963”, Wydawnictwo Literackie 2011
Jan Józef Szczepański, „Dziennik, Tom III, 1964-1972”, Wydawnictwo Literackie 2013
Artur Międzyrzecki i Julia Hartwig, Czesław Miłosz, „Korespondencja”, Wydawnictwo Literackie 2012



Kategorie:Dzienniki, Źródła

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: